I tak na prawdę to wszystko co jest nam potrzebne do rozegrania kilku emocjonujących rozdań. Ciągłe snucie domysłów i zawieranie sojuszy, czy ich zrywanie w kulminacyjnym momencie nie pozwala się nudzić nawet przez chwilę. Niepewność związana z funkcją innych graczy prowadzi często do zabawnych sytuacji. Normą są przypadki gdy pochopnie ocenimy sąsiedniego awanturnika przypinając mu na stałe łatkę mąciwody. Całe szczęście po rozegraniu jednej partii przyjdzie nam losować role na nowo. Gra doskonale sprawdza się w gronie nowo poznanych osób, z powodzeniem krusząc pierwsze lody.
Dużą zaletą Sabotażysty jest niski próg wejścia dzięki czemu zasady jesteśmy w stanie wytłumaczyć niewtajemniczonym w ciągu 5-ciu minut, czy podczas jednego rozdania. Rozgrywka bywa dynamiczna, a zmagania kończą się po rozegraniu trzech potyczek, kiedy to przyjdzie nam podliczyć zdobyte złote samorodki i wyłonić absolutnego zwycięzcę, który na drążeniu tuneli zjadł zęby. Kolejną atutem pozycji jest jej wykonanie - grafiki na kartach prezentują się ładnie i przede wszystkim są czytelne. Natomiast same karty wykonano z dosyć trwałego tworzywa, jednak warto pomysleć o zaopatrzeniu się w specjalne koszulki chroniące przed uszkodzeniami.
Rozegranie jednej partii, na którą składają się trzy tury, nie zajmie więcej niż 30 minut. Jako drobny przerywnik Sabotażysta sprawdza się doskonale, a po skończonej potyczce prawdopodobnie znajdzie się ktoś z pytaniem: to jeszcze raz? Losowość stoi na niskim poziomie, jedyne na co nie mamy wpływu to dociąg kart na rękę. Małe rozmiary pudełka pozwalają schować grę do kieszeni co pozwoli zabrać ją niemal wszędzie. Sabotażystę zdecydowanie polecam, tym bardziej, że niska cena zachęca do eksperymentowania.