Killzone 2 - recenzja

Killzone 2 - recenzja
06.02.2009 15:26
Killzone 2 - recenzja
marcindmjqtx
marcindmjqtx

Po 4 latach oczekiwań Sony musiało się zmierzyć nie tylko z pamiętnym renderem zaprezentowanym w 2005 na targach E3, ale również z ogromnymi wymaganiami fanów, którym chyba nawet trudniej sprostać. Mimo wszystko firma postanowiła, że Killzone 2 będzie wyznacznikiem jakości na PlayStation 3 i nie ma co ukrywać - dotrzymała słowa. Od dzisiaj każda strzelanka, wydawana na konsoli Sony, będzie porównywana do dzieła Guerrilla Games.

Niewątpliwie, jeśli chodzi o oprawę audiowizualną, to jest to najwyższa jakość, dostępna na konsolach obecnej generacji. Chwilami gracz czuje, że granica między rzeczywistością a grą wideo zatarła się, a widoczny na ekranie dym, naprawdę zasłania nam wzrok, powoli przedostaje się do gardła i już zaraz zaczniemy się nim krztusić. O ten poziom efektowności ociera się właśnie Killzone 2. To dużo, ale jednocześnie nie można, moim zdaniem, mówić tu o zupełnie nowej jakości w grach. Magiczne sztuczki czasem przykrywają bolesną prawdę - nie wszystko w tej grze jest wspaniałe i chociaż wiem, że część z Was nigdy nie zwróci na to uwagi, to jednak im szlachetniejszy kamień, tym bardziej widoczne są na nim rysy. A, jak już wspominałem w pierwszych wrażeniach, z całą pewnością mamy tu do czynienia z diamentem.

Co najbardziej kłuje w oczy? Spokojnie, nie ma powodów do skoków ciśnienia. Ze wszystkimi wielkimi produkcjami, które próbują wycisnąć ostatnie soki z konsoli jest tak, że pewne elementy są brzydsze po to, by inne mogły nas powalić na kolana. W przypadku Killzone 2 niedomagają niektóre tekstury oraz geometria poziomów i ilość znajdujących się w nich elementów. Pewne 'ale' można mieć również do animacji naszych kompanów, którzy nie poruszają się tak rewelacyjnie, jak sam Sev. Trochę dziwi fakt, że w scenach przerywnikowych wyglądają dużo bardziej naturalnie.

Jednak pomimo tych zarzutów, ekipie Guerilla Games należą się ukłony za to, co widzimy na ekranie przez zdecydowaną większość gry. Liczba efektów oraz świetne oświetlenie robi olbrzymie wrażenie, zwłaszcza że gra bez przeszkód utrzymuje płynność animacji. Dosłownie dwa razy zdarzyły nam się przycięcia, więc spokojnie można je pominąć. Inną sprawą jest fakt, że od początku deweloper mierzył 'jedynie' w rozdzielczość 720p oraz animację na poziomie 30 klatek. Trzeba również wspomnieć o milisekundowej czkawce podczas ładowania poziomów, która jednak nie stanowi większego problemu, bo przytrafia się w bezpiecznych miejscach. Natomiast brawa należą się deweloperowi za to, że udało mu się obejść się bez jakiejkolwiek instalacji gry na dysku, co przy wielkości niektórych poziomów, naprawdę robi wrażenie.

Wróćmy jednak do innych elementów Killzone 2, bo nie samą grafiką człowiek żyje i, aby produkt był całkowicie udany, to wymaga się od niego, by zaprezentował się bardzo dobrze również na innych płaszczyznach. Dla mnie ważnym elementem wszystkich gier jest fabuła i choć wiem, że strzelaniny to gatunek, gdzie jest ona zsuwana na dalszy plan, to jednak po takim tytule, jak Killzone 2 spodziewałem się zdecydowanie więcej. Gra jest bardzo filmowa i tego nie można jej odebrać. Od początku czujemy się, jakbyśmy brali udział w interaktywnym, dynamicznym filmie. Niestety nie idzie w parze za tym fabuła, która w pierwszej połowie gry nie istnieje i jest tylko bardzo kiepskim tłem do wyżynania Helghastów. Rewelacyjne intro rzuca nas na głęboką wodę, by zaraz potem okazało, że stoimy w brodziku.

Na szczęście z czasem rekompensują nam to dalsze etapy, które pozwalają zapomnieć o biednym początku. To jeden z tych tytułów, które warto przejść do końca, bo po zakończeniu mamy całkowicie inne wrażenie niż po kilku pierwszych godzinach obcowania z tytułem. Mimo wszystko fabularnie Killzone 2 wypada słabiutko na tle takiego Call of Duty 4, które pcha nas dalej nie tylko tempem, ale również różnorodnością akcji. Jedynie dwa momenty w Killzone 2 wzbudziły we mnie jakiekolwiek emocje. Z oczywistych względów nie mogę ich tutaj przytoczyć, ale powiem tylko, że ciężko mi zrozumieć, jak mając tak świetną otoczkę, genialne uniwersum oraz interesujących bohaterów z części pierwszej oraz Killzone: Liberation, można było nie wykorzystać tego potencjału.

Po zakończeniu trybu dla pojedynczego gracza odniosłem wrażenie, że jest to pięknie wyglądający pokaz możliwości PS3, któremu niewiele zabrakło, by był grą doskonałą. Guerrilla Games chyba jednak za bardzo skupiło się na grafice i udźwiękowieniu, a zapomniało, że tę grę powinno coś jeszcze uzupełniać. Dla mnie smaczki to za mało, bo choć zdążyłem pokochać niektóre bronie i te doskonałe animacje przeładowywania każdej z nich, to wciąż było za mało, bym parł na upartego do przodu. Możliwe, że moje zdanie zmieniłoby się, gdyby deweloper zdecydował się na wprowadzenie do kampanii trybu kooperacji, ale jeśli go nie ma, to czemu nie ma też zawiązania jakiejś więzi z naszym oddziałem.

Alfa Team to czterech żołnierzy wojsk ISA, a nie jeden tylko Sev. Natko, Garza i znany z wcześniejszych części Rico uzupełniają naszą drużynę do zadań specjalnych. Cóż z tego, skoro linii dialogowych między nimi jest naprawdę niewiele i trzeba bardzo chcieć, by uznać je za wystarczające do ich poznania. Tutaj znów ze względu na spoilery nie mogę wspomnieć o pewnym elemencie historii, który ma na nas robić wielkie wrażenie, a wydaje mi się, że po większości z Was spłynie jak woda po kaczce. Chyba nie tak sobie to zamierzyli twórcy, ale naprawdę, to nie jest wojna jednego żołnierza, o czym jeszcze się przekonacie.

Na szczęście deweloper dostępne środki poświęcił również na multiplayer, więc może po tych około 9 godzinach (na poziomie trudności normal), jakie spędzicie z kampanią dla pojedynczego gracza, nie będziecie chcieli odłożyć gry na półkę. Z powodu tego, że recenzujemy ten tytuł na 3 tygodnie przed premierą nie mogliśmy sprawdzić serwerów pod ich realnym obciążeniem, jakie nastąpi, gdy miliony posiadaczy PS3 rzuci się, by własnoręcznie go przetestować. W tym momencie mogę Was jedynie zapewnić, że rozgrywka sieciowa z bardzo interesującym trybem Warzone stoi na najwyższym możliwym poziomie, jeśli chodzi o wykonanie, a zróżnicowane klasy postaci z dodatkowymi (odblokowującymi się) umiejętnościami powinny przypaść do gustu fanom Call of Duty 4. Inną kwestią jest sam styl prowadzenia rozgrywki, który, choć bardzo realny, może już nie odpowiadać wszystkim. Bardzo długi czas potrzebny na pełen obrót bohatera, czy też bardzo duży odrzut przy strzelaniu z karabinu powodują, że gracze przyzwyczajeni do szybkiego wskakiwania w środek walki, robienia zadymy i uciekania mogą nie być zadowoleni. Tutaj zdecydowanie preferowane będzie bardziej taktyczne podejście. Mimo wszystko, kiedy już porzucicie nawyki znane z Call of Duty i zasiądziecie do Killzone 2 ze świeżym umysłem, to wierzcie mi, że gra dostarczy Wam tyle radości, co najlepsze mutliplayerowe strzelanki tej generacji. Oczywiście z uwzględnieniem, że pierwszego dnia serwery wytrzymają liczbę chętnych do sieciowego zabijania, ale wierzę, że tak właśnie będzie.

Siadając do drugiego Killzone'a chciałem, żeby był to ósmy cud świata. Dzieło Guerrilla Games z całym szacunkiem dla niego nie spełniło tych oczekiwań. Nie, to nie jest nowa jakość, której szukacie na konsolach. Jest to bardzo dobra produkcja, pokazująca jak powinny wyglądać strzelanki w pierwszej osobie na PlayStation 3, ale to za mało, by mówić o doskonałej grze. To bardziej test silnika i pokaz możliwości uzupełnionych o świetnie się zapowiadający multiplayer. Niestety do pełni szczęścia zabrakło trybu kooperacji i lepiej poprowadzonego scenariusza z większą różnorodnością w pierwszej części gry. Mam zatem nadzieję, że przy okazji Killzone 3 będę mógł z pełną świadomością użyć określenia 'najlepsza strzelanka tej generacji'. Na razie nie mam na to odwagi.

Warto również sprawdzić co do powiedzenia o Killzone 2 mieli Zooltar i Toread w najnowszym odcinku PolyTV.

Killzone 2 (PS3)

  • Gatunek: akcja
  • Kategoria wiekowa: od 18 lat
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)