Ale nawet widząc Kodamę, często będziecie drapać się po głowie, jak się do niej dostać. Konstrukcją poziomów Nioh najbardziej zbliża się do Soulsów, choć gdy już nie chodzi się wszędzie tiptopkami z mieczem w gardzie, okazuje się, że plansze nie są duże. Ot, sprytnie przerobiono je na labirynty. Skopywanie drabin czy odblokowywanie drzwi, by otworzyć krótszą drogę do odnawiających życie (i przeciwników) ognis... do kapliczek mocno pachnie grami From Software, ale czuć tu fach. Poziomy przypominają supeł, który trzeba stopniowo rozwiązać i jest w tym wielka satysfakcja. Kapliczki są dokładnie tam, gdzie być powinny, by gracz czuł presję kończących się eliksirów, ale dalej czerpał motywację z nadziei, że może już za rogiem czeka odpoczynek. Zupełnie inaczej patrzy się na planszę w pierwszym kwadransie i po trzech godzinach. Bo i tyle zdarzało mi się tu spędzić w jednym miejscu na czyszczeniu go do zera z Kodam, sekretów, przeciwników, upiorów, no i bossa. Co ciekawe, nie zawsze jest on najtrudniejszym elementem misji. Bywa, że dojście do niego jest trudniejsze niż ostateczna konfrontacja.Zanim zajmiemy się szefostwem, muszę niestety trochę ponarzekać na same lokacje. Jest kilka wybitnych. Zakochałem się m.in. w najeżonym pułapkami grobowcu terakotowej armii czy w domu ninja, w którym podłogi mają zapadnie, z sufitu (który chwilę temu był podłogą) spadają wielkie kolce, a ściany lubią być obrotowe. Ale to wyjątki, wykonane podług jakiejś idei. Sporo plansz tego pomysłu na siebie brakuje. Kolejna wioska, kolejna świątynia, znowu takie same jaskinie. Tylko, że teraz zamiast śniegu pada deszcz. Mało tu okazji do zachwytu każącego przystanąć i strzelić fotkę.Zresztą Nioh w ogóle nie jest piękną grą. Do trzecich Soulsów czy Bloodborne'a nie ma startu. Mam nawet wrażenie, że utrudniające widoczność efekty pogodowe są tu tak mocne, by nieco ukryć powtarzalność tekstur i obiektów. Z trzech trybów graficznych, muszę - jako użytkownik PS4 Noob - polecić ten, w którym priorytetem nie jest rozdzielczość ani wygładzanie krawędzi, a 60 fps-ów. Sprawdziłem też tryb "filmowy" z rozdziałką 1080p, zablokowany na 30 fps, i działa lepiej niż w becie. Ale takie granie mija się z celem w tak dynamicznej (o wiele dynamiczniejszej niż Soulsy) grze.O ile po kilkudziesięciu godzinach poprzednie zadania zlewają się w jedno, to inaczej sprawa wygląda z bossami. Tutaj chylę przed Team Ninja czoła do samej ziemi, bo tak ciekawej i zróżnicowanej zbieraniny nie widziałem od... może faktycznie od Ninja Gaiden na pierwszego Xboksa.Prawie każdy, którego napotkałem, był inną zagadką do rozwikłania. Wielcy, mali, ruchliwi, stacjonarni, latający. Pierwsze spotkanie rzadko kończy się triumfem, ale z każdego kolejnego gracz wychodzi mądrzejszy - zarówno w temacie mocnych/słabych punktów wroga, jak i swoich - ot, chociażby prędkości uników, na jakie pozwala przywdziany pancerz, skuteczności żywiołu na ostrzu, zasięgu potrzebnego do skutecznej walki.Nie chcę nic spoilować, wszak te walki to sól Nioh, ale powiem tylko, że nie miałem tu momentu "ok, kolejny wielkolud, któremu trzeba przykleić się do tyłka". Batalie z bossami są angażujące, nie nudzą, bo rzadko jeden schemat załatwia sprawę. Wraży arsenał ruchów bywa tu śmiertelnie bogaty. Ale jak wspomniałem wcześniej - kapliczki są tam, gdzie być powinny, po kilku próbach droga od ostatniej do bossa zajmuje kilkanaście sekund. Potem trzeba tylko otworzyć w głowie zeszyt i skrzętnie notować co ciekawsze punkty "wykładu".Zanim zapukamy do egzaminatora, trzeba będzie odesłać do piekła hordy jego sługusów. To one zjedzą najwięcej Waszego czasu i nauczą najwięcej o systemie walki. Elemencie, w którym Nioh błyszczy i nie musi już wcale kłaniać się dziedzictwu From Software. Więcej czerpie z Ninja Gaiden i dzięki temu jest po nieco wyświechtanych trzecich Soulsach tornadem świeżości.William jest samurajem, co samo w sobie zawęża zestaw dostępnego uzbrojenia. Choć na jednym czy dwóch mieczach wybór się nie kończy. Miłośnicy stawiających na siłę buildów znajdą tu topory i młoty. Na drugiej stronie spektrum będą gracze przywdziewający leciutki zestaw wojownika ninja i torturujący wrogów błyskawicznymi atakami sierpa na łańcuchu (kurisagamy), rozrzucający na planszy zatrute pułapki i atakujący z zaskoczenia.