…która jest (spokojnie, tu nie będzie spoilerów fabularnych, ale garść luźnych uwag) podawana w niekorzystny - moim zdaniem - sposób. Posiadając elementarną wiedzę z zakresu tego uniwersum, niejednokrotnie nie nadążałem z natłokiem informacji, jakie serwowała mi gra. Z jednej strony gra stara się wszystko tłumaczyć, urządzając nam na każdym kroku długie "wykłady", z drugiej zaś - natłok informacji nie sprawia, że wiemy więcej. Po prostu zaczynamy się gubić.
Wszyscy ci, którzy będą grać w Horizon Forbidden West bez znajomości Horizon Zero Dawn, Horizon Zero Dawn: The Frozen Wilds, mogą mieć problemy ze zrozumieniem tej specyficznej wizji świata. Kolejnym minusem takiego nadgorliwego pilnowania, czy gracz nadąża, jest to, że wykreowany świat pozbawiony jest "tajemnicy". Moim zdaniem, to był atut poprzedniej części - jako gracz, wtedy, otrzymałem niepowtarzalną szansę, by pewne rzeczy uzupełniła moja wyobraźnia. I to było super! Tu tego czynnika jest tak jakby mniej. Po co mam wytężać umysł, popuszczać wodze fantazji, skoro gra permanentnie mi wszystko wyjaśnia? A to właśnie jeden z tych czynników, który działa podświadomie i jeden z tych czynników, który tworzy "chemię" między graczem, a produkcją. Nie czuję tej chemii tak intensywnie, jak miało to miejsce w przypadku Horizon Zero Dawn.