Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaRozważania NaGórze: Fenomen wielopaków

Nie tylko mleko i soki dobrze sprzedają się w pakietach.

Facebook Twitter Google Wykop

Pamiętacie jeszcze growe zestawy na wczesne konsole w rodzaju “100 Games in 1” i podobne? W zamierzchłych czasach, gdy nośnikiem gier był kartridż, cieszyły się one sporą popularnością. Nad Wisłą zetknęliśmy się z nimi we wczesnych latach dziewięćdziesiątych najczęściej pod postacią pirackiej kompilacji “168 in 1” na Pegasusa. Logiczne: składanki nielegalnych gier na nielicencjonowanego klona konsoli. Czasami znajdowało się ich na kartridżu mniej, czasami więcej – sto, dwieście, a nawet “bez kozery powiem pińcet” w jednym (rekordowa składanka nazywała się bodaj “9999999 in 1”).

Rzecz jasna wielkie liczby nie oznaczały setek czy tysięcy gier: z reguły było to kilkanaście, najwyżej kilkadziesiąt tytułów, zaś reszta to różniące się drobnymi szczegółami wariacje tychże. Nieskończone życia albo ciut inny ekran startowy wystarczały, by dumnie podbić cyferkę na opakowaniu. Pamiętam swoje rozczarowanie, gdy okazało się, że w zestawie “32 in 1” na Game Boya jest ich znacznie, znacznie mniej. Na szczęście, pośród śmiecia i dubli znalazło się też kilka klasyków, jak np. Motocross Maniacs czy Super Mario Land. Podobnie ze wspomnianym “168 in 1” – to poprzez tę składankę wielu polskich graczy poznało Contrę, braci Mario, Tetrisa czy Lode Runnera.

Jedną z ciekawszych nielicencjonowanych kompilacji była Action 52 na NES-a, wydana w Ameryce w 1991 roku. Zapisała się w annałach historii gier wideo z uwagi na dwa aspekty, a mianowicie: szalenie wysoką cenę i wyjątkowo fatalną jakość. Kartridż z Action 52 kosztował w dniu premiery dwieście dolarów, podczas gdy konsola Nintendo w zależności od lokalizacji między sto a sto pięćdziesiąt dolarów. Na domiar złego, wszystkie zawarte na nim gry były koszmarnie wręcz niedobre, z błędami, nudną lub prostacką rozgrywką i kiepską grafiką. Jedne zawieszały konsolę, inne były niemożliwe do ukończenia, znaczna część nie miała w ogóle sensu. Po latach składanka stała się obiektem pożądania kolekcjonerów rzeczy dziwnych z uwagi na rzadkość i otaczającą ją legendę.

To jednak nie był koniec historii Action 52. W 2010 na forum twórców gier niezależnych TIGSource pojawił się pomysł stworzenia remake’ów wszystkich pięćdziesięciu dwóch tytułów tak, aby bazując na ich pierwotnym kształcie, zrobić z nich coś grywalnego. Projekt wystartował pod zaczepną nazwą Action 52 Owns i, jak wiele fanowskich inicjatyw, z czasem wytracił impet i ugrzęzł mniej więcej w połowie. Prawie dekadę później ukończonych gier jest trochę ponad dwadzieścia, niemniej można wśród nich znaleźć kilka naprawdę udanych. Moimi faworytami w tej składane są Illuminator, Sombreros oraz City of Doom, których autorzy rozbudowali oryginalne, acz nieudane gry o nowe elementy, w efekcie czego powstały całkiem fajne zabijacze czasu.

Przykładowo w Illuminator gracz kieruje dzieciakiem walczącym w ciemnym domu z najazdem rozmaitych wampirów, duchów i chochlików, a jego jedyną bronią jest światło. Rozgrywka łączy elementy logiczne, czyli rozstawianie świecących przedmiotów (np. lampek choinkowych), na tle których można zobaczyć nieprzyjazne sylwetki, ze zręcznościowymi, to znaczy naprzemiennym unikaniem najeźdźców oraz przysmażaniem ich światłem latarki. Całość przypomina trochę grę Home Alone pod DOS z uwagi na połączenie skradania z zastawianiem pułapek i okazjonalną ucieczką przed zagorżeniem. Wszystkie tytuły w składance Action 52 Owns są darmowe, więc gdybyście się nudzili albo przejadły się Wam gry AAA, to zachęcam do spróbowania kilku losowych z tego zestawu – możliwe że znajdziecie wśród nich coś, co przypadnie Wam do gustu.

Ktoś mógłby jednak zapytać dlaczego znienacka naszło mnie na wspominki o growych wielopakach? Otóż wszystkiemu winni są dowcipnisie z Devolver Digital, którzy podczas tegorocznego E3 wypuścili swoją własną składankę. Nosi ona nazwę Devolver Bootleg, zaś estetyką i nazewnictwem nawiązuje do nielegalnych zestawów podrabianych gier na NES-a, z tym wszakże detalem, że wszystkie z nich są fikcyjnymi podróbkami rzeczy wydanych przez Devolver. Osiem tytułów wchodzących w jej skład, charakteryzuje się rozpikselowaną grafiką, chiptune’ową muzyką i paletą z ośmiobitowego Nintendo – w zasadzie stanowią demake’i gier ze stajni Devolvera. Hotline Milwaukee to bieda-wersja Hotline Miami, Shootyboots to uproszczone Downwell, Catsylvania to niby-Castlevania, tylko z kotem w zbroi jak w Gato Roboto, Ape Out Jr. to… myślę, że już rozumiecie jak to działa. W każdym razie ten dziwaczny ośmiopak quasi-NES-owych podróbek przypomniał mi “168 in 1” na Pegasusa

Co z kolei metodą luźnych skojarzeń doprowadza nas do innej growej ciekawostki, również łączącej się z fenomenem growych składanek. Projekt UFO 50 to kolejna kompilacja, będąca hołdem dla czasów, kiedy gry kupowało się w pakietach, by później z wypiekami na twarzy odkrywać co tak naprawdę znajduje się w środku. Pięćdziesiąt (sic!) niedużych tytułów niezależnych od takich autorów jak Derek Yu (Spelunky, Aquaria), Eirik Suhrke (Skorpulac, muzyka do różnych gier), Ojiro Fumoto (wspomniany wyżej Downwell), czy mniej znani Jon Perry, Paul Hubans i Tyriq Plummer. Czego tam nie ma: strzelanki, platformówki, kosmiczny golf, prehistoryczny tower defense, przygody jeżdżącego po mieści dostawcy cebul i coraz to dziwniejsze mieszanki gatunków. Wszystkie mają taką samą rozdzielczość, trzydziestodwukolorową paletę barw i stylistykę rodem z lat osiemdziesiątych. Składanka nie została jeszcze wydana, ale czekam na nią już od jakiegoś czasu, bo zapowiada się mieszanka tyleż eklektyczna, co pocieszna. Ponadto, według obietnic twórców, około jedna trzecia tytułów ma mieć opcję grania we dwójkę na jednym ekranie.

Widać więc że choć wielopaki jako takie odeszły już do lamusa, to nadal wywierają wpływ na wychowaną na nich generację twórców gier. Trochę jak z fenomenem kina grindhouse, czyli tanich seansów paru filmów klasy B w cenie jednego biletu: co prawda już nie zaobserwujemy tego zjawiska w kinach, ale zawdzięczamy mu dwupak Death Proof i Planet Terror autorstwa Tarantino i Rodrigueza. Przy czym polski dystrybutor z typowym dla polskich dystrybutorów wdziękiem albo nie zrozumiał nawiązania, albo totalnie je zignorował – i podzielił komplet na dwa oddzielne filmy. Plusem cyfrowej dystrybucji gier jest jednak to, że w naszym światku szanse na taki numer są nieporównywalnie mniejsze. Dlatego nie wiem jak Wy, ale ja raz na jakiś czas lubię sobie odpalić jakąś składankę i niezobowiązująco pobawić się to tym, to owym. Cieszę się wtedy jak dziecko, które dawno temu grało na Pegasusie u kolegi ze szkoły.

Bartłomiej Nagórski

12
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
4 Komentarze
8 Odpowiedzi
6 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
gseed
Użytkownik

Mi wielopaki kojarzą się ze składankami na kasetach do C64 :). Znalazłem kiedyś na śmietniku całe pudło takich kaset, ile potem było grania (kiedy w końcu udało się coś wczytać)!

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Ja miałem takie kasety ze składankami na ZX Spectrum. 🙂

kano777
Użytkownik

Waldemar Czajkowski! 😀 Każdy, kto miał C64, miał jakieś jego kasety, to było nie do uniknięcia. 🙂

Przy okazji, polecam ten wywiad z panem Waldemarem:
http://www.riversedge.pl/historia-commodore-64-w-polsce-czyli-wywiad-z-waldemarem-czajkowskim

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

O, znakomite, dzięki! To on odpowiadał za te “haiku” w opisach gier (“trudna wojna na wzgórzach”). 🙂

kano777
Użytkownik

Wymuszona ergonomia reklamy. 🙂

lukegax
Użytkownik

Skoro jesteśmy w temacie składanek zarzucę parę ciekawostek:
1) średnio na składankach było tak około 5 – 8 gier ze względu na limity wolnego miejsca na kartridżach (częstą praktyką było usuwanie loga gry by oszczędzić te parę kilobajtów)
2) nie wszystkie składanki były zbiorem duplikatów – dumnymi wyjątkami od reguły są Super 450 in 1 na Pegazusa mający aż 450(!) unikalnych gier na jednym multi-cart oraz “The Best Games For C64” zawierający 56 tytułów
3) rekordowa składanka składa się z 10 000 000 (10 milionów) pozycji, choć popularniejsze były 999 999 in 1 (czyli milion minus 1 gier)

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

O, to ciekawe, nie wiedziałem. Najbardziej zafrapowała mnie informacja o Super 450 in 1 – to musiał być epicki zestaw!

lukegax
Użytkownik

No to tu masz więcej info o tym Super 450 in 1 : https://www.youtube.com/watch?v=NLhgMVVY7go

Bartosz Witoszka
Użytkownik

Przyjemnie się czytało, dzięki za tekst 🙂

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Dzięki za komentarz, jest mi zawsze bardzo miło przeczytać życzliwy feedback.

pstraghi
Użytkownik

Wydaje mi się, że może ci się spodobać Stories Untold, udające składankę 4 gier.

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Mam na GOG-owej wishliście od stu tysięcy lat i jakoś ciągle nie kupiłem. Dawno temu zagrałem w pierwszą część (tę z grą tekstową na ZX Spectrum), jak jeszcze była darmowa. Pawłowi Schreiberowi bardzo się podobało. Ty również polecasz?