Podobnym niepokojem napełniają mnie Super Bomberman R oraz Splatoon 2. Pierwszy dlatego, że nie domaga wizualnie. Spodziewałem się w takiej produkcji sześćdziesięciu klatek na sekundę, ale widocznie mam wygórowane oczekiwania. Drugi - ponieważ to, co widziałem, w ogóle nie zasługuje na "dwójkę" w tytule. To powinien być Splatoon Deluxe. Nowa broń, nowe specjale, ale stara oprawa (nie jestem pewny, choć wydaje mi się, że na telewizorze nawet odrobinę słabsza niż w "jedynce"), stara mapka do zabawy, stare... w sumie wszystko stare. Rozumiem, że to IP czeka długa przyszłość, należy je najpierw "sprzedać" większej publiczności. Niemniej przy oryginale spędziłem tyle czasu, iż nie wystarczy mi kilka nowości, które zmieściłyby się do byle łatki.1-2-Switch. Przypięto mi już etykietkę hejtera. A nie bawiłem się najgorzej. Sprawdziłem trzy minigierki z ogólnych dwudziestu siedmiu. Każdą można powtórzyć z pięć razy bez nagłego odczucia braku sensu, przy każdej jest sporo śmiechu. Czy to wystarczy, by wyłożyć na nią równowartość "prawdziwego" tytułu? Prawdopodobnie nie. Pewne jednak, że pierwsza wieloosobowa sesja procentowa z tym tytułem przejdzie do historii jako jedna z najdziwniejszych w dziejach ekipy. Widok skupionych dziennikarzy, którzy balansując Joy-Conami i "wczuwając" się w wibracje próbują odgadnąć ile kulek toczy się w środku, był dość komiczny. O dojeniu krowy może nawet nie będę wspominał.Na koniec Arms. Ależ to emocjonująca pozycja! Nigdy bym się nie spodziewał, że coś ze sterowaniem pamiętającym czasy klasycznego Wii mogłoby mnie wygrać. Pozycja jest pstrokata, wyraźna, a do tego ma wystarczającą głębię, by ozdobić niejeden wieczór z dobrym kumplem. Żyroskopy ani razu w moim przypadku nie odczytały niepoprawnie wykonanego gestu, skakałem na lewo i prawo, posyłałem w stronę kolegów z innych redakcji sprężynopiąchy, robiłem chwyty i specjale. Nie miałem dość, najchętniej rozwałkowałbym każdego obecnego na sali. Dodajcie do tego płynny tryb sieciowy i rzeczywiście - macie następcę Splatoona w kategorii "nikt się nie spodziewał, że to będzie przyszła maskotka Nintendo".Na resztę wrażeń związanych z grami musicie poczekać do następnych tekstów. Dziś idzie o mały wstęp. Pierwszą reakcję. I ta... jest pozytywna. Ale tak umiarkowanie pozytywna. Myślałem, że biorąc Switcha do własnych rąk pozbędę się wszystkich wątpliwości. Konsolka potrzebuje jednak prawdziwych testów, w normalnych warunkach.Potrzebujemy wiedzieć, ile waży, ile wytrzymuje bez dostępu do prądu, jak radzić sobie będzie w sieci. Jeżeli zaś rozważacie zakup w marcu, poczekajcie na recenzje Breath of the Wild, bo przecież to z tym tytułem, nie oszukujmy się, powiązane będą wszystkie marcowe zakupy.W Switchu widzę gigantyczny potencjał. Który - strzelam - tym razem zostanie lepiej wykorzystany. Ale przede wszystkim z takiego powodu, że zabraknie innego następcy powoli tulonego do snu 3DS-a, więc sprzęt po prostu trafi do graczy. Dostanie następne Pokemony, następną Zeldę z odgórną kamerą, następnego Monster Huntera. Dalej pójdzie z górki. Oznacza to jednak, że w tym roku skrzydeł jeszcze nie rozwinie. Wielką ofensywę przewiduję od zimowej premiery Super Mario Odyssey. Ale hej, naprawdę uważam, że powtórki z Wii U już nie będzie.I to serio tak działa, że klik - wyciągasz i o, masz na tablecie Breath of the Wild?