Sypialnia opiera się na dość prostym założeniu. Łóżko, łancuchy, gracz (kamerzysta Clancy, pechowiec jakich mało w "siódemce") oraz Marguerite ze swoimi kuchennymi specjałami. Ona przynosi jedzonko i wychodzi, by nie przeszkadzać w konsumpcji. Clancy wtedy wydostaje się z łóżka, by stanąć przed najbardziej skomplikowanym pokojem-zagadką całej gry. Jeżeli pamiętacie taśmę Happy Birthday - wiecie, czego się spodziewać. To pół godziny próbowania przedmiotu z przedmiotem i szukania wskazówek po suficie. Od czasu do czasu, akurat gdy uda się popchnąć całość do przodu, do sypialni wróci stara prukwa. Wtedy trzeba wszystko poukładać tak, by nie kapnęła się, że wychodziliśmy z potrzasku. I uważajcie na tę przeklętą szufladę - jej nie włożycie z powrotem. Od razu uprzedzam, że: a) zagadka jest odrobinę przesadzona, więc bliżej jej do przygodówek point-and-click niż horrorów, b) jeśli popełnicie błąd nawet pod sam koniec, zaczynacie zawsze od zera. Za to animacja śmierci kamerzysty jest przefachowa. Dwie, góra trzy próby i Sypialnia - dodatek, nie pokój - pęka. Więcej tam nie wrócicie, zapewniam.Dużo ciekawiej w moich oczach zapowiadały się Córki. Dodatek przeżyjemy w skórze Zoe, "drugiej" córki Bakerów. A rozpoczniemy dokładnie w momencie, gdy Jack, normalny chłop jeszcze, przyniesie do domu małą, nieprzytomną dziewczynkę. Owszem, to Eveline. Będziemy zatem świadkami swoistych narodzin ulepszonej wersji całej rodzinki. Prequelowy wątek jest kuszący, przyznam, lecz sprowadza się do kilkudziesięciu minut rozgrywki (o ile, podobnie jak ja, dacie się kilka razy złapać), takiej utrudnionej skradanki po pomieszczeniach, które znamy już na wylot. Osobiście wolałbym, by przemiana Bakerów postępowała powoli, odcinając ich nieuchronnie od reszty świata. Ale Capcomowi brakuje wyczucia. Dlatego jest metamorfoza w trybie "rach-ciach", mocno amerykańska i popcornowa. Cóż.Około godziny nowego materiału, który w umiarkowany sposób łata dotychczasowe dziury. Wystarczająco? Tylko jeśli macie ochotę posiedzieć trochę przy minigierkach. Tutaj zawartość jest mocno mieszana, więc zacznę od dołu. Ethan Must Die czy 21 (znowu - pierwszy z pierwszego Banned Footage, drugi z drugiego) w ogóle nie zdołały mnie porwać. Jeden to taka wariacja na temat trybu przetrwania, gdzie po drodze losowo otrzymujemy przedmioty, giniemy niemal od wszystkiego, a ze swojego świeżego jeszcze grobu (zgadnijcie, jakiej serii ukłonił się Capcom) zgarniemy jakieś pozostałości po poprzedniej rozgrywce. Od męczarni mam najwyższy poziom trudności w podstawce, nie potrzebuję rogue-like'owej alternatywy. Drugi to zajeżdżająca "Piłą" odmiana... Blackjacka. Czy do grania w karty w Residencie zachęci Was fakt, że przegrany traci po kolei palce lub jest rażony ładunkiem elektrycznym?Oba DLC oferują także coś, przy czym mógłbym spędzić, a nawet już spędziłem więcej czasu. Koszmar (Zakazane nagrania 1) proponuje tutejszą wizję trybu Hordy. Jako nieborak Clancy musimy wytrzymać całą noc w doskonale znanej piwnicy głównej rezydencji. Potworki sypią się z każdej strony, od czasu do czasu wpadnie któryś boss, zadyma trwa bez przerwy. Trzeba zatem tak ogarniać mapkę, by cały czas zbierać z uruchomionych zgniatarek drobinki metalu - cenną walutę. Za nie kupujemy następne bronie, apteczki, uzupełniamy amunicję, uruchamiamy kolejne zgniatarki. Śmierć nastąpi prędzej czy później, lecz jeśli osiągnięty wynik będzie wystarczająco wysoki, zapewniamy sobie perki do następnych sesji. Wciąga, naprawdę. Problemem może okazać się ślamazarne celowanie na padzie (oba dodatki są chwilowo ekskluzywne dla PS4), nieprzystosowane do rzeźni na taką skalę. Na myszce będzie łatwiej. Albo na PSVR! Że wcześniej o tym nie pomyślałem.