Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeNex Machina – recenzja. Człowiek kontra maszyna

Housemarque znowu to zrobiło.

Facebook Twitter Google Wykop

To było jak objawienie. Typowy weekendowy nicmisięniechceizm wygrał z Tekkenem, rozłożył na łopatki Preya i nie dał szans Get Even. Bywa. Każdy to zna. Odpalając po raz pierwszy Nex Machinę, nie sądziłem, że właśnie ona da mu odpór. A jednak.

Platformy: PC, PS4
Producent: Housemarque
Data premiery: 20.06.2017
PL: Napisy
Wymagania: Intel Core i5-4690/AMD FX-4300; 4GB RAM; NVIDIA GeForce GTX 760/AMD Radeon R9 270
Grę do recenzji udostępnił producent. Obrazki pochodzą od redakcji. Graliśmy na PS4.
Podświadomość przejmuje pada

Zwierzę się Wam, że coraz trudniej jest mi “zniknąć” bez reszty w jakimś tytule. Tak, by naprawdę na jakiś czas totalnie odgrodzić się od codzienności. Z Nex Machina to prostsze niż mogłem się spodziewać. Odpalasz grę i pędząca z kosmiczną prędkością akcja nie zostawia miejsca na myślenie o głupotach. Jedna plansza, druga, trzecia, dziesiąta, boss, następny. A ty nie chcesz odkładać pada. Totalne zespojenie.

Nex Machina to dwugałowa strzelanina. Tyle każdy wydedukowałby z faktu, że jej autorami są ludzie z Housemarque. Ale tym razem postawili na prostotę i powrót do korzeni. O ile poprzednie gry studia próbowały rozepchać formułę gatunku i stworzyć w jego ramach coś nowego, to teraz Finowie zaprosili do współpracy Eugene’a Jarvisa – autora Defendera i Robotrona: 2048. Wspólnie łączą stare z nowym.

Tym razem postawili na prostotę i powrót do korzeni

Wszystko w Nex Machina jest… proste. Nie łatwe – proste. Sterowanie to ruch, unik, strzelanie prawą gałką i odpalanie specjali. Plansze są stosunkowo małe, więc czyści się je błyskawicznie, a po chwili gra rzuca nas już w inne miejsce. Kapitalnie zaprojektowano wrogów, którzy choć ochoczo wpadają na pociski gracza, to często mają asy w rękawie. Zwłaszcza gdy atakują hordą niezostawiającą na planszy zbyt wiele miejsca. Nauczenie się ich zachowań to jedno. Dość szybko okaże się jednak, że nawet w tak ultraszybkiej rozgrywce trzeba myśleć i priorytetyzować cele. I zdziwicie się, jak dobrze będzie Wam to wychodzić. W końcu.

High Score

Prostota, o której piszę, jest wynikiem lat doświadczenia z gatunkiem. I Jarvis, i Housemarque dobrze wiedzieli, gdzie w dwugałowych strzelaninach leży źródło frajdy. W Nex Machina przez większość czasu jesteś o kilka pikseli od śmierci. Jedno trafienie czy wpadnięcie na wroga przeżyjesz tylko pod warunkiem, że podniosłeś tarczę. I to tyle. A pędzi na Ciebie horda robocich bydlaków. Też zawsze. Zabicie ich to nie wszystko, bo na uratowanie czekają też ludzie, którymi prędzej czy później maszyny się zainteresują. I to też każe porzucić myśl o zapuszczaniu korzeni w jednym miejscu. Ludki to punkty, ba, ludki to mnożnik punktów. A po co gra się w takie gry, jak nie po to, by wpisać się jak najwyżej na liście wyników?

Nie myślcie sobie tylko, że chcę Was straszyć. Przeciwnie. Rozczarowany tym, że nie umiem już sadzić Hwoarangiem combosów, podchodziłem ostrożnie do gry, w której refleks odgrywa tak ważną rolę. Ale… o dziwo okazało się, że idzie mi nieźle. Wiele w tym zasługi fantastycznie oszlifowanego sterowania. Dzięki niemu te kilka pikseli dzielących nas od śmierci w zupełności wystarcza. Ginie się tu głównie przez dekoncentrację. A dobrą grę poznaje się właśnie po tym, że po każdej wpadce możesz strzelić sobie facepalma, bo wiesz, że to ty nawaliłeś.

Piekło pocisków

Nie uwierzycie, w jakie sytuacje wepchnie Was ta gra. Gdybym miał opisać rozgrywkę, prosiłbym Was chyba o wyobrażenie sobie Geometry Wars, w którym wrogich figur jest trzy razy więcej, a każda z nich strzela czymś innym. Plansze regularnie zmieniają się we fragmenty jakiegoś bullet hell, które przechodzi się na wdechu, bo strach angażować mózg do czegokolwiek, co nie jest grą. Czas na wydech będzie później.

Plansze mają swój rytm, który też pomaga. Po części wynika to z fachu autorów, którzy wiedzieli, jak zaprojektować schematy ataku przeciwników, ale równie ważna jest tu muzyka. Elektroniczna – wiadomo, ale niezbyt agresywna. Jeśli napiszę, że masuje neurony, by sprawniej przeskakiwały pod kopułką, to przesadzę? Nie wiem, spróbujmy. Bo faktycznie tak się czuję, gdy odpalam tę grę i po kilku sekundach jestem już w środku akcji. Niby nie wiem, co się dzieje, widzę, że szanse na przeżycie są liche, ale… jakoś daję radę. Czysta radocha. Której bać się nie warto, bo na niższych poziomach trudności jest więcej luzu.

Strach angażować mózg do czegokolwiek, co nie jest grą. Czas na wydech będzie później.

Warto to wykorzystać chociażby do lepszego przyjrzenia się planszom. Bo sporo na nich ciekawostek, które mogą oznaczać solidny bonus punktowy albo nawet zwiedzanie ukrytych poziomów. Są też inne niespodzianki.

Arcade

Kampania w Nex Machina to oldskul jakich mało. Sześć światów do przejścia, a zawsze zaczynamy od początku. Ale średniemu graczowi, który wie, co robi, przejście każdego z nich nie zajmie nawet 10 minut. W osobnym trybie możemy zajmować się wybranym ze światów. Jest też Arena, w której rekordy punktowe wbija się w ramach “sezonu”, a za dobre wyniki otrzymuje żetony. Te można wydać na zmianę stroju bohatera, co akurat jest dość głupie w grze, w której nijak nie widać jego szczegółów. Ale za żetony odblokujemy też możliwość grania na Arenie w “udziwnione” wersje plansz z kampanii. Np. takie, w których wszystko dzieje się szybciej.

Coop? Tylko lokalny i nie miałem okazji go przetestować. Ale na brak kooperacji w sieci narzekać nie będę, bo to po prostu nie jest odpowiednia gra dla takiej zabawy. Gdy już przejdziesz kampanię i zaczniesz coraz mocniej wsiąkać w Arenę, zrozumiesz, że liczą się tylko punkty. Combosy wynikające ze sprawnego ratowania ludków, przechodzenie plansz bez śmierci, łapanie sekretów. W tak pędzącej do przodu rozgrywce drugi gracz tylko by przeszkadzał.

Poza brakiem ciekawszych rzeczy do odblokowania za żetony, muszę ponarzekać jeszcze na bossów. Powinni być wisienką na torcie, a są nudni, zwyczajni. Nie robią wrażenia, choć opcje ofensywne mają czasem mooocno przesadzone.

W tak pędzącej do przodu rozgrywce drugi gracz tylko by przeszkadzał.

Tańczyłeś kiedyś z diabłem?

Housemarque znowu to zrobiło. “To”, czyli kolejną porcję zręcznościówki obok której fani gatunku nie będą mogli przejść obojętnie. Co z laikami? Alienation jest na pewno bardziej rozbudowane i oferuje grę w sieci, Dead Nation to jedna z najlepszych gier z zombiakami bez podziału na gatunki. Wolniejsza, bardziej taktyczna. Nex Machina to oldskulowa definicja zabawy spod znaku arcade. Satysfakcjonująca i pozwalająca zatonąć w tańcu z kulami i wrogami. Ale raczej dla ludzi z genem każącym bić kolejne rekordy punktowe.

ZAGRAĆ?
WARTO
4.5

3
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
2 Komentarze
1 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
newnadgnilykangur
Użytkownik

Na screenach gra nie wygląda na ładną, ale recenzja nie powiem zaciekawiła mnie.

Simplex
Użytkownik

Bardzo fajnie napisana recenzja, ale to nie jest zaskoczenie.

“Totalne zespojenie.” – chyba chodziło o “zespolernie”, ale poza tą jedną drobnostką ciężko się do czegokolwiek przyczepić (tak, nawet mnie 😉 ).

Grę dodaję do listy życzeń.

Simplex
Użytkownik

“zespolenie” a nie “zespolernie”, poprawiając literówkę sam zrobiłem inną. No i brak edycji postów…