Tak zaczyna się MachiaVillain, czyli symulator Najgorszego Sąsiada Roku. Zanim przejdziemy do mapy, musimy jeszcze dokonać najważniejszego wyboru w całej grze – kto będzie nam służył. Kompletujemy ekipę trzech potworów z dostępnych pięciu i należy być bardzo uważnym, ponieważ zostaniemy z nimi na dłużej. Warto więc wybrać miniony o zróżnicowanych umiejętnościach, żeby każdy miał co robić w naszym przybytku zła. Na początku są to zazwyczaj mumie, szkielety i psychopaci, ale w trakcie rozgrywki istnieje możliwość odblokowania kolejnych ras.I tak lądujemy przy drodze z trzema potworami. Wokół pusto i cicho, odrobinę ponuro. Samouczek instruuje nas, jak się poruszać i przypisywać prace do poszczególnych postaci. Nowy władca ciemności potrzebuje na starcie praktycznie wszystkiego – na szczęście, Liga Złoczyńców dała nam zapas jedzenia i złota na dobry start. Zapędzamy zatem swe sługi do ścinania pobliskich drzew, spośród których co drugie podejrzanie porusza gałęziami.Praca wre w dość nieprzyjaznych i, niestety, nudnych okolicznościach przyrody. Mapy są maksymalnie uproszczone i ubogie w jakiekolwiek przyciągające oko szczegóły. Wiadomo, eksploracja nie jest tutaj najważniejsza, ale nieco większa liczba detali byłaby mile widziana.Nieco lepiej prezentują się wnętrza – sprzęty i meble są rysowane komiksową kreską, chociaż nie zawsze wiadomo, które są potrzebne, a które pełnią funkcję kosmetyczną. Tak jest np. ze stołami i krzesłami w kuchni, z których moje potwory nie skorzystały ani razu. Opis nie zawsze jest jasny i zdarza się, że wydamy cenne surowce na kompletnie niepotrzebną rzecz.Budujemy zatem sypialnię – w której najpierw wrzucamy sienniki, ale potem można zapewnić naszym potworom sen w iście królewskich warunkach – potem kuchnię, pokój gościnny i jedno z najważniejszych pomieszczeń, bez którego cała rozgrywka nie poszłaby do przodu, czyli Home Office.W tym, co będziemy w nim robić, zawiera się clue tej produkcji. Bo tak naprawdę zbudowanie rezydencji i zarządzanie podopiecznymi nie zapewni nam poważania w Lidze. Przecież podobnie czynią zwykli śmiertelnicy. Naszym celem jest rozesłanie do losowych ludzi typowego spamu. Gratulujemy, wygrałeś nagrodę w konkursie. Musisz przyjść na wskazany adres, by ją odebrać. W naszym hotelu oferujemy wspaniałe warunki bytowe dla każdego spragnionego spokoju wielbiciela gier. Pokój z widokiem na park w atrakcyjnej cenie! I tak dalej...Okazuje się, że zawsze znajdzie się naiwniak, który nabierze się na podobne bajki. Specjalnie dla niego budujemy pokój gościnny, w którym ustawiamy typowe meble – telewizor, biblioteczkę, lampkę. Kiedy tylko listy zostaną wysłane, mamy kilka minut, zanim goście się pojawią.A jak już niepewnie przekroczą progi przybytku, wypuszczamy na nich ukryte w korytarzu potwory i przyglądamy się wesołej rzezi. Walka zazwyczaj trwa kilka chwil, ale jeśli któryś z gości umknie, oznacza to nie lada kłopoty. W grze istnieje wskaźnik podejrzliwości sąsiadów i tego typu operacje muszą być przeprowadzone w pełnej konspiracji.Pomysł jest zacny i pierwsze kilkanaście razy sprawia frajdę. Tyle że to wszystko. Nic więcej nie robimy. Twórcy MachiaVillain nie pokusili się o dodanie do tego fabuły czy misji różnicujących rozgrywkę. Prestiż w Lidze wzrasta co pięć, dziesięć, dwadzieścia ofiar na koncie – i tak w nieskończoność.Wiadomo już, że potwory pełnią tutaj niebagatelną rolę. Nie są tylko budowniczymi – to nasze być albo nie być, ponieważ jeśli wszystkie zginą, gra się kończy. Na szczęście, SI daje radę i potworki ładnie odnajdują drogę. Podoba mi się zwłaszcza jak potrafią zakrzątać się wokół miejsca mordu. Dwa chwytają za miotły, dwa ciągną ciała do kuchni, by tam poćwiartować i ew. obrobić w piecu (wtedy żywność wolniej się psuje). Kolejny zabiera wszystkie cenne przedmioty i zanosi do skrzyni. Raz-dwa i pokój gościnny wygląda z powrotem niewinnie, skąpany tylko w blasku telewizora.Doceniam ten burtonowski czarny humor i kreskę, która wygląda jak żywcem wzięta z Don't Starve. Porównanie do dzieła Klei Entertainment tylko wychodzi grze na dobre. Jednocześnie, potworki potrafią być rozczulające, zwłaszcza gdy, desygnowane do konkretnej czynności, przywdziewają ubrania robocze. I tak najlepszy jest szkielet odpowiedzialny za rozsyłanie listów – co jakiś czas opuszcza posiadłość na swoim rozklekotanym rowerku, obładowany kopertami. W takich momentach lubiłam tę grę - kiedy poczucie humoru twórców przebijało się przez warstwę nudy i powtarzalnych czynności.Ale niestety, jest zbyt skromnie, a jednocześnie – czas gry potrzebny do odblokowania niektórych opcji jest zbyt wydłużony. Rozgrywka toczy się w iście żółwim tempie. Nawet ustawienie maksymalnej prędkości niewiele daje.Co gorsza, liczne bugi i uboga pomoc często uniemożliwiają rozgrywkę. Ja mam za sobą cztery podejścia.