Jakub Żulczyk napisał książkę pod znakomitym tytułem “Wszystkie gry wideo są o miłości”. Nie wiem czy aby na pewno wszystkie, lecz Fire Emblem: Awakening na pewno tak.Dla tych, którzy nie mieli styczności z serią: wyróżniającą cechą jej ostatnich odsłon jest to, że bohaterowie nie tylko mogą zginąć, ale również zakochać się w jednym z rozlicznych towarzyszy broni i spłodzić potomstwo. Gracz ma na to wpływ, bowiem temperatura uczuć pomiędzy protagonistami wzrasta tym bardziej, im częściej walczą oni ramię w ramię. Ponadto w Awakening fabuła uzasadnia szybki przeskok dzieci z potencjalnej przyszłości do bieżącej rzeczywistości (podróże w czasie), przez co dobranie się bohaterów w parę otwiera drzwi do spotkania dorosłego już dziecka współcześnie. Z jednej strony zatem mamy wątki romatyczne, które skutkują pojawieniem się nowych postaci i późniejszym układaniem się relacji między rodzicami i progeniturą. Z drugiej, jako że dzieci dziedziczą parametry, klasy i umiejętności po swoich wstępnych, naturalną reakcją graczy są próby zoptymalizowania tychże, co prowadzi do ciekawych, acz nieco niepokojących rezultatów. Prześledźmy je na przykładzie trzech różnych rozgrywek: każda charakteryzująca się innym podejściem do kwestii dobierania par, przez co bohaterowie padają sobie w ramiona w różnych układach, a tym samym płodzą różne potomstwo.Pierwszy raz podszedłem do Fire Emblem: Awakening na standardowym poziomie trudności. Wybrałem awatar gracza płci męskiej i ochrzciłem go, a jakże, Barts. Najszybciej na ślubnym kobiercu stanęli książę Chrom, centralna postać opowiedzianej historii, z rudowłosą kawalerzystką Sully. Jakoś tak samo wyszło, spiknęli się w zasadzie przypadkiem - nie pilotowałem tego, bo jeszcze nie wiedziałem jak. Ich dziećmi były ciężkozbrojna Kjelle i ważna dla fabuły Lucina. Nieco później Barts ożenił się z Panne, ostatnią przedstawicielką zmiennokształtnej rasy królikołaków, zwanej taguel. Stało się tak, bo Panne przypominała mi moją żonę charakterem (stereotyp w anime określany tsundere), jak również trochę wyglądem - i nie, nie chodzi tu o królicze uszka. Ich dziećmi były urocza Morgan, która została czarodziejką i fajtłapowaty taguel o imieniu Dorne. Inne ciekawe pary w tej rzeczywistości to na przykład Virion i Maribelle, tak ahystokhatyczni że oh-oh, czy siostra Chroma Lissa z młodziutkim magiem Rickenem. Poza tym nie udało mi się wciągnąć do armii wiejskiego chłopaka Donnela, ani spotkać uzależnionego od słodyczy złodzieja Gaiusa, a jeszcze przypadkowo utłukłem w boju marudną Tharję, czym dodatkowo ograniczyłem dostępną pulę potencjalnego potomstwa. Koniec końców grę przeszedłem, po czym z satysfakcją obejrzałem zakończenia główne i poboczne, pokazujące dalsze losy par i ich dzieci.Za drugim razem postanowiłem zmierzyć się z wyższym poziomem trudności, czyli Hard. Tym razem stworzyłem postać płci żeńskiej o imieniu Robyn, łagodnym uśmiechu i niebieskich włosach (najpiękniejszy kolor w grze). A co! Starannie kierując kampanią wyswatałem Robyn z Chromem, bo raz, że ładnie wyglądali razem (te niebieskie fryzurki!), a dwa że dodatkowo uromantyczniło to fabułę, bo sami rozumiecie, sympatyczny książę i tajemnicza dziewczyna znikąd, dwa filary opowieści splecione razem. Ich dziećmi w tej rzeczywistości byli księżniczka Lucina i Morgan, który tym razem okazał się chłopcem, o nieco innym charakterze niż jego siostra z alternatywnej linii czasowej. Wiejski Donnel został wcielony do armii i z czasem stał się zbrojnym ramieniem grupy, jednym z najmocniejszych wojowników świata. Sparowałem mrocznych magów Henry’ego i Tharję, przez co ich córka Noire też wymiatała w magii. Nie udało się dopilnować wszystkiego: Donnel skumał się z dosiadającą pegaza perfekcjonistką Codelią, wybuchło uczucie, co zaowocowało suboptymalną córką Severą. Zakończenie ponownie bardzo satysfakcjonujące, z dodatkowym elementem fabularnym w postaci związku Chrome’a i Robyn. Prawie uroniłem łezkę. Gdybym próbował przejść Fire Emblem: Awakening po raz trzeci, prawdopodobnie ustawiłbym najwyższy poziom trudności, którego nazwa - Lunatic - nie pozostawia wątpliwości co do szans gracza i oceny jego zdrowia psychicznego przez twórców gry. Wtedy jednak podszedłbym do kampanii jak do prawdziwej wojny: żadnych czułostkowości czy uczuć wyższych, tylko utylitarne dobranie par pod kątem jak najlepszych parametrów potomstwa, totalna hodowla dzieci i pieczołowita optymalizacja ich współczynników. Mój awatar ponownie byłby kobietą, żeby przekazać swojemu synowi niedostępną normalnie dla mężczyzn umiejętność Galeforce. Z tego samego względu księcia Chrome’a ożeniłbym z wymaksowaną Sumią, żeby ich córki Lucina i Cynthia dysponowały od początku tą umiejętnością, plus odziedziczonym po ojcu atakiem Aether. Wieśniak Donnel z rudą Sully, bo Kjelle staje się wtedy żywym czołgiem. Magiczka Tharja plus złodziej Gaius, dzięki czemu Noire będzie mistrzynią miecza z dodatkowym Galeforce jako wisienką na torcie.