Król na bezdrożach może być tylko jeden - SnowRunner

Król na bezdrożach może być tylko jeden - SnowRunner
03.05.2020 09:52
archigame
archigame

Na mapie szukam najlepszej trasy, dobieram wyposażenie, rozkładam odpowiednio ciężar ładunku - i ruszam w drogę. To nie opis Death Stranding, a gry o ciężarówkach – SnowRunner.

Bardzo możliwe, że niejedno z Was pewnie prychnęło pod nosem, czytając wstęp. Jak można porównywać jedną z najlepszych gier zeszłego roku, w wielu kręgach uznawaną za dzieło gatunku, do niszowej produkcji o prowadzeniu samochodów ciężarowych? Otóż moi drodzy, w obu produkcjach spędziłem wiele godzin i powiem jedno. Ich główny motyw jest ten sam. To podróż i przygotowania do niej. W obu przypadkach ta pozornie nieskomplikowana czynność jest po prostu szalenie relaksująca i satysfakcjonująca. Ale po kolei.

Tiry na tory – zapomnij

SnowRunner jest przedstawicielem offroadowych symulatorów i jest bezpośrednim potomkiem  MadRunnera i Spintires. Zasady są proste jak trasa z Katowic do Sosnowca. Za pomocą różnych ciężarówek, ciągników siodłowych i pojazdów specjalistycznych mamy dostarczyć w konkretne miejsce odpowiednią liczbą towarów.

327383461214376761

Jako kierowca i właściciel firmy transportowej, przyjdzie nam pracować w trzech zróżnicowanych lokalizacjach, podzielonych na łącznie jedenaście mniejszych map. Odwiedzimy bezdroża w amerykańskich stanach Michigan i Alaska oraz rosyjskiej Tajmyrze. Każde z nich oferuje odmienne „biomy”, przy czym krajobrazu Michigan to tak naprawdę przedsmak, przed dużo trudniejszymi pozostałymi dwoma.

Świat idealny – wacha za darmo

Podobnie jak w Death Stranding główną mechaniką gry jest przemieszczanie się z punktu w punkt, po znalezionych trasach i przygotowaniu do drogi. Oraz oczywiście jej pokonanie. Szkoda, że zadania do wykonania są jedynie pretekstem do pokonywania kolejnych kilometrów. Misje nie łączą się fabularnie, i niby są tam zawarte jakieś ludzkie losy, to nie mają żadnego znaczenia. Osobiście, nie przeszkadza mi brak fabuły np. w grach wyścigowych, ale akurat tutaj można by tę rozgrywkę jakoś urozmaicić. Np. przemycić skromną historię rodziny naszego alter ego, jak to jest sprzedane w jednym ze zwiastunów. A tutaj nic.

SnowRunner - United We Drive Trailer

Najważniejszym elementem briefingu przed rozpoczęciem zadania jest jedynie punkt, w który należy dotrzeć oraz liczba elementów, jakie trzeba przewieźć. To jak tego dokonamy to już nasza sprawa. Możemy zabrać się „na raz”, ładując naczepę i przyczepę towarem pod korek, a możemy też trasę pokonać szybciej, ale z mniejszym ładunkiem. Nie ma to znaczenia i w żaden sposób nie jesteśmy punktowani za styl, w jakim pokonaliśmy trasę.

327383461214769977

Za dostarczony ładunek otrzymujemy punkty kierowcy umożliwiające zakup coraz lepszych rzeczy w sklepie oraz pieniądze, które następnie możemy wydać na kolejne pojazdy oraz wyposażenie przydatne do pokonywania coraz trudniejszych tras. Jeżeli ktoś z was liczył na, choć mały element gry ekonomicznej, w której można zarządzać małą firmą transportową, to srogo się zawiedzie. Pieniądze wydajemy jedyne na wspomniane zakupy. Mało tego, nawet uzupełniana w czasie gry benzyna czy opcja holowania nic nas nie kosztują. To zgrzyt, bo z jednej strony mamy wymagający symulator, a z drugiej strony odbiera się nam bardzo ważny element ich pracy, czyli ekonomiczne szacowanie wydatków związanych z jazdą. Myślę, że optymalnym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie, chociaż skromnej ekonomii, na zasadzie opcji.

Ciekawym elementem jest za to wątek eksploracji. Po dotarciu do kolejnej mapy jest ona w większości zamazana na czarno i możemy w trakcie jazdy kierować się instynktem w drodze do celu. Innym rozwiązaniem jest przesiadka do jednego z kilku samochodów terenowych, którymi możemy objechać najpierw mapę i po odblokowywać wieże obserwacyjne, które odsłaniają duży obszar mapy. Dokładnie tak jak w grach Ubisoftu.

Na trasie poza drogami, wieżami, garażami oraz miejscami, z których należy pobrać i dostarczyć materiały są również znajdźki, czyli pojazdy i wyposażenie, które można zabrać, by nimi jeździć bądź sprzedać. Wybór strategii naturalnie należy do Was. Na każdej mapie takich wież jest tylko kilka, więc samo ich odblokowywanie się nie nudzi tak szybko jak w większych grach.

Pojazdy i jazda

Najwięcej czasu poświęcimy na jeździe i to jest zdecydowanie najprzyjemniejszy fragment gry. Dostępnych jest około czterdziestu modeli, które dzielą się na wiele kategorii. Są małe pickupy, samochody terenowe, ciężarówki z naczepami, pojazdy specjalistyczne (czyli samochody ciężarowe, ale np. z zamontowanym dźwigiem) oraz ciągniki siodłowe mogące ciągnąć największe gabaryty. Część z tych potworów szos to oficjalne modele znanych marek, a część to pojazdy inspirowane istniejącymi pojazdami. Absolutnie wszystkie wyglądają pięknie, niezależnie czy oglądane z zewnątrz, czy z szoferki.

Każdy pojazd prowadzi się także zupełnie inaczej. Wpływ na jazdę ma rozstaw osi, ciężar, szerokość kół, środek ciężkości i wiele innych. A to tylko te elementy, na które nie mamy wpływu, ponieważ każdy z pojazdów można rozbudować np. o napęd na wszystkie osie albo blokadę dyferencjału. Co znacząco zmienia właściwości jezdne. Przed wyruszeniem w drogę trzeba też dobrać odpowiednie opony, założyć łańcuchy bądź zamontować snorkell, jeżeli spodziewamy się przejazdu przez wodę.

327383461215228729

Ale dobre przygotowanie do trasy to tak naprawdę początek, ponieważ ważna jest sama technika jazdy i wykorzystywanie posiadanego sprzętu. Gra dysponuje naprawdę zaawansowaną fizyką zachowania pojazdów, a na szczególną pochwałę zasługuje fizyka błota, w którym można ugrzęznąć w kilka chwil nieumiejętnego kierowania. Kluczową umiejętnością jest również odpowiednie używanie skrzyni biegów, którą w podstawowej wersji ma kilka trzy przyłożenia, a można ją też rozwijać. Każdy z pojazdów jest też wyposażony w wyciągarkę, której można użyć do wydostania się z najgorszego zakopania. Problem polega na tym, że nie zawsze hak jesteśmy w stanie zaczepić. A bywa, że ciężar pojazdu przeważa np. drzewo i zostaje ono wyrwane. Tutaj uwaga, gra nie należy do najprostszych i choć posiada zaawansowany system samouczka, to jednak wiele zależy od praktyki. Klasyczny „easy to learn, hard to master”.

327383461215359801_0
327383461215359801_1
327383461215359801_2

Warto zaznaczyć, że to całe operowanie biegami, wyciągarką i kierownicą jest tak samo wygodne na klawiaturze (testowana była wersja na PC), jak i na padzie. Kierownicą i skrzynią biegów nie dysponowałem, ale myślę, że skoro na podstawowych kontrolerach gra dawała ogromną radochę, to bardziej wyspecjalizowany sprzęt jedynie to uczucie spotęguje.

Satysfakcja czy monotonia

I właśnie na tym polega cały urok. Na szybkim pokonaniu trasy, która jeszcze parę godzin temu wydawała się zupełnie nieprzejezdna. Dzięki zakupom kolejnych części, odpowiedniemu doborowi wyposażenia, pokonanie nieprzebytej trasy daje ogromną satysfakcję porównywalną z pokonaniem bossa w niejednej grze akcji. Osobiście najbardziej zapamiętałem przejazd jedną z pierwszych ciężarówek przez wzgórze w lesie z podpiętą cysterną. Jedno to zadanie zajęło mi co najmniej półtora godziny, a czułem się dokładnie tak samo, gdy pierwszy raz pokonałem pieszo góry w Death Stranding. Mówiąc wprost, jazda w SnowRunner jest po prostu satysfakcjonująca.

327383461215621945

Radość z pokonywania tras jest potęgowana przez po prostu obłędne widoki i grę świateł. Praktycznie wszystko, co widać w grze, można by przenieść na pocztówki i posyłać świat. Smugi światła między koronami drzew, błoto oblepiające karoserię, opony boksujące w błocie i śniegu. Nie spodziewałem się takiego poziomu grafiki w takim niszowym tytule. Zdecydowany plus.

327383461215753017

Łyżką dziegciu w tym graficznym torcie jest fakt, że świat gry jest zupełnie wymarły. Po ulicach nie jeżdżą inne pojazdy, po chodnika miasteczek nie spacerują ludzie, a w gąszczach lasów nie dojrzymy zwierząt. No, może poza cieniem przelatujących gęsi. Jadąc „po trasie”, to nie kłuje w oczy aż tak bardzo, ale gdy się wjedzie do miasteczka, to już potrafi przeszkadzać.

Do zobaczenia na trasie

Gdy piszę te słowa mam za sobą kilkanaście godzin spędzonych w SnowRunnerze, a w słuchawkach gra mi kawałek „Don't Let Me Go”, który budował klimat jednego ze zwiastunów gry. Sytuacja na świecie, jaka jest, każdy wie. Tym bardziej praca kierowcy ciężarówki wydaje się być bohaterstwem. Bohaterstwem, którego dzięki tej grze możemy doświadczyć. Gdy po kilkudziesięciu minutach jazdy, w końcu udaje się dojechać do zasypanego w górach obozu z towarem,to można poczuć się jak największych heros Marvela czy DC.

SnowRunner zabierze Wam mnóstwo czasu, ale nagrodzi za to satysfakcją. Jeśli kręcił was trzeci rozdział Death Stranding, ale jednocześnie nie liczycie na fabularną czy ekonomiczną głębię, to w chwili obecnej nie znajdziecie lepszego tytułu.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (2)