A potem stopniowo rozwijają się następne metody na kreatywne wykorzystywanie wolnego czasu. Ze szkolnej biblioteki warto wypożyczać regularnie książki, bo podczas jazdy zatłoczonym metrem można z nich skubnąć nieco wiedzy. W lokalnym sklepiku kupicie odtwarzacz DVD, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by wraz z Morganą wciągać jakieś seriale (tylko oddawajcie płyty w terminie!). Drążek nad łóżkiem szybko zastąpi wjazd na siłownię. Ba, jeśli brakuje Wam kasy na leki od otoczonej złą sławą pani doktor, w ostateczności zatrudnicie się gdzieś na wieczorową zmianę i podreperujecie stan konta. Niewielki wycinek Tokio, który otwiera piąta Persona, po prostu trzeba poznać jak własną dzielnicę. Wszystko, co robicie, podbija statystyki protagonisty - wszystko ma sens. Dlatego wyciskajcie z dni ostatnie soki. Ach, i bądźcie uważni podczas zajęć, bo pytania z różnych dziedzin powrócą na egzaminie. Wstyd, jaki czułem, gdy zawaliłem test, był realny - jak gdybym cofnął się do swoich lat szkolnych.Symulator życia? Nie przesadzajmy. Nie sposób tutaj ominąć setek pojedynków, to koniec końców RPG pełną gębą. I dobrze wiedzieć, że doświadczenie zdobyte przy okazji pstrokatego Tokyo Mirage Sessions #FE nie poszło w las. Lochy mają doskonale przemyślaną budowę, zwłaszcza jeśli pamiętamy, że ich eksploracja to tak naprawdę włamanie. Powoli zbliżamy się do największego skarbu osoby, której chore pragnienia stworzyły dany Pałac, ale nie sposób zaliczyć całości "na raz". Zdobywamy kolejne punkty infiltracyjne na mapie (gdzie zapiszemy też grę), niektóre przeszkody wymagać będą odpowiedniego działania w normalnej rzeczywistości, a pomniejsi bossowie - ewakuacji i tony zakupów. Trwa to dniami. I trwałoby, zakładam, jeszcze dłużej, gdyby nie wiszący w kącie ekranu deadline - jeżeli do tego momentu złodziejaszkom nie uda się skraść serca, gra nas pożegna. Nie zostawiajcie sobie Pałaców na ostatnie dni, serio.Infiltracja oznacza także uproszczone do granic możliwości elementy skradane: chowanie się za winklem i cichy atak. Ale to fakt, że gdy zdybie Was zbyt wielu przeciwników, zrobi się nieprzyjemnie. Do następnych walk warto podchodzić na paluszkach. To gra Atlusa, więc nawet niefortunnie rozpoczęta potyczka może zakończyć się nagłą śmiercią. Sam system reprezentuje z kolei najbardziej żelazną klasykę - graj tak, by zawsze wykorzystywać słabość wrogich jednostek. Znanych już przeciwników można nawet wykończyć w jednej turze (czemu towarzyszy moja ulubiona animacja w całej grze). Teoretyczną nowością nazwałbym jedynie możliwość targowania się z demonami, zaczerpniętą z głównych odsłon Shin Megami. Odpowiednio zbajerowany potworek albo dołączy do wątłej kolekcji protagonisty (demony da radę, rzecz jasna, ze sobą łączyć, tworząc jeszcze silniejsze), albo sypnie groszem lub przedmiotem. Dialogi w trakcie negocjacji bywają nieco krzywe, ostrzegam.Pamięć mnie już nieco zawodzi, więc Tokyo Mirage Sessions przypisuję też fajne opcje skracania pojedynków. Dwusetna batalia potrafi wymęczyć w każdym turowym erpegu, nie oszukujmy się. Dlatego wygodna jest opcja atakowania od razu słabości potwora (o ile wcześniej ją odkryliśmy, oczywiście) lub przewijania wymiany ciosów ze słabszym barachłem. Jeżeli kręcimy się gdzieś w kółko tylko dla podbicia statystyk, warto te motywy wykorzystywać. Szczęśliwie - oprócz fabularnych Pałaców jest też Mementos, czyli jeden kolosalny loch w formie metra, który powstaje z rozterek wszystkich mieszkańców Tokio. Jego piętra generowane są losowo i to znakomite miejsce, by polować na nowe przedmioty oraz zastąpić standardowy grinding metodą "w tę i z powrotem".Nie sądzę zresztą, byście chcieli cokolwiek przyspieszać, jeżeli grać będziecie po bożemu, a nie, jak ja, w pośpiechu do recenzji. Persona 5 to najbardziej stylowa produkcja, z jaką obcowałem ostatnimi laty. Kropka. Już przy Tokyo Mirage rozpływałem się nad kilkoma elementami, ale Atlus wyznaczył teraz nowy standard. Wszystko ocieka wizualnym geniuszem - od fantastycznych cieszynek, przez każdą kartę menusów czy sklepików, po kadry kamery lub otoczenie w trakcie walki. Myśleliście, że dominująca czerwień szybko zaczynie męczyć? Nie wiem, gram od trzech tygodni bez wytchnienia i wiele zrzutów ekranu chciałbym ustawić na tapetę wszystkich używanych na co dzień urządzeń, żeby towarzyszyły mi nawet z dala od konsoli. Co innego, gdy atrakcyjna forma wypycha dziury w treści. Znamy wiele takich tytułów. Persona broniłaby się z łatwością i bez niej, więc to raczej ostateczny sznyt, a nie mydlenie oczu.