Ostatnia II wojna światowa – Porównanie Call of Duty: World at War i WW2

Strona głównaOstatnia II wojna światowa – Porównanie Call of Duty: World at War i WW2
19.06.2017 19:07
Ostatnia II wojna światowa – Porównanie Call of Duty: World at War i WW2
Freszu
Freszu

-Komu brakowało Call of Duty? *cisza* -Komu brakowało Call of Duty w drugowojennym settingu? *aplauz, gromkie brawa, odgłos wydawania pieniędzy* Dolarodajna marka Activision przewinęła się już przez wiele rąk producentów: Infinity Ward, Treyarch, Amaze Entertainment (PSP), n-Space (Nintendo DS) czy wreszcie, Sledgehammer Games. Ostatnia wymieniona firma zaliczyła samodzielny CODowy debiut prezentując nam po raz pierwszy w serii egzoszkielety i Kevina Spacey’a w Advanced Warfare. Dziś, po druzgocącej porażce wizerunkowej Activision w starciu z EA i ich Battlefieldem 1 (finansowej już nie) Amerykanie ze Sledgehammer zdążyli nam pokazać fragmenty rozgrywki z CoD: WW2. Akcja tej niewątpliwie oryginalnie nazwanej odsłony serii została osadzona – jak łatwo się domyślić – podczas II wojny światowej, po raz pierwszy od 11 listopada 2008 roku (za wyjątkiem podróży czasowych w Black Ops 3).

326793568796760106

Wówczas wydano Call of Duty World at War. Wśród społeczności skupionej wokół gier wideo, premiera tej części nie wywołała silniejszych emocji, szczególnie w porównaniu z fenomenem widowiskowego Modern Warfare. Z klawiatur recenzentów posypały się ósemki, a chwalono – oprócz typowego już rozmachu oraz multiplayera – nowy tryb Nazi Zombies, który stał się nieodłącznym elementem następnych gier Treyarch.

Czas po prezentacji trybu wieloosobowego CoD: WW2 na zakończonym już E3 2017 to dobry powód, by przypomnieć sobie czego właściwie oczekujemy od tej serii w kontekście zaprezentowania realiów największej wojny w historii ludzkości. Banzai! 17 sierpnia 1942 roku. Jako szeregowiec Miller budzimy się w japońskim obozie Makin Atoll na wyspach Pacyfiku. Związany razem ze swoją drużyną, Miller ogląda ich egzekucję (poprzedzoną wyjątkowo brutalną sceną tortur). Kiedy sam ma być stracony, sierżant Sullivan, kapral Roebuck i ich oddział Marines likwidują niedoszłych oprawców pojmanego oraz wcielają go do swoich szeregów zgodnie z nazwą pierwszej misji „Semper Fi” (Semper Fidellis – łac. zawsze wierny). Jednak ich głównym celem jest zniszczenie bazy wojskowej Makin Atoll.

326793568796956714

Już na starcie, World at War potrafi zaskoczyć. Podczas ośmiu misji na Pacyfiku należy być czujny. Wysoka trawa, drzewa, nawet wrak samolotu – tam można trafić na „żółtka”. Oczywiście, nie jest to poziom paranoi z tegorocznego Prey’a, ponieważ zawsze mamy ze sobą AI (lub kumpla w co-op), którzy mają za zadanie zabezpieczania tyłów, tzn. skryptów. Wraz z wyżej wymienioną brutalnością –dająca się odczuć bezwzględność Japończyków, czy ich samobójstwa w okopach – do dziś wzbudza to podziw. Jednak osiem misji to trochę za mało, prawda? Dlatego Treyarch przeplata je z wątkiem sowiecko-niemieckim. Kommunisten! 17 września 1942 roku. Jako sierżant Dimitri Petrenko budzimy się przy fontannie na Placu Czerwonym w Stalingradzie, w ówczesnym Związku Radzieckim. Razem z towarzyszami broni leżymy w swojej krwi. Jedynymi, którzy przeżyli są: właśnie Petrenko i sierżant Wiktor Reznow (w bezbłędnej roli Gary Oldman!). Tym razem gracz sam musi się uratować, bo nasz wyższy stopniem kompan jest ranny i nie może celować przez lunetę kultowego już, Mosina. Pierwsza misja ochrzczona jako „Vendetta” to, wydawałoby się, zerżnięcie snajperskiej przygody Price’a i MacMillana w Prypeci. Zamiast Zachajewa, naszym celem jest niemiecki generał Heinrich Amsel, jednak reszta ma odmienny charakter – nie bronimy żadnej osobistości przygotowując pułapki z min Claymore, a ścieramy się w otwartej walce z żołnierzami Wehrmachtu, gdzie w dalszych etapach zadania pomaga nam spotkany po drodze oddział Armii Czerwonej – „tovarishch-ska” atmosfera panująca pomiędzy żołnierzami ZSRR genialnie wpisuje się w dawne motto serii „No one fights alone”.

326793568797087786

Setting World at War miał pokazać II wojnę światową poza oklepanym w popkulturze frontem zachodnim, natomiast Sledgehammer postanowiło powrócić właśnie do Europy wzorem Call of Duty Big Red One (wydanego na konsole: PS2, Xbox, Gamecube), gdzie zarówno ta, jak i nadchodząca część „WW2”, opowiadają o żołnierzach I Dywizji Piechoty (stąd nazwa „Wielka Czerwona Jedynka”). W związku z tym, od nowa zobaczymy lądowanie w Normandii, ofensywę w belgijskiej części Ardenów, partyzantkę w Paryżu i marsz na Berlin (jako jedną z lokacji wymienia się także Półwysep Krymski). Stary, dobry i irytujący COD. Zacznijmy od porównywania faktów – mechanika chowania się za osłoną, żeby magicznie zregenerować sobie życie we wszystkich głównych częściach serii (oprócz pierwowzoru) i podbieranie apteczek od medyków w „WW2” (podobnie ma być z amunicją). Zgadzam się na żołnierzy-mutantów, kiedy przychodzi do misji pokroju „Vendetta”, gdzie odległość pomiędzy moim bohaterem, a oponentem jest w większości przypadków większa niż 10 m, ale kiedy siedzę w ciasnych okopach na Peleliu (Pacyfik), gdzie idealną taktyką wydaje się pozostanie z „pompą” w nieustannym ruchu, to nagle mam wrócić się na 5 sekund za skrzynie, by nie umrzeć od draśnięcia w stopę? (W trybie multiplayer to inna sprawa, czasami lepiej szybko umrzeć).

A co na to Sledgehammer? Trzeba zaznaczyć, że tylko w kampanii „WW2” będzie zaimplementowany nowy system regeneracji zdrowia. Czy może przyspieszyć rozgrywkę? To zależy w jakiej ilości, i w jakich sytuacjach medycy polowi będą nas zaopatrzać w apteczki, a także jak będziemy ich używać. Długie, specjalnie stworzone animacje do zakładania bandażów (coś na kształt serii Far Cry) czy proste „wchłanianie” ich jednym przyciskiem? Sam obstawiam pierwszą opcję dla wzmocnienia efektu „kinowości”, a Daniel Tack z Game Informera tylko mnie w tym utwierdza: Wracając jeszcze do „kinowości” w Call of Duty – wyżej, zdążyłem wspomnieć o naturalistycznych scenach w „World at War” i takowe mają mieć miejsce w „WW2”. Przypominając sobie film z ubiegłego roku „Przełęcz Ocalonych” w reżyserii Mela Gibsona – latające flaki i obłoki krwi w powietrzu nie zawsze muszą wywoływać uśmiech na twarzy (vide „Doom” 2016), ale w WaW były to tylko nieśmiałe próby takiego przedstawienia i nie jestem pewien czy tym razem Activision dopuści do pełnego spektaklu.

326793568797284394
326793568797349930

Nadchodząca odsłona teoretycznie ma już określony czas akcji, ale podkreśla się, że scenarzyści wracają do wydarzeń sprzed 6 czerwca 1944 roku by dopełnić przedstawione wydarzenia. Przecież w Big Red One, z pokładu B-24 Liberator ostrzeliwaliśmy samoloty Luftwaffe nad terenami Algierii w listopadzie 1942 roku. Uważam jednak, że dla spójności fabuły możemy wspierać z powietrza kontrofensywę aliantów w Ardenach, w grudniu 1944 roku. Tacy sami, a front między nami. Ostatnim zagadnieniem jest struktura fabularna oparta na wielu perspektywach wojny. W Call of Duty Modern Warfare był to członek brytyjskiego SAS’u John „Soap” MacTavish i Paul Jackson z amerykańskiego USMC, a losy ich drużyn zostały sprawnie splecione przez scenarzystów. W fabule World at War trudno połączyć amerykański wątek na Pacyfiku z przejmowaniem Reichstagu przez Armię Czerwoną i dobrze, ponieważ koncept pokazania dwóch różnych kultur jest świetny - raz widzimy niemal braterską przyjaźń Petrenki i Reznowa wśród zrujnowanego Berlina, a za chwilę musimy spoglądać na pompatyczną scenę śmierci dowódcy oddziału szeregowca Millera.

326793568797481002

Czego można jeszcze oczekiwać? Realizm? Proszę tylko o zapobieganie wpadkom pokroju Tygrysów Królewskich w Stalingradzie podczas misji „Vendetta” (ta ma miejsce w 1942 roku, podczas gdy pierwsze prototypy [!] stworzono pod koniec 1943). Co do trybu wieloosobowego, to gameplay już został pokazany, system killstreaków  wprowadzony w Modern Warfare i identyczny w World at War pozostanie tak rozbudowany jak w ostatnich częściach (poza typowym zwiadem, nalotem i wsparciem z powietrza pokazano już 9 innych). Po bardzo udanym Advanced Warfare ufam Sledgehammer, że godnie przywróci kierunek serii.

Ostatnio zacząłem współpracę z gameceptor.pl - strona dopiero się rozwija, a już chłopaki (i dziewczyny) robią świetny content. Szczególnie polecam zajrzeć w zakładkę "Wywiady".

Fresz

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (6)