Zmien skórke
Logo Polygamii

Bez prąduPlaneta – recenzja. Foka lubi wodę

To taka planeta, którą da się przytulić.

Trzymam w dłoni dwunastościan – taką większą klasyczną k12, z pięciokątnymi ściankami, ale pozbawioną liczb. W ich miejscu znajdują się okrągłe magnesy. To moja planeta, na razie pusta i jałowa, ale niedługo pojawią się na niej różne biomy, reprezentowane przez cienkie płytki “kontynentów”. Jeżeli dobrze to rozegram, zamieszkają na nich rzadkie gatunki zwierząt.

Projektant: Urtis Sulinskas
Wydawca: Blue Orange, Rebel
Data premiery: 2018 (wesja polska: 2019)
Liczba graczy: 2 – 4
Czas rozgrywki: dla czterech osób od 20 do 50 minut
Wersja PL: Tak
Czas grania: według wydawcy 30 minut
Grę do recenzji dostarczył wydawca. Obrazki pochodzą od redakcji.

To ta wykonana z solidnego plastiku kostka o wysokości ośmiu centymetrów stanowi o oryginalności gry i do niej przyciąga. Obracamy ją w dłoni, oglądamy ze wszystkich stron, obserwujemy, jak powoli jej powierzchnia wypełnia się barwami. Taki nasz mały świat, chociaż dość ograniczony.

Dobierając płytki w kolejnych rundach musimy wziąć pod uwagę trzy czynniki: za jaki rodzaj środowiska naturalnego otrzymujemy punkty wynikające z naszej karty celów; jakie biomy są potrzebne zwierzętom, które planujemy pozyskać; oraz jak dana płytka będzie pasowała do całości – ich ustawienia nie możemy zmieniać w ciągu gry, a stykające się brzegami identyczne biomy są traktowane jako jeden, duży obszar. Żeby było trudniej, w każdej rundzie ujawnianych jest tylko pięć płytek kontynentów, z których gracze muszą wybrać po jednej. Może się trafić, że żadna nie będzie nam pasować, albo że tę upatrzoną zabierze gracz przed nami.

Tymczasem już w trzeciej rundzie przyjdzie nam zawalczyć o zwierzęta. Niektóre, jak panda, trafią do gracza, który ma najwięcej pól danego środowiska naturalnego. Inne są bardziej kapryśne. Wielbłąd zamieszka na planecie o największym obszarze pustynnym sąsiadującym z wodą, a rybka błazenek – morskim, ale nie przylegającym do lodu. I tak jak z początku planowanie obszarów pod konkretne gatunki zwierząt nie wydaje się specjalnie trudne, tak z czasem planeta staje się coraz bardziej zapełniona i czasami po prostu musimy odpuścić jakieś zwierzę. Całość utrudnia fakt, że za każdym razem gdy nadchodzi faza wyboru płytki z biomem, nie możemy spasować tylko dlatego, że akurat żaden obszar nam nie podszedł.

Rozdanie wygląda zatem następująco – płytki biomów pogrupowane są w stosiki po pięć, ułożone obrazkami do dołu. Obok każdego takiego stosu leżą dwie albo więcej karty zwierząt. W każdej rundzie gracze po kolei wybierają po jednej płytce ze stosu, dopasowują każdy do swojej planety a następnie patrzą, czy jakieś zwierzę ma szansę pojawić się na którejś z planet.

Zabawa polega więc na takim doborze i ustawianiu płytek, by zabrać maksymalnie dużo zwierząt, a na dodatek wyżej punktowane są te, które preferują biom inny od tego, który mamy na swojej tajnej karcie celów środowisk naturalnych. Losowość jest tutaj spora, ponieważ nie widzimy, jakie płytki będą do wyboru w następnych turach. Możemy jedynie z grubsza zaplanować, o jakie zwierzę chcemy zawalczyć w przyszłości.

Zasady są banalne do opanowania, a gra się szybko i przyjemnie. Nie ma tu wrogiej interakcji, nie wchodzi w grę bombardowanie planet przeciwników meteoroidami (ech…). Możemy natomiast złośliwie podebrać komuś płytkę. Zazwyczaj już po kilku rundach widać, kto w czym się specjalizuje.

Gra nadaje się idealnie do rozgrywania z dziećmi, dzięki atrakcyjnej formie i pewnym walorom edukacyjnym. Pozwala dzieciom poznawać nowe gatunki zwierząt – o ile rodzice je znają, bo nie są w żaden sposób opisane (trochę szkoda). Rekomendowana jest dla przedziału wiekowego 8+, aczkolwiek przetestowałam ją na pięciolatce i nie miała ona problemu ze zrozumieniem zasad.

Co nie oznacza, że dorośli będą się przy Planecie nudzili. Duża losowość w połączeniu z koniecznością walki o płytki kontynentów zapewniają wystarczające wyzwanie dla bardziej zaawansowanych graczy, a frajda z trzymania własnej planety w dłoniach jest bardzo duża. Jest to też tytuł pasujący do listy gier planszowych dla osób początkujących. Jeśli chcecie zachęcić kogoś do tego typu rozrywki, a obawiacie się, że na widok kilkunastostronicowej instrukcji obsługi i dziesiątków żetonów dostanie oczopląsu, Planeta będzie idealnym wyborem.

8
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
2 Komentarze
6 Odpowiedzi
3 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
dreg
Użytkownik

“nie wchodzi w grę bombardowanie planet przeciwników meteoroidami (ech…)” – dziękuję za to “ech” 😀
U mnie w domu 2 i 4 latki, ale Talisman już czeka 😉

Zacco
Użytkownik

U mnie 9 i 10 latki w domu więc gra już zamówiona. Dziękuję za tekst. Co do znajomości zwierząt to mam wrazenie, że dzieci teraz wiedza więcej od nas w ich wieku. Jadąc samochodem bawimy się w zgadywanie zwierząt które druga osoba ma na myśli. Trzeba jej zadawać pytania na które odpowiada tak lub nie. Czy ktoś z Was zna “modroarę hiacyntową” lub “likoana pstrego”? Czy tylko ja muszę zgadywać takie zwierzęta???