Nastolatkowie, impreza na bezludziu, flirty, tajemnica, dziwne, niezrozumiałe zdarzenia... Ktoś mógłby pomyśleć, że znowu recenzuję Until Dawn, ale choć gry łączy sporo rzeczy - przede wszystkim wstępny rys fabularny, klimat dreszczowca i wysoka jakość wykonania - to Oxenfree jest ostatecznie innym rodzajem doświadczenia. Nieco subtelniejszym. I przegadanym w najlepszym tego słowa znaczeniu.

bESXRJXF

Oxenfree to niezależny dreszczowiec 2,5D, którego autorami są byli pracownicy Telltale Games i Disneya. Rozgrywka polegająca na eksploracji, rozmowie i rozwiązywaniu okazyjnych, prościutkich zagadek od razu skojarzy się z The Walking Dead i innymi pozycjami wspomnianego wyżej studia. Ale Oxenfree to coś znacznie więcej niż klon tamtych tytułów. Jest kilka powodów dla których dziełem studia Night School powinien zainteresować się każdy, kto w grach ceni przede wszystkim scenerię i dobrze opowiedzianą historię.Oxenfree na pierwszy rzut oka może wydawać się kolejną, niespecjalnie oryginalną opowieścią o głupich nastolatkach, którzy z potulnością baranków wypełniają wszystkie punkty Oficjalnego Przewodnika Nierozgarniętego Bohatera Horroru. I tak faktycznie jest, choć nie warto uznawać tego za wadę, bo ekipa Night School robi z klasycznej konwencji najlepszy możliwy użytek, a i niektóre rozdziały Oficjalnego Przewodnika zostały przez postaci pominięte.Owszem, przyjeżdżają nocą na mroczną wyspę, która znana jest z dziwacznych zjawisk i na dobrą sprawę zamieszkuje ją tylko jedna, ani chybi jeszcze bardziej zdziwaczała kobieta. Jasne, mają po naście lat i zamierzają tam imprezować. Tak, widząc niepokojący ruch w jaskini, ktoś z nich zamiast w podskokach uciekać do najbliższego źródła światła czy zwinąć się w embrion przy jakimkolwiek zalążku ludzkiej aktywności, dziarsko wchodzi do ciemnego wnętrza by zobaczyć co to. Ale poza takimi pojedynczymi przypadkami piątka bohaterów Oxenfree ma dobrze napisane, głębokie charaktery, które znacząco przyczyniają się do dynamiki gry. Daleko im do irytujących na pierwszy rzut oka gnojków z Until Dawn, jeszcze dalej do typowych bezpłciowych ofiar Złych Potworów z setek innych tego typu opowieści. Łatwo ich polubić.

Przygoda, której niechętnie stają się częścią, obraca się wokół zjawisk paranormalnych związanych z radiem. Alex, główna bohaterka, za pomocą dobrze znanego urządzenia odbiera na wyspie częstotliwości, które nie tylko brzmią jak stosunek miłosny kobiety z "Klątwy" i Freddiego Krugera, ale wywołują niewytłumaczalne zdarzenia w materialnym świecie. Miejsce schadzek nastolatków zamienia się nagle w pole minowe pełne mrocznych wydarzeń i sekretów. Nasłuchamy się dziwnych szumów, trzasków i singli z zaświatów rodem z porannej audycji Silent Hill. Zobaczymy wiele zdarzeń fascynujących nie z powodu ohydnych obrazów czy monstrów zajadających się naszą twarzą, ale subtelnych, dziwacznych scen w rodzaju krzesła postawionego w środku lasu, dziwnego kształtu za plecami bohaterów na wywołanym zdjęciu czy specjalnych sekwencji, których natury nie zdradzę w trosce o Wasze zdziwienie (z tego powodu odradzam też zwiastun).

Ale co by nie gadać, nawet najlepiej zaplanowane budowanie klimatu będzie niczym bez odpowiedniego wyglądu i brzmienia.Oxenfree to pod tym względem ekstraklasa. Gra wygląda baśniowo, ale w ten mroczny sposób kojarzący się z najbardziej niepokojącymi opowieściami braci Grimm. Pięknie narysowane plansze spokojnie mogłyby ozdobić tom takich tekstów. Mają swój oryginalny sznyt, a podczas rozgrywki dają wrażenie spaceru po czyimś śnie. Oniryczny klimat zachwyca bez reszty i choć nie sprawia, że drżymy ze strachu, to z pewnością rozpala naszą fascynację światem przedstawionym oraz wprowadza atmosferę zagrożenia, którą można kroić nożem i rozsmarowywać sobie na kanapkach.Równie mistrzowskim aspektem Oxenfree jest ścieżka dźwiękowa, która po kilku odsłuchaniach ląduje w mojej ścisłej czołówce soundtracków. Skomponowana przez cholernie utalentowanego jegomościa o pseudonimie scntfc stanowi niezwykły miks synthpopowych melodii, ambientowych, sennych pejzaży i brzmień, których nie powstydziłby się Akira Yamaoka ("Cold Comfort"!). Utwory są na zmianę chwytliwe, melancholijne i niepokojące. Fani jężących włos na karku, radiowych komunikatów lub niezrozumiałych, zapętlonych mamrotów będą zachwyceni natężeniem tego typu motywów - w końcu wokół radia krąży mroczna fabuła gry.

bESXRJXH

Ale co by nie gadać, nawet gra o świetnym klimacie i genialnej oprawie audiowizualnej polegnie, jeśli będziemy mieć gdzieś jej bohaterów.

Spokojnie, nie będziemy mieć. Bohaterowie Oxenfree są dobrze zaprojektowanymi postaciami i mają świetne narzędzie by dać temu ujście: dialogi. Te są i zręcznie napisane, i jeszcze lepiej zagrane. Kiedy spojrzy się na obsadę, nie powinno to specjalnie dziwić. Autorzy zaprosili znajomych poznanych w Telltale i dzięki temu w rolę nastolatków wcielają się m.in. Erin Yvette (Królewna Śnieżka z The Wolf Among Us) i Gavin Hammon (Kenny z The Walking Dead).Jednak twórcy nie poprzestali na zadbaniu o świetnie zagrane role. To, co najbardziej wyróżnia Oxenfree z grona wszystkich gier, to żywy, elastyczny system dialogów. Wszystkie rozmowy dzieją się w czasie rzeczywistym, a możliwe odpowiedzi pojawiają się nad głową Alex jeszcze w trakcie czyjejś kwestii. Zazwyczaj, jak to w życiu, nie mamy wiele czasu, by zadecydować, jak zareagujemy, wskutek czego tak naprawdę niekiedy szybciej mówimy niż myślimy. I znowu: jak to w życiu, prawda? Do tego w momencie wybrania odpowiedzi Alex często dynamicznie wcina się w słowo kolegi lub koleżanki, dzięki czemu wrażenie słuchania odpalanych po sobie nagrań w zupełności znika. Rozmowy pulsują, tętnią, są dynamiczne i kwitną na naszych oczach. Pozostaje mieć nadzieję, że inni twórcy podpatrzą taki system, bo Oxenfree rozpieszcza uszy.Bohaterowie tak naprawdę nigdy nie tracą panowania nad sobą i kilka sekund po najgorszych przeżyciach są w stanie wydusić z siebie jakiś ironiczny komentarz. Jeśli będziecie chcieli, by Oxenfree było rasowym straszakiem, zawiedziecie się tym luzem postaci, które, owszem, są przejęte niespodziewanym mrokiem, jaki ich otula, ale jednocześnie do samego końca nie brakuje im werwy, dystansu i łba na karku. Niektórym może się to wydać nieprawdopodobne, ale zrozumienie przyjdzie, gdy weźmiemy pod uwagę, że stylistycznie mamy do czynienia z młodzieżowym dreszczowcem. Przygodową historią z klimatem grozy.

Nie oznacza to jednak, że w grze brakuje poważniejszych kwestii - gra nie stroni od emocjonalnych wątków, które znajdą interesujące rozwinięcie wraz z rozwojem fabuły. Spadnie też na nas odpowiedzialność podjęcia kilku nieoczywistych decyzji, które bezpowrotnie wpłyną na niektórych bohaterów. Wariantów zakończenia mamy kilka, choć ostateczna puenta pozostaje taka sama.

Bo nawet najciekawsze postacie nic nie wskórają, jeśli fabuła nie da rady... prawda?

bESXRJXN

Cóż, nie do końca. Postacie robią, co mogą, żeby wyplątać się z kabały, w którą się wpakowali, ale i przy okazji zachować przy sobie gracza. Zagadują nas na każdym kroku, czarują atmosferą, nawiązaniami do Stephena Kinga i humorem, prowadzą przez niesamowicie wyglądające miejscówki, doświadczając surrealistycznych zjawisk przy akompaniamencie utworów śpiewanych przez stado smutnych syntezatorów...A wszystko po to, żebyśmy za dużo nie myśleli o fabule samej w sobie. Bo ta - owszem - jest w porządku, interesuje i stanowi dobry pretekst dla wszystkich przygód, ale z każdą kolejną godziną (łącznie było ich pięć) jawi się coraz wyraźniej jako bardzo standardowa historia z dreszczykiem. Owszem, oferuje dwie czy trzy interesujące wariacje, ale ogólny rozwój wątków okazuje się do samego końca tradycyjny. Nazbyt tradycyjny. I właściwie tylko to powstrzymuje mnie, żeby kompletnie nie oszaleć na punkcie Oxenfree, nie wrzeszczeć o grze na ulicach i nie wciskać jej wszystkim znajomym, nieznajomym, dziewczynie i babci.

Mógłbym jeszcze ponarzekać, że towarzysze bardzo wolno za nami chodzą, bojąc się skorzystać jednocześnie z tej samej drabiny lub schodów co my. I że z raz któremuś z nich może zdarzyć się zawieszka podczas wspinaczki, co grozi nawet restartem poziomu. Niektórym może też przeszkadzać delikatny backtracking pod koniec, szczególnie jeśli będzie chciał znaleźć wszystkie rozrzucone po wyspie listy. Ale to są akurat tylko drobne techniczne szczegóły; to jest nic przy elementach, które ekipa Night School zrobiła wybornie.Oxenfree jest wyjątkowym tytułem. Ma mistrzowską oprawę audiowizualną, z której wylewa się gęsty klimat niezwykłości, ma rozwinięte postacie, które mówią ciekawe rzeczy w systemie dialogowym będącym naturalną ewolucją tego, do czego przyzwyczaiły nas w ostatnich latach gry... Ma też kilka intrygujących pomysłów, choć szkoda, że opakowanych linią fabularną, która wydaje się zbyt tradycyjna i dziwnie typowa w towarzystwie pozostałych nietuzinkowych elementów Oxenfree.

  • Platformy: PC, Xbox One, PS4 (w przyszłości) Producent: Night School Studio Wydawca: Night School Studio Dystrybutor: dystrybucja cyfrowa Data premiery: 15.01.2016 PEGI: 12 Wymagania: Intel i3 2.0 GHz, 2 GB RAM, karta graficzna 1 GB (minimalne)

Na początku odniosłem się do Until Dawn i im dłużej o tym myślę, tym bardziej bliskie wydają mi się te gry. Until Dawn temat sztampowego dreszczowca o nastolatkach walczących przez jedną noc o życie załatwia w efekciarskim stylu godnym tytułu AAA. Mamy tam doskonałą grafikę, krew, śmierć na każdym kroku, akcję i taki kolaż horrorowych klisz, że aż dziw bierze, że to wszystko trzyma się jakiejkolwiek kupy. Oxenfree to z kolei podjęcie identycznego tematu w iście indyczym stylu - twórcy standardową historię ozdabiają artystyczną oprawą, subtelnie surrealistyczną atmosferą i długimi, atrakcyjnie zaprojektowanymi rozmowami, które zawieszają poprzeczkę najwyżej, jak się da.

bESXRJXO

I tak jak każdy fan interaktywnych filmów powinien zagrać w Until Dawn, tak każdy fan interaktywnych opowieści powinien zagrać w Oxenfree.Grę do recenzji udostępnił producent. Testowaliśmy wersję na PC. Screeny pochodzą od redakcji.

Komentarze (2)
bESXRJYD