The Callisto Protocol na PC. Ta gra mnie wymęczyła [RECENZJA]

The Callisto Protocol na PC. Ta gra mnie wymęczyła [RECENZJA]05.12.2022 16:17
The Callisto Protocol na PC
The Callisto Protocol na PC
Źródło zdjęć: © Polygamia

Długo czekałem na ten dzień. Nie ukrywam, że porwał mnie wir hype’u, co raczej zdarza się niezwykle rzadko. Oto nadchodzi "najbardziej przerażająca gra w historii", który w sztafecie survival horrorów ma przejąć pałeczkę po legendarnym Dead Space. Czy udało się?

Redakcja testowała grę The Callisto Protocol na laptopie ROG Zephyrus Duo 16 z procesorem Ryzen™ 9 6900H oraz kartą graficzną GeForce RTX™ 3080 Ti w ramach współpracy promocyjnej z marką ASUS Republic of Gamers.

Nie należę do kasty "efpeesiarzy", dla których głównym świadectwem jakości gry są mityczne klatki na sekundę. Jestem pod tym względem dość tolerancyjny, bo uważam, że gra albo jest dobra sama w sobie, co objawia się poprzez fundamenty rozgrywki, albo taka nie jest i kropka. I przyznam się, że ta tolerancja została mocno nadwyrężona w pierwszych godzinach rozgrywki w The Callisto Protocol.

The Callisto Protocol na PC, w pierwszych godzinach od debiutu, miało ewidentnie problem z optymalizacją, co zresztą dosadnie zakomunikowali gracze. Włączyłem więc dzieło Striking Distance Studios i faktycznie zacząłem solidaryzować się z niektórymi graczami pecetowymi.

Stuttering był odczuwalny, chociaż zabawa ustawieniami po części eliminowała ten problem. Oczywiście, wszyscy wiemy, że każdy gracz dysponuje tak mocnym sprzętem jak nasza platforma testowa. To tak w ramach sarkazmu. Tu można sparafrazować klasykę i zapytać: kto Panu to tak zoptymalizował? Na szczęście pojawiła się łatka, która w znacznym stopniu zdołała uporządkować kwestię optymalizacji, a w drodze kolejne.

  • The Callisto Protocol na PC
  • The Callisto Protocol
Źródło zdjęć: © Polygamia
[1/2]
The Callisto Protocol na PC

To będzie zwyczajny lot, mówili

A więc zaczynamy swoją przygodę. To miał być niemalże rutynowy lot dla Jacoba Lee, jednak sprawy się komplikują. Dramatyzm pierwszych minut polega na tym, że główny bohater trafia za kratki kolonii karnej Black Iron, umiejscowionej na tytułowym Callisto – księżycu Jowisza. Od teraz traci swoją tożsamość, a jego człowieczeństwo sprowadzone jest do ciągu cyfr, zastępującego imię i nazwisko.

I najprawdopodobniej biedaczek spędziłby resztę życia nucąc sobie spokojnie "Czarny chleb i czarna kawa" po wizycie intergalaktycznego "klawisza", jednak na przyjemności trzeba zasłużyć. W więzieniu wydarzyło się coś, co diametralnie zmienia układ sił i daje szansę na odzyskanie wolności. Ale jaka to wolność?

Prawidła kosmicznego horroru zaczynają się konsekwentnie realizować. Oddalona od świata lokacja zaczyna przeobrażać się w prawdziwe piekło, w którym potwory roszczą sobie prawo do hegemonii. W sumie, po co wymyślać koło na nowo? Tak więc Jacob "od dzisiaj jesteś numerkiem" Lee, zaczyna walkę o przetrwanie.

Walka w The Callisto Protocol

I walkę samą w sobie rozłożę na czynniki pierwsze. Otóż twórcy nie pozostawiają złudzeń – w The Callisto Protocol walka ma fundamentalne znaczenie i jest jednocześnie dość specyficzna. Samym strzelaniem, samą bronią dystansową często niewiele zdziałamy, bowiem położono ogromny nacisk na walkę w zwarciu. Przyznam się, że miałem z tym ogromny problem.

Monstra, które napotkamy, są bardzo agresywne, a ich ataki nie mają tendencji do wybaczania błędów gracza. Musimy więc bazować na sprytnych unikach i… no właśnie. Zapomnij o wypracowanych nawykach – to trzeba na spokojnie. Walka w The Callisto Protocol jest wymagająca i będzie nam towarzyszyć do samego końca. Moim zdaniem warto "potrenować" wspomniane uniki gdzieś w początkowej fazie rozgrywki, gdy nie ma grup wrogów. Serio. Może to moja niekompetencja, ale ginąłem podejrzanie często. Uważam też, że nie pomaga kamera, która sprawiała, że dość często zamiast ataków, widziałem jedynie plecy bohatera. Tak, kamerą możemy obracać. Tak, bywa to trudne w wąskich korytarzach. Tak, jest ich tu sporo.

W pewnym momencie podłączyłem kontroler pod laptop i chyba szło mi lepiej, ale równie dobrze może to wynikać z tego, że najzwyczajniej więcej gram na padzie, a nie z tego, że twórcy stworzyli grę wybitnie pod kontrolery. Gdybam, głośno myślę. Co do esencji starć: jest brutalnie. Bardzo brutalnie. Jeśli jesteś koneserem estetyki gore, to będziesz zachwycony. Wyszarpane kończyny, nadgryzione głowy, ciała zmiażdżone przez pracujące elementy maszyn… cóż, wrażliwi gracze mają kolejny powód, by nie ginąć w rozgrywce zbyt często.

  • The Callisto Protocol
  • The Callisto Protocol
Źródło zdjęć: © Polygamia
[1/2]
The Callisto Protocol

Poziomy trudności w The Callisto Protocol

Jedni pokochają walkę, drudzy ją znienawidzą. Jasne, pojawiają się ułatwienia, nazwane "stopniem ochrony" gracza. Maksymalna protekcja jakoś szczególnie mi nie pomogła. A może po prostu podświadomie mniej się starałem z wysoką ochroną? Może. Generalnie gra nie wybacza błędów. Przydatne za to są opcje automatycznego celowania, dzięki którym kilka razy zaoszczędziłem cenne ułamki sekund, powstrzymując wroga przed mutacją.

  • The Callisto Protocol
  • The Callisto Protocol
Źródło zdjęć: © Polygamia
[1/2]
The Callisto Protocol

Takim sprzętem można zabić

Mamy tutaj całkiem miły arsenał oraz system ulepszeń, rozwijany naturalnie za swego rodzaju walutę. Warto czasami zboczyć z głównej ścieżki i poszukać łupów. Tak więc udajemy się do pobliskiej cyber-kuźni, a drukarka przestrzenna wykona odpowiedni upgrade. Dobrze jest rozwijać wszystkie nasze zabaweczki, bo nie samą "pałką" do ubijania żyje nasz bohater. Pojawia się również pewien gadżet, taki trochę game changer w walce, oraz broń dystansowa. Ta będzie kluczowa, gdy pojawią się wrogowie z mackami, a ci mają tendencję do mutowania w silniejsze formy, o czym wspomniałem chwilę wcześniej.

  • The Callisto Protocol
  • The Callisto Protocol
Źródło zdjęć: © Polygamia
[1/2]
The Callisto Protocol

To film czy gra?

Wracając do samych uników dodam jedną rzecz – jeśli już taki skutecznie wykonamy, to… czapki z głów! Ta animacja jest niezwykle filmowa. Zresztą, całe The Callisto Protocol utrzymane jest w niezwykle filmowym stylu. Od samego początku do końca produkcji twórcy karmią nas mistrzowskimi przerywnikami, z których płynnie przechodzimy do rozgrywki właściwej. Zaciera się granica między filmem, a grą. Serio.

Przyjemnie się to ogląda. To są właśnie te detale: jak bohater ogląda broń po jej ulepszeniu, spontaniczne rozglądanie się po nowych lokacjach. Super, kciuk w górę! Twórcy też uważają, że te wstawki są super, więc zablokowali możliwość ich pominięcia. To doskonałe rozwiązanie, w szczególności dla bardziej nerwowego gracza, który ósmy raz ginie, a po odrodzeniu ciągle musi oglądać ten sam obrazek. Animacje zgonów protagonisty też są świetne i też nie możemy ich przewinąć.

  • The Callisto Protocol
  • The Callisto Protocol
Źródło zdjęć: © Polygamia
[1/2]
The Callisto Protocol

Piękne lokacje i ciężka atmosfera

Walka nie zawsze nam towarzyszy. Łapiemy momenty wytchnienia, gdy wyruszamy w poszukiwaniu czegoś, co pchnie fabułę dalej. Tu trzeba otworzyć jakieś przejście, tam trzeba zdobyć kod do systemu. Kod oczywiście znajduje się w kieszeni strażnika, a raczej tego, co z niego zostało. I tak dalej. Nic specjalnie odkrywczego, ale to nie musi być od razu zarzut. Jak już wspomniałem, w The Callisto Protocol jest dość sporo wąskich korytarzy, co nie do końca mi się podobało; walka w takich miejscach okropnie mnie frustrowała, pozbawiając często możliwości wykorzystania elementów otoczenia.

Może i są te nieszczęsne, ciasne lokacje. Ale za to jak wykonane! W ogóle kreacja miejscówek w The Callisto Protocol zasługuje na gromkie brawa. To, co robi oświetlenie i mnogość detali w modelach, to olbrzymi atut tej produkcji. Oprawa graficzna to prawdziwy majstersztyk. Na upartego mogę przyczepić się do efektu ognia. Wystarczy spojrzeć na zrzuty ekranu. No tak średnio.

Tak – klimat wylewa się z ekranu, atmosfera jest, ale… W Alien: Isolation wszystko było proste. Tu jest szafka, chowasz się w niej i czekasz sobie, aż ksenomorf pójdzie. Czułeś, że niebezpieczeństwo czai się gdzieś tam w tle, powodując ciągłe napięcie. W The Callisto Protocol nie czułem tego w pełni. A co najciekawsze, jesteśmy wystawieni na działanie jumpscare'ów. Osobiście mam niską tolerancję na takie zagrywki. Preferuję inne formy straszenia, co już wyjaśniłem. Na plus oczywiście udźwiękowienie: soczyste, głębokie i klimatyczne. Polecam grać na słuchawkach, najlepiej w nocy. Polecam... też mi coś! Inna forma grania stanowczo zabroniona!

  • The Callisto Protocol
  • The Callisto Protocol
Źródło zdjęć: © Polygamia
[1/2]
The Callisto Protocol

Minimalistyczny HUD

Immersja "wjeżdza" bez problemów. Takie są założenia The Callisto Protocol i twórcy pozostają w nich konsekwentni. Ba, sam HUD jest ograniczony do minimum, a kluczowe informacje czerpiemy wprost z rozgrywki: pasek zdrowia znajduje się na naszym karku, ilość pocisków w magazynku wyświetlana jest na broni. Nie jesteśmy więc bombardowani setkami (często niepotrzebnych) informacji. Bardzo lubię takie rozwiązania i w tym przypadku działa to znakomicie.

Wrogowie głowę urwą, ale fabuła już nie

Teraz mocniej ponarzekam. Problem z The Callisto Protocol polega na tym, że fabuła jest dość uboga. Po prostu. Lore Dead Space (moim zdaniem) było bardziej wciągające i przede wszystkim mocniej rozbudowane. Pomijam oczywiście fakt, że sama historia jest w miarę przewidywalna. Spodziewałem się też więcej po "bestariuszu". Nie ma tutaj spektakularnej liczby gatunków napotkanych szkarad, co z czasem nuży.

Nie chcę być źle zrozumiany, ale wydaje mi się, że The Callisto Protocol samo nie wie, jakim horrorem chce być lub najzwyczajniej twórcy chcieli chwycić wszystkie sroki za ogon. Z jednej strony, jest to budowanie klimatu grozy poprzez narrację otoczenia i efekty audiowizualne. Z tej hipnozy wyrywają nas jumpscare’y. Podobnie walka w zwarciu, a potem elementy skradankowe – w moim odczuciu mocno nieintuicyjne.

  • The Callisto Protocol
  • The Callisto Protocol
Źródło zdjęć: © Polygamia
[1/2]
The Callisto Protocol

Problemów ciąg dalszy

Problem jest z odpowiednim balansem. Na początku walka jest w zasadzie znośna, ale po kilku godzinach zostajemy wrzuceni na głęboką wodę. Raz w akcie bezradności próbowałem oszukać grę i w sumie mi się udało: znalazłem ciut wolnej przestrzeni między czymś, co wyglądało jak łóżka szpitalne i posyłałem tam wrogów swoją rękawicą. Ginęli od razu. Tylko jeden z czterech się zablokował, ale jego eliminacja nie była już problemem. Innym razem wysyłałem wrogów poza plansze. Też działa, ale wtedy nie zdobywamy lootu.

  • Test gry The Callisto Protocol na laptopie ROG Zephyrus Duo 16 w ramach współpracy promocyjnej z ASUS
  • Test gry The Callisto Protocol na laptopie ROG Zephyrus Duo 16 w ramach współpracy promocyjnej z ASUS
Źródło zdjęć: © Polygamia
[1/2]
Test gry The Callisto Protocol na laptopie ROG Zephyrus Duo 16 w ramach współpracy promocyjnej z ASUS

Czy warto zagrać w The Callisto Protocol?

Czy warto zagrać w The Callisto Protocol na PC? Jeśli chodzi o kwestie techniczne, to tak, jest znacznie lepiej. Załapałem się też po części na wersję przed patchem i faktycznie, rozumiem frustrację niektórych graczy. Jeśli chodzi o samą rozgrywkę, to polecam ze względu na atmosferę, klimat i oprawę wizualną. Jednakże spodziewajcie się jumpscare’ów, hektolitrów krwi, wymagającego systemu walki, frustrujących momentów i przeciętnej fabuły.

  • The Callisto Protocol
  • The Callisto Protocol
Źródło zdjęć: © Polygamia
[1/2]
The Callisto Protocol

Jeśli wykażemy się cierpliwością, to The Callisto Protocol odpłaci się. Mi tej cierpliwości często brakowało. Stąd ta ocena. Wymęczyła mnie ta gra i to okropnie, a z tego co mi wiadomo, to nie o to chodzi w graniu. Pewnych walorów jednak nie można odmówić.


Ocena 6/10


W The Callisto Protocol graliśmy na naszej platformie testowej ASUS ROG Zephyrus DUO 16. Klucz do gry dostarczył nam jej wydawca.

Plusy
  • wspaniała oprawa audiowizualna
  • soczyste elementy gore
  • znakomite wstawki filmowe
  • ogólny klimat i atmosfera dają radę
Minusy
  • przewidywalna fabuła
  • walka miejscami frustruje i nie wybacza błędów
  • za dużo jumpscare'ów

Sebastian Barysz, dziennikarz Polygamii

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (24)