W niedawnych ścinkach Krzysztof napisał o pochodzącej z 1989 roku grze UWC na NES, która nie została wydana w swoim czasie i ujrzała światło dzienne dopiero po trzech dekadach gdy ktoś odkupił prototypowy kartridż od byłego pracownika Nintendo. O tym tytule nawet nikt wcześniej nie wiedział, a jednak szczęśliwym trafem udało się go wyciągnąć z otchłani niepamięci. Na szczęście to nie jedyny tak przypadek: co jakiś czas od dawna zaginione gry powracają do życia dzięki staraniom ludzi i rozmaitym splotom wydarzeń.Wiadomo, że co któryś zapowiedziany tytuł mimo wszystko się nie ukaże. Przyczyny bywają różne. Czasami zmieniają się priorytety w korporacjach i projekty zostają anulowane ponieważ przekierowano budżet gdzieś indziej. Czasami okazuje się, że to co wyglądało fajnie na etapie zapowiedzi, w praktyce okazuje się nudne i nie da się tego zmienić. Mnóstwo ciekawych przykładów można znaleźć w książce “Video Games You Will Never Play” (“Gry wideo w które nigdy nie zagrasz”) od autorów strony Unseen64, specjalizującej się w informacjach o tytułach które zaginęły w pomroce dziejów lub zostały anulowane w trakcie powstawania. Jest to bardzo interesująca pozycja, którą czyta się trochę jak “Doskonałą próżnię” Stanisława Lema, z tym że tam zrecenzowano nieistniejące utwory literackie, a tu opisano nienarodzone gry wideo. Lektura jest też odrobinę frustrująca: niektóre tytuły zapowiadały się naprawdę świetnie i wielka szkoda, że nigdy nie będzie dane nam ich poznać.Na szczęście od czasu do czasu udaje się niektóre z nich wyciągnąć z niebytu. Rzadko bo rzadko, ale trafiają się szczęśliwe zbiegi okoliczności: zagubione taśmy, dyskietki i kartridże odnajdują się na strychach spadkobierców, twórcy znienacka dokańczają kod który przeleżał nieruszany przez całe lata, wydawcy otwierają głęboko ukryte skarbce i wyciągają z nich zakurzone nośniki. Kiedy już zaginione gry wreszcie powrócą do świata żywych, najczęściej wyglądają trochę jak neandertalczyk wyciągnięty z bryły lodu. Od czasu gdy powstawały minęło już kilka epok komputerowej rozrywki, więc znacząco odstają od współczesnych tytułów. Tym niemniej dla koneserów klimatów retro, growych archeologów i fanów niszowych tematów mogą stanowić łakomy kąsek, tak samo jak odkrycie żywych latimerii zachwyciło biologów, przekonanych że gatunek ten wyginął miliony lat temu.Podobnie do niespodzewanego odkrycia UWC, w 2017 udało się odzyskać zaginiony prototyp SimCity na NES z okolic 1990 roku. W tamtym czasie Nintendo przenosiło hit firmy Maxis na swoje dwie konsole, ośmio- i szesnastobitową. O ile jednak wersja na SNES ukazała się w 1991, o tyle po zaanonsowanej już i pokazywanej w trakcie tworzenia wersji NES zniknął wszelki ślad. Co ciekawe, za oba projekty odpowiadał bezpośrednio legendarny Shigeru Miyamoto, który chciał by na konsole Nintendo pojawiła się gra polegająca na zarządzaniu miastem. Kiedy zagrał w SimCity, spodobało mu się ona na tyle, że zamiast robić coś od zera, postanowił wykupić licencję i sportować grę na sprzęty Nintendo. Koniec końców symulator burmistrza zawitał tylko na SNESa, zaś wersję ośmiobitową cichaczem anulowano. Dopiero dwadzieścia sześć lat później prototypowy kartridż wrócił do obiegu, sprzedany w sklepie z grami retro przez byłego pracownika Nintendo (znowu! mam nadzieję, że to nie ten sam). Wykupili go ludzie z fundacji Video Game History Foundation, która działa na rzecz zachowania starych gier nim te rozpłyną się w cyfrowej nicości.Nie zawsze ekshumowane bywają aż tak wiekowe gry. Rok 2016 niespodziewanie przyniósł nam sandboksową Saints Row: Undercover na PSP. Odpowiedzialna za serię firma Volition postanowiła podzielić się niedokończoną wersją. Powstawała ona w okolicach 2008 roku, mniej więcej wtedy kiedy na PS3 ukazało się Saints Row 2. Początkowo planowano po prostu przenieść druga część serii na przenośną konsolkę, ale później projekt przeistoczył się w oddzielny tytuł. Niestety z czasem okazało się, że PSP nie jest w stanie udźwignąć wizji deweloperów i gra została anulowana. Dekadę później Volition udostępniło prototyp, który można teraz legalnie sprawdzić i samemu przekonać się, że czasami jednak lepiej zdusić nieudany projekt w zarodku.Nie zmienia to faktu, że najciekawsze odkrycia dotyczą gier równie sędziwych co wspomniane wcześniej UWC i SimCity na NES. W grudniu 2018 roku na itch.io pojawił się Quadron, typowy niezależny drobiazg, dzieło jednej osoby, niejakiego Andy’ego Beale’a. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt że jest to gra na ZX Spectrum, której początki sięgają na trzy dekady wstecz. Andy, pseudonim "Cosmium", napisał ją w 1988 roku, ale londyński wydawca Palace Software wycofał się ze wsparcia, a jakiś czas później zbankrutował, więc Quadron nigdy się nie ukazał. W międzyczasie Beale pracował między innymi nad portami Theme Park i HiOctane dla firmy Bullfrog czy Dead to Rights w amerykańskim oddziale Namco. W zeszłym roku brytyjski magazyn Retro Gamer poprosił Andy’ego o wywiad, co mile go połechtało i dostarczyło impulsu by wrócić do niedokończonej gry. Wprawdzie kod źródłowy gry przepadł, ale Beale znalazł skompilowaną wersję, którą analizował krok po kroku, usiłując sobie przypomnieć jak osiągnął taki czy inny efekt. W rezultacie ponad trzydzieści lat później spektrumowi nostalgicy mogą wreszcie zagrać w Quadron.