Gdzieś pod koniec gry podobną niezręczną sytuację zaliczyłem z inną, tym razem już grywalną postacią. Jego umiejętności nie były dla mnie przydatne i prawie w ogóle nie korzystałem z tego bohatera podczas walki. Mimo to pojawił się on nagle pod koniec gry, zwracał do mojej postaci jak do starej przyjaciółki i sypał różnymi wyznaniami… Podczas swojej przygody nie nawiązałem z nim żadnej relacji, ale twórcy i tak ją na mnie wymusili.Podobne mieszania uczucia mam odnośnie samego zakończenia. O ile bowiem pierwsza część posiadała pewną zamkniętą historię i wstęp do kolejnej odsłony, tak finał dwójki pozbawiony jest już tego salomonowego zabiegu. The Banner Saga 2 kończy się w pół zdania. Kiedy już udaje nam się dotknąć białej, puszystej sierści tego króliczka, to… mija osiem godzin, nara, widzimy się za dwa lata. I pewnie byłbym tym faktem niesamowicie oburzony i rozczarowany, gdyby nie to, że w czasie tych ośmiu godzin odwiedziłem mnóstwo malowniczych zakątków i stoczyłem dziesiątki emocjonujących potyczek, które ostatecznie przesądziły o wysokiej ocenie gry.Oprócz podróżowania przez ręcznie malowane, przepiękne, przesycone barwami i mistycyzmem dwuwymiarowe krainy, The Banner Saga 2 oferuje również rozbudowaną i wciągającą strategię taktyczną. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy pod tym względem, to bogactwo postaci, które możemy trenować oraz wybierać do naszej drużyny przed każdą bitwą.Wracają dobrze znani bohaterowie z Rookiem i Alette na czele, ale również narcystyczny książę Ludin, łuczniczka Oddleif, rośli varlowie – ich król Hakon, pozbawiony ręki weteran Iver oraz inni. Po drodze dołączamy do nich kolejne postacie jak bard Aleo oraz wiecznie pijany asasyn Oli. Wraz ze wzrostem ich doświadczenia, u każdego woja możemy rozwijać umiejętności ofensywne oraz defensywne charakterystyczne dla danej klasy. Część posiada także zdolności wyjątkowe tylko dla nich, jak chociażby rzuty toporami Oliego czy szał bojowy Bolverka, innego varla, który w przypływie gniewu może zadać przeciwnikowi podwójne obrażenia, ale przy okazji zranić też swoich towarzyszy.