Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaMario z Carson City

Carson City – małe, ciche, wręcz niepokojąco nijakie miasteczko w Nevadzie. Białe płotki, idealnie skoszone trawniki, perfekcyjne zachody słońca. To …

Carson City - małe, ciche, wręcz niepokojąco nijakie miasteczko w Nevadzie. Białe płotki, idealnie skoszone trawniki, perfekcyjne zachody słońca. To tutaj w latach dwudziestych zeszłego wieku dokonano pierwszej egzekucji w komorze gazowej.

Tak zaczyna się wprowadzenie do jednej z ciekawszych sztuk teatralnych, które dane było mi widzieć w tym roku. Carson City należy obejrzeć, bo to zarówno świetne aktorstwo - pełne niedopowiedzeń, symboliki i doskonałego wykorzystania rekwizytów.To również świetnie zbudowane sceny pełne napięcia i dramatyzmu, a do tego wszystkiego  kalejdoskop ludzkich żyć i postaci powiązanych ze sobą w przedziwny sposób.

Mieszkańcy Carson są podskórnie zarażeni śmiercią, przerasta ich ona od wewnątrz. Katastrofa ciągle wisi tu w powietrzu. Mimo pozornego spokoju wydaje się że ciągle tyka tu jakaś bomba, że to spokojne miasteczko musi zaraz oszaleć. Pojawia się obcy bez nazwiska i bez pamięci, działa jak katalizator, przyspiesza reakcję. Ginie syn jednej z szanowanych obywatelek, mały bezbronny chłopiec, nikt nie reaguje, stopniowo dziwna determinacja ogarnia całe miasteczko: Stevena - dziennikarza lokalnej gazety, który ciągle próbuje się uporać z dziecięcymi wizjami uprowadzenia przez UFO, Jennifer zbyt przykładną córką i siostrą sparaliżowanej Alby, Benigno - opiekujący się nią pielęgniarz, Annę piękną i młodą żonę Edwarda, który jako lekarz zbyt często wyjeżdża w delegacje oraz Virginię - matkę zabitego chłopca, która w odwecie za śmierć dziecka zaczyna strzelać do bezbronnych mieszkańców miasteczka.

Carson City

Brzmi ciekawie? Pewnie że tak. Ale dlaczego piszemy o tym na serwisie o grach wideo? Obejrzyjcie tylko ten fragment spektaklu.

Nie wygląda to Wam znajomo? Mario znalazł się we współczesnej sztuce polskiej. Jak do tego doszło? Postanowiliśmy zapytać o to twórców.

„Gra komputerowa a konkretnie bohater naszej młodości "Mario" pojawił się w momencie kiedy staraliśmy się zbudować wyrazistą i komunikatywną metaforę wewnętrznego świata Benignio.” - mówi nam Wojtek Faruga, współautor scenariusza i reżyser. Bohatera wybrano nieprzypadkowo - gra musiała powstać mniej więcej w okresie, w którym toczy się akcja sztuki, zaś jej główny bohater musiał być powszechnie rozpoznawalny.

Wspomniany już Benigno nie jest w pełni sprawny umysłowo i nie do końca rozróżnia rzeczywistość od świata fantazji. Pracuje jako pielęgniarz w prowincjonalnym szpitalu i opiekuje się chorymi.  „Interesującym sposobem na próbę zapisania tego, wydało mi się mieszanie się w jego głowie dwóch płaszczyzn - tej realnej i tej wytworzonej przez świat Mario. Benigno opisuje świat, który go otacza wydarzeniami z Mario poplątanymi z wydarzeniami, które go spotkały, kiedy szedł do pracy. Po prostu przelewa te dwie rzeczywistości przez siebie nawzajem, przez co tworzy swoją własną. To także sposób na pozytywne patrzenie na świat, który go nie rozpieszcza.” - tłumaczy nam Przemysław Kazusek - współautor scenariusza. I faktycznie - aby łatwiej wyjaśnić sobie otaczającą rzeczywistość Begninio staje się Mario. Skacze na żółwie, zbiera monety, wskakuje do rur. Każda czynność i zachowanie ma jakieś przełożenie na świat gry, co dodatkowo zobrazowane jest podłożeniem odpowiedniego dźwięku. Cel jest jeden - wyzwolić Princess Peach - sparaliżowaną dziewczynę, którą się opiekuje.

Carson City

Nie wiesz, co to grywalizacja? Sprawdź

Pojawienie się postaci z gry w sztuce to nie wszystko. Poza tym mamy też idealnie zobrazowaną grywalizację. Jak już wspomniałem, Princes Peach dla Benigno to dziewczyna - roślina, wegetująca w prowincjonalnym szpitalu.  Lekarze nie radzą sobie z postępującą infekcją i systematycznie odcinają jej kończyny. Kawałek po kawałku. W trakcie swoich obowiązków nasz bohater za każdą czynność przyznaje sobie punkty, zupełnie jak w grze. „Benigno stara się sprowadzić świat do wymiaru gry komputerowej i rządzących nią zasad. Wszystko jest tu proste, każde działanie jest jednoznaczne: kończy się albo porażką albo sukcesem. Beningno wykonywane codziennie czynności rozumie poprzez  utożsamienie ich ze światem gry komputerowej: zawartość zmienianej Alby pieluch to bonus, każdy punkt dziennego programu to kolejny poziom rozgrywki -  level, bakterie i grzyby wywołujący u Alby infekcje to złe stworzenia które próbują przeszkodzić w dojściu do upragnionego celu: uwolnienia księżniczki.” - wyjaśnia nam swój pomysł Faruga.  Czy mu się to udaje? Tak. Begnigno rozumie więcej niż nam się wydaje. „Podaje Albie śmiertelną dawkę tabletek nasennych, wierząc że w ten sposób uwalnia ją z jej umęczonego chorobą ciała tak jak Mario uwalnia porwaną księżniczkę Peach.” - kończy opowieść o Carson City jej reżyser. Mocne, prawda? A to tylko wycinek tej sztuki, mówiący o grach. Jest tam tego znacznie więcej.

Zaintrygowani? Mam nadzieję. Ja ze swej strony serdecznie polecam i rekomenduje każdemu obejrzenie Carson City. Najbliższy pokaz 15 kwietnia w Teatrze Praga w Warszawie.

Piotr Gnyp

Facebook Twitter Google Wykop

Carson City – małe, ciche, wręcz niepokojąco nijakie miasteczko w Nevadzie. Białe płotki, idealnie skoszone trawniki, perfekcyjne zachody słońca. To tutaj w latach dwudziestych zeszłego wieku dokonano pierwszej egzekucji w komorze gazowej.

Tak zaczyna się wprowadzenie do jednej z ciekawszych sztuk teatralnych, które dane było mi widzieć w tym roku. Carson City należy obejrzeć, bo to zarówno świetne aktorstwo – pełne niedopowiedzeń, symboliki i doskonałego wykorzystania rekwizytów.To również świetnie zbudowane sceny pełne napięcia i dramatyzmu, a do tego wszystkiego  kalejdoskop ludzkich żyć i postaci powiązanych ze sobą w przedziwny sposób.

Mieszkańcy Carson są podskórnie zarażeni śmiercią, przerasta ich ona od wewnątrz. Katastrofa ciągle wisi tu w powietrzu. Mimo pozornego spokoju wydaje się że ciągle tyka tu jakaś bomba, że to spokojne miasteczko musi zaraz oszaleć. Pojawia się obcy bez nazwiska i bez pamięci, działa jak katalizator, przyspiesza reakcję. Ginie syn jednej z szanowanych obywatelek, mały bezbronny chłopiec, nikt nie reaguje, stopniowo dziwna determinacja ogarnia całe miasteczko: Stevena – dziennikarza lokalnej gazety, który ciągle próbuje się uporać z dziecięcymi wizjami uprowadzenia przez UFO, Jennifer zbyt przykładną córką i siostrą sparaliżowanej Alby, Benigno – opiekujący się nią pielęgniarz, Annę piękną i młodą żonę Edwarda, który jako lekarz zbyt często wyjeżdża w delegacje oraz Virginię – matkę zabitego chłopca, która w odwecie za śmierć dziecka zaczyna strzelać do bezbronnych mieszkańców miasteczka.

Carson City

Brzmi ciekawie? Pewnie że tak. Ale dlaczego piszemy o tym na serwisie o grach wideo? Obejrzyjcie tylko ten fragment spektaklu.

Nie wygląda to Wam znajomo? Mario znalazł się we współczesnej sztuce polskiej. Jak do tego doszło? Postanowiliśmy zapytać o to twórców.

„Gra komputerowa a konkretnie bohater naszej młodości “Mario” pojawił się w momencie kiedy staraliśmy się zbudować wyrazistą i komunikatywną metaforę wewnętrznego świata Benignio.” – mówi nam Wojtek Faruga, współautor scenariusza i reżyser. Bohatera wybrano nieprzypadkowo – gra musiała powstać mniej więcej w okresie, w którym toczy się akcja sztuki, zaś jej główny bohater musiał być powszechnie rozpoznawalny.

Wspomniany już Benigno nie jest w pełni sprawny umysłowo i nie do końca rozróżnia rzeczywistość od świata fantazji. Pracuje jako pielęgniarz w prowincjonalnym szpitalu i opiekuje się chorymi.  „Interesującym sposobem na próbę zapisania tego, wydało mi się mieszanie się w jego głowie dwóch płaszczyzn – tej realnej i tej wytworzonej przez świat Mario. Benigno opisuje świat, który go otacza wydarzeniami z Mario poplątanymi z wydarzeniami, które go spotkały, kiedy szedł do pracy. Po prostu przelewa te dwie rzeczywistości przez siebie nawzajem, przez co tworzy swoją własną. To także sposób na pozytywne patrzenie na świat, który go nie rozpieszcza.” – tłumaczy nam Przemysław Kazusek – współautor scenariusza. I faktycznie – aby łatwiej wyjaśnić sobie otaczającą rzeczywistość Begninio staje się Mario. Skacze na żółwie, zbiera monety, wskakuje do rur. Każda czynność i zachowanie ma jakieś przełożenie na świat gry, co dodatkowo zobrazowane jest podłożeniem odpowiedniego dźwięku. Cel jest jeden – wyzwolić Princess Peach – sparaliżowaną dziewczynę, którą się opiekuje.

Carson City

Nie wiesz, co to grywalizacja? Sprawdź

Pojawienie się postaci z gry w sztuce to nie wszystko. Poza tym mamy też idealnie zobrazowaną grywalizację. Jak już wspomniałem, Princes Peach dla Benigno to dziewczyna – roślina, wegetująca w prowincjonalnym szpitalu.  Lekarze nie radzą sobie z postępującą infekcją i systematycznie odcinają jej kończyny. Kawałek po kawałku. W trakcie swoich obowiązków nasz bohater za każdą czynność przyznaje sobie punkty, zupełnie jak w grze. „Benigno stara się sprowadzić świat do wymiaru gry komputerowej i rządzących nią zasad. Wszystko jest tu proste, każde działanie jest jednoznaczne: kończy się albo porażką albo sukcesem. Beningno wykonywane codziennie czynności rozumie poprzez  utożsamienie ich ze światem gry komputerowej: zawartość zmienianej Alby pieluch to bonus, każdy punkt dziennego programu to kolejny poziom rozgrywki –  level, bakterie i grzyby wywołujący u Alby infekcje to złe stworzenia które próbują przeszkodzić w dojściu do upragnionego celu: uwolnienia księżniczki.” – wyjaśnia nam swój pomysł Faruga.  Czy mu się to udaje? Tak. Begnigno rozumie więcej niż nam się wydaje. „Podaje Albie śmiertelną dawkę tabletek nasennych, wierząc że w ten sposób uwalnia ją z jej umęczonego chorobą ciała tak jak Mario uwalnia porwaną księżniczkę Peach.” – kończy opowieść o Carson City jej reżyser. Mocne, prawda? A to tylko wycinek tej sztuki, mówiący o grach. Jest tam tego znacznie więcej.

Zaintrygowani? Mam nadzieję. Ja ze swej strony serdecznie polecam i rekomenduje każdemu obejrzenie Carson City. Najbliższy pokaz 15 kwietnia w Teatrze Praga w Warszawie.

Piotr Gnyp

Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
  Subskrybuj  
Powiadom o