Hardcore Conviction jest za łatwe. Mechanika skradania i Sztuczna Inteligencja zostały spłycone, i gra na poziomie trudności innym, niż Realistic mija się z celem. Mark & Execute i wskaźnik ostatniej znanej pozycji to ciekawe nowinki, które zapewne wskazują przyszłość serii, jednocześnie mnie niepokojąc. Jasne, frajda z błyskawicznego sprzątnięcia grupy przeciwników jest olbrzymia, ale w poprzednich grach ta satysfakcja była zarezerwowana dla nielicznych. Tych, którzy nie potrzebowali sztucznego wsparcia od twórców. Dobry plan i jego wykonanie były podstawą sukcesu. Grając w Conviction cieszyłem się z efektownych akcji, ale po chwili docierało do mnie, że teraz każdy może odstawiać superagenta. Naszą recenzję Splinter Cell: Conviction przeczytacie tutaj.
Noktowizor+ W Conviction mamy gogle z sonarem, które pozwalają widzieć przez ściany. Krok do przodu w stosunku do wysłużonego noktowizora? Nie, nie, po trzykroć nie! W poprzednich grach mogliśmy wybrać odpowiedni do sytuacji tryb wizyjny. Ciemność nie była przeszkodą dla noktowizora, kamera wrażliwa na temperaturę błyskawicznie pokazywała przeciwników, a chcąc zniszczyć źródła światła czy prądu zawsze mogliśmy odpalić kolejny tryb. Fisher pozbawiony wsparcia Third Echelon dysponuje jedynie goglami, które, choć pokazują pozycje przeciwników, kamer i działek, są bezużyteczne w sytuacji, w której trzeba szybko odnaleźć drogę do obezwładnionego kompana. W trakcie ruchu obraz rozmywa się, więc ominięcie czekających na drodze przeszkód jest problematyczne. Do tego ta ziarnistość obrazu. To zdecydowanie jakaś chińska podróbka, której prawdziwy Fisher by nie dotknął.
Na koniec muszę zwrócić uwagę na fakt, że Sam Fisher na starość został pozbawiony czegoś, co wyróżniało go na tle konkurencji - możliwości rozkraczenia się między ścianami na wysokości, na którą wzrok przeciwników nie sięgał. Kiedyś wąskie przejścia oczyszczało się, spadając na zwabionych podstępem przeciwników, a nie wrzucając do nich granaty. Co dalej? Splinter Cell, jakiego znaliśmy, umarł. Conviction to bardzo przyjemna gra, ale Ubisoft w poszukiwaniu nowinek porzucił ducha serii i elementy, dzięki którym stała się tak rozpoznawalną marką. Szkoda, że gra nie została zatytułowana inaczej (Sam Fisher: Conviction samo ciśnie się na usta). Wtedy moglibyśmy mieć nadzieję, że to jednorazowy wybryk. Takie "nowe otwarcie" to dla Ubisoftu żadna nowość. Pamiętamy przecież poprzedniego, uproszczonego do granic możliwości, Prince of Persia. W 2010 roku Książę wróci jednak do stylu rozgrywki z wielbionej przez graczy trylogii. Może w przyszłości Ubisoft zaskoczy nas podobną zapowiedzią odnośnie Splintera... Tak, w tej sprawię pozostanę niepoprawnym optymistą. Maciej Kowalik