Ale ta seria to nie tylko atmosfera i fabuła; to też zagadki. Muszę przyznać, że w tym wypadku gra prezentuje chyba najrówniejszy poziom. Przez pierwszą godzinę-dwie bałem się, że będzie zbyt prosto, ale potem zaczęły pojawiać się większe zagwozdki. Zdarzyło mi się nawet zaciąć kilka razy, co uznaję za zaletę - nawet jeśli problemy wynikały zazwyczaj z tego, że nie zauważyłem przedmiotu do podniesienia. Lizanie ścian to też część genotypu point and clicków. Tutaj z ulgą donoszę, ze przejście w trójwymiar i 2017 nie stępiły przygodówkowych cech Syberii. Ostatecznie nie było jakoś diabelnie trudno - było wystarczająco niełatwo.Nic dobrego nie da się niestety powiedzieć o wspomnianej już stronie technicznej gry. Syberia 3 wygląda zwyczajnie brzydko, a na PS4 skandalicznie gubi klatki. Pełno jest też drobnych, irytujących błędów - woźny zamiata podłogę, ale miotła fruwa obok niego, na schody wejdziemy tylko w jednym punkcie, bo w innych odpycha nas niewidzialna siła, a w maszynowni nie załaduje się tekstura podłogi, mieszając nam w głowie niezaplanowaną abstrakcją. Do tego postacie potrafią mówić o rzeczach, które się wydarzyły, jakby jeszcze nie miały miejsca, a Kate w pewnym momencie zamiast skomentować coś w myślach, mówi coś do postaci, która pojawi się dopiero pół godziny później. Burdel na kółkach. Albo tych pociesznych śnieżnych strusiach, bo one wiele potrafią udźwignąć.Osobny akapit warto poświęcić też dubbingowi. Ten angielski na początku brzmiał tak źle, że szybko przerzuciłem się na zaskakująco niezły polski. Ale po kilku godzinach polski też miał coraz więcej drewnianych postaci, szwankować zaczęła dotąd znośna Dereszowska, więc wróciłem do angielskiego... i było znacznie lepiej niż na początku. Aktorka, która z początku brzmiała jak syntezator mowy, chyba się rozkręciła i wróciła do roli, którą odgrywała już przecież ze świetnym skutkiem przy okazji dwóch pierwszych części. Dziwna sprawa z tym dubbingiem. Dziecko potrafi brzmieć jak czterdziestolatek, sześćdziesięciolatka jak dwudziestka. Ale za to polskie tłumaczenie jest zgrabne i potrafi być pomysłowe, co objawia się szczególnie przy języku Jukoli - ich "Pannakejt", "dodzenia" czy "klienturysta" to bardzo ładne zabawy słowne.