Soundtrack mojego zamknięcia

Strona głównaSoundtrack mojego zamknięcia
23.04.2020 12:42
Soundtrack mojego zamknięcia
gsg
gsg

Na Whitestock Trade Convention 2004, pieszczotliwie przezywany "wutecem" konwent dla miłośników japońskiej kultury, zbieraliśmy się stopniowo przez całą Polskę. Katowice, Łódź, Warszawa, ekipa z forum (to jeszcze było anime forums, czy już reinkarnacja na serwerach Kawa?) wsiadała w ten sam pociąg na kraniec krajowej mapy. Parskaliśmy śmiechem na najwyraźniej niezbyt trzeźwą spikerkę w Małkini, a w Białymstoku byliśmy na kilkanaście godzin przed startem imprezy.

W 2004 tego typu zabawy wciąż jeszcze organizowały się w domach kultury czy szkołach, szczęśliwie przyjezdnych wpuszczano bez przeszkód, a wręcz chętnie, bo zawsze coś tam pomogli z noszeniem biurek czy krzeseł.

Z weekendowej imprezy poza niewyspaniem przywiozłem do domu nastoletnie przyjaźnie, nastoletnie zauroczenia, oraz zamiłowanie do podrabianego Dance Dance Revolution - na PC zwie się to StepMania. Czasem koślawo się mówi, że to gra taneczna, podczas gdy tańca zbyt wiele w niej nie ma, raczej uczciwiej mówić wprost, że to prosta zabawka rytmiczna. Są cztery kierunki na rozkładanej na podłodze macie, mają swoje symbole na ekranie, trzeba je dusić stopą do rytmu, dreptać układy i kombinacje.

Wstyd to przyznać, ale spośród wszystkich tych pięknych rzeczy, które zabrałem z Białegostoku do Warszawy, po dziś dzień pielęgnuję jedynie to dreptanie w miejscu.

I to jak pielęgnuję!

Któryś z polityków partii rządzącej sugerował, żeby czasu odosobnienia nie wykorzystywać do poprawiania sobie kondycji fizycznej. Ba! Ponoć na wale (a w Warszawie po mojej stronie Wisły ciągnie się wałem długaśna, cudna ścieżka rowerowa) dawali mandaty.

To my wcale nie na przekór, ale jednak z tęsknoty za ruchem, zorganizowaliśmy do domu dwie maty i od miesiąca skaczemy. Wcale bym się nie zdziwił, jeśli ta godzina dziennie sumarycznie daje więcej, niż okazjonalne randki z 3DSem na wieczór z innymi tytułami. A jednak StepMania nie wylądowała w żadnym z ostatnich "Co jest grane". Czas zrekompensować jej to niedopatrzenie!

Machinae Supremacy - The Great Gianna Sisters

The Great Giana Sisters było hitem imprezy. Chiptuneowo-rockowe Machinae Supremacy zbudowało na melodiach z klasycznego klona Mariana energetyzujący kawałek, którego przejście nawet na podstawowym poziomie trudności pozostawało niespełnioną ambicją okupujących maty do skakania.

A jakie to były maty! Gospodarze rozkręcali stare pady od PSXa i przynieśli cudowne, bazujące na nich samoróbki, niewiele odstające od prawdziwego automatu do DDR. Sam od pół życia skaczę na szmaciankach z allegro, ale wciąż tęsknię do dudnienia solidnej, nieślizgającej się po podłodze maty. Za to sąsiedzi zapewne nie mają pojęcia, jak powinni być zachwyceni, że nigdy sobie takiej nie sprawiłem.

Ten utwór na pięć stópek w żadnym razie nie nadaje się dla początkującego. DDR/StepMania/Pump It Up (z nieco innym układem przycisków) w pierwszej kolejności wymagają wyuczenia bezrefleksyjnego odruchu następowania na odpowiednią strzałkę. Jeśli myślisz "teraz muszę wcisnąć lewo", to niemal na pewno wciśniesz za późno. A w Gianie strzałki lecą szybko, czasem lecą i podwójne, czyli takie, gdzie trzeba np. na raz wcisnąć lewo i prawo, trzeba by mieć mózg genialnego bohatera anime, żeby się do tego dostosować bez treningu.

I dlatego dla noobów był Coconut.

Przy okazji powiedzmy to sobie szczerze: darmowa gra, podrabiająca DDR, to nie jest miejsce, gdzie ktoś się przejmuje jakimiś tam licencjami. Mixy mają i kawałki z oryginalnego DDRa, mają kawałki z anime, mają kawałki z gier, mają Linkin Park, System of a Down, Daft Punk i HOW MUCH IS THE FISH. Ludzie tworzą układy do wszystkiego, co im w duszy gra. Zestaw piosenek, który ostatnio gramy, to kawał historii, kawał nostalgii, przekrój przez fascynacje młodzieży przełomu wieków. Bo to ten sam zestaw, który ściągnęliśmy piętnaście lat temu - i nie ogramy w nim wszystkiego do końca życia.

To również kupa największego muzycznego dziadostwa, jakie można znaleźć w sieci, bo obok kultowego (a może dziś to już jedynie mem?) openingu do Evangeliona i obowiązkowego Sandstorm Darude'a znajdziecie i szalone wynalazki azjatyckich DJów, przy których uszy więdną przez trzy sekundy odsłuchu na liście piosenek.

I nie szkodzi. Bo znów, powiedzmy to sobie szczerze, nie ma do gry rytmicznej złych piosenek, co najwyżej kiepskie układy. I nie szkodzi, że masz już niemal osiemnaście lat, że całkiem niedawno zacząłeś nosić czarny sweter z wyciągniętymi rękawami, a od znajomych z forum zgapiłeś kilku wykonawców z dziewczętami żałośnie zawodzącymi do gitarowych riffów. Jesteś noobem, więc na SM zaczynasz od Coconuta.

Warmen - Beyond Abilities

Zanim dostałem własną matę, zarażałem przyjaciół i rodzinę tematem na sucho. Bo można grać i na strzałkach klawiatury przecież, a można i udawać granie, jeśli złoży się kocyk w kwadrat o boku nieco szerszym niż rozstawione nogi. To takie ciepłe, naiwne, cudowne, przypomnieć sobie, jak trzech chłopa koślawo podskakuje na kocykach przed monitorem - a zdarzyło nam się tak z bratem i Najlepszym Wujkiem na Świecie.

Za to kiedy dostałem już własną matę, obok przejścia Giany główną ambicją stało się Beyond Abilities. Sami widzicie, jak tytuł pasuje. Układ, nawet ten podstawowy, też jest daleki od czegoś w zasięgu początkującego gracza: rytmicznemu, gitarowemu riffowi po spokojniejszym wstępie zaczyna towarzyszyć nieustanne dreptanie, niekończący się zestaw układów od lewa do prawa i na odwrót, choć nie tylko oczywiście. Pięćset osiemdziesiąt jeden strzałek i drugie po przejściu Giany wielkie zwycięstwo, kiedy ukończyłem utwór bez missa. I nie ma drugiego, który zagrałbym równie wiele razy - bo Beyond Abilities to do dziś moja rozgrzewka przed poważniejszym skakaniem. Taki naiwny nieco talizman.

TaQ - era (nostalmix) [HQ]

Za to mój ulubiony kawałek to Era. Nie powinno dziwić, że pop czy elektronika świetnie się w tego typu zabawie sprawdzają: wyraźne łupanie, proste do powtórzenia rytmy, to się ceni, kiedy trzeba do melodii wytupać jakiś układ. I zajarałem się tego typu kawałkami w ferie zimowe, spędzane na działce kolegi.

Bo któregoś razu kolega przyszedł i mówi tak: wyjeżdżamy z rodziną na dwa tygodnie i byłoby miło, gdyby ktoś podlewał kwiatki w domu. A żeby zrewanżować się za tę uprzejmość, to tu masz klucze na działkę - działka jest niespełna kilometr za blokiem i ma postawiony niewielki domek - możesz sobie przez ten czas mieszkać, jeśli rodzice nie mają nic przeciw.

Nie mieli! Zgarnąłem matę pod pachę i jazda! Że trzeba rąbać drewno na opał? Nie szkodzi. Tylko dzięki Mariuszowi wiem dziś, że najlepiej najpierw nabić kłodę na siekierkę, odwrócić ją i przywalić trzonkiem tak, że kłoda rozłupie się sama pod swoim ciężarem. Life hack! Nie trzeba rozrywać, jak Kapitan Ameryka!

A że w StepManię grałem wtedy dość intensywnie już pewnie około roku, to i swobodniej przebierałem w utworach, nie trwożyłem się na osiem czy dziewięć stópek przy oznaczeniu poziomu trudności, pewnie zresztą nigdy w życiu nie będę już miał takiej kondycji, jak gdy urządzałem na odludziu wielogodzinne nocne maratony na macie do skakania.

The Great Giana Sisters przechodziłem na HARD i mogłem tak kilka razy z rzędu. Kiedy znów spróbowałem tego kilka dni temu, mało płuc nie wyplułem. Cztery minuty takiej mordęgi są zdecydowanie daleko poza zasięgiem dzisiejszego mnie - jeśli cierpliwości starczy, sprawdzimy znów za kwartał może!

Era to kawałek trzy razy krótszy, ale na poziomie HARD podobnie intensywny - jeśli nie bardziej. W wysokopoziomowych utworach, które wciąż jeszcze idzie zagrać na szmacianej macie, dwie rzeczy uważam za mordercze: serie podwójnych strzałek, które męczą, zmuszając do błyskawicznych podskoków na obu nogach i ciągłe serie pojedynczych strzałek, kiedy to trzeba tupnąć ze trzy razy w ciągu sekundy, ciągle będąc jednak w rytmie utworu, gotowym na kolejne ruchy. I Era nauczyła mnie tego drugiego, bo po połowie wprowadza do swojego i tak wymagającego układu tego typu wynalazki.

O ile pierwszą część gram jako tako, w drugiej mam kłopoty ze znalezieniem chwili na oddech. I też nie ma wciąż mowy, że przejdę go dwa razy z rzędu. Ale idzie już całkiem nieźle, dobra to rzecz do treningu interwałowego, wplatania ambitniejszego wyzwania między wieczną rozgrzewkę z Beyond Abilities.

I tak sobie skaczemy od miesiąca wspólnie. Zrobił się z tego mały rytuał: najpierw do formy po złamaniu nogi dochodzi Kasia, drepcząc z niemal sześciolatkiem jakieś prostsze utwory. Później maty przejmujemy ja z Adamem, trochę grzebiąc w gigabajtach mixów, trochę wybierając z listy wiecznie granych klasyków. Czasem przez przypadek zrobimy sobie dowcip: oznaczenie poziomu trudności nie do końca pasuje do złożoności układu, albo w połowie utwór przyspieszy tak, że ciężko strzałki odczytać. Ostatnio zrobił nam tak boss theme z Final Fantasy X - "Adam, walcz, jak ja walczę, przecież mam o połowę szybciej strzałki ustawione!". Marudzimy przy tym, że nie ma w grze sposobu, żeby stworzyć sobie listę ulubionych, co przy setkach piosenek bardzo by się przydało.

Nie ma. Trudno. I tak jest dobrze.

Stay Cool!

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)