Klątwa urodzaju, czyli po co komu recenzje
W świecie, gdzie nie mamy czasu na rozwój niekoniecznie-kulturalny panuje zamęt i chaos. Na szczęście z pomocą przychodzą niestrudzeni bohaterzy pracujący w cieniu. Spora część z nich mało kogo obchodzi. Głównym założeniem pracy recenzenta gier jest przedstawienie i ocenienie utworu, żeby Jasiowi Kowalskiemu kupowało się łatwiej. Jan zawsze może sprawdzić numerek na Metacriticu, ale robi to niechętnie, gdy przychodzi mieć do czynienia z mieszanymi recenzjami. Jak komentarze na Steamie przejrzy to spotka: "hehe fajne 10/10". Do niedawna Jaś mógł sam sprawdzić nowe tytuły za pomocą wersji demonstracyjnych, ale kiedy prawie cały game dev zrezygnował z nich pozostało obejrzenie gameplayu na np., serwisie YouTube, ewentualne otwarte beta testy (raczej przy sieciówkach) i znowu wstające na nogi piractwo.