Prowadzi w Krakowie od 15 lat Integracyjny Teatr Aktora Niewidomego, próbuje też wybudować pierwszy w Polsce budynek teatru niewidomych. Gra z kolegami po fachu – zawodowymi aktorami, z którymi wspólnie stworzyli film „Marzenie” oraz „Wykluczeni”, którego emisja nastąpi jesienią tego roku. Zajmuje się również produkcją 13-odcinkowego serialu dla Telewizji Polskiej, ze scenariuszem własnego autorstwa. Bierze udział w trzech przedstawieniach w warszawskich teatrach – Palladium i Syndykacie. Gra też cały czas w „Klanie” oraz robi nową sztukę w Starym Teatrze. Oprócz tego jest polskim Winstonem w Overwatchu, wampirem z pobocznego questa w Dzikim Gonie czy Millerem w pierwszym Mirror’s Edge.Nie, ja w ogóle nie miałem żadnego porównania. A nawet powiem pani szczerze, że po paru dniach nagrań koleżanka mi w Krakowie powiedziała: „Czy wiesz, że Boguś to w ogóle nagrywał?”. I byłem zdziwiony, że były jakieś wcześniejsze części. Później troszeczkę się czułem sfrustrowany, że dlaczego Boguś nie ciągnie tego... Ale dowiedziałem się, że Amerykanie zmienili aktora, że zmieniono obsadę i szukano nowego głosu, że stąd padła taka propozycja.Jest jakaś pula głosów?Z tego, co słyszę, zazwyczaj w tych studiach dubbingowych jest tak, że każde ma swoją bazę głosów. Jeśli się zwraca do nich potencjalny klient, to mu proponują najprawdopodobniej kilka głosów do głównej postaci. I później chyba to też się musi otrzeć o producenta amerykańskiego, który stwierdzi, czy ja te walory nieskromnie posiadam. Wie pani, ja nie jestem jakimś orłem dubbingowym, nie robię tego dużo. Nie tak, żebym nie wychodził ze studia. Niektórzy moi koledzy całymi dniami siedzą i nagrywają.Miał pan możliwość wysłuchania tego oryginalnego, amerykańskiego głosu przed nagraniami?Tak, to było bardzo profesjonalnie zorganizowane. Chłopcy w trójkę siedzieli w reżyserce – realizator, ktoś z pionu tłumaczenia i Maciek Kosmala, reżyser całego dubbingu. Chłopcy mieli odsłuch całości i zawsze jak coś zabrzmiało fałszywie lub chcieli, żeby to było inaczej powiedziane, to wracaliśmy. Czasami po kilka razy żeśmy próbowali, no, tak to już wygląda w dubbingu. I to było bardzo dobre, bo ja siedząc w studiu zamknięty dostaję już oczopląsu patrząc na te obrazy, linijki po paru razach znam na pamięć, no i próbuję to grać, wejść w te emocje... dlatego nie słyszę, jaki to ma efekt końcowy.Były jakieś spięcia?Nie, absolutnie. Pracowało się w idealnych warunkach, robota szła do przodu bez żadnego stresu. Zagwozdki głównie polegały na tym, żeby się zmieścić tekstowo, więc czasami człowiek od tłumaczenia próbował to zmienić i zaczynaliśmy nową wersję. Ja dostaję słuchawki, na nich mam oryginalną wersję amerykańską, słucham kilka razy tego bohatera, słucham jednej, dwóch scen, oglądam jednocześnie obrazek na monitorze, który mam przed sobą, konsultuję to sobie z tekstami, które mam poniżej.