W mechanice i archaicznej konstrukcji świata. Nie bez powodu wspomniałem o Larze Croft. Tomb Raider z 2013 wywrócił serię do góry nogami. Deweloper resetując historię Lary, zresetował też podstawy rozgrywki, tworząc wszystko od zera. Z uwzględnieniem panujących trendów, konkurencji i autorskich pomysłów. Hitman to natomiast fabularny reboot z mechaniką, konstrukcją świata (i grafiką, ale o tym później) rodem sprzed 10 lat. To tak, jakby Tomb Raider z 2013 roku był zbudowany na szkielecie Tomb Raider Underworld... Z topornym sterowaniem, pokraczną animacją, niedzisiejszą oprawą. Nowy Hitman taki właśnie jest. Nowy "na pół gwizdka", posiadający bardzo wiele starych, żeby nie powiedzieć przestarzałych, cech serii.Najgorsi są durni przeciwnicy. Nie widzą nas w lustrze, nie dziwi ich fakt, że wchodzimy przez okno do łazienki. Albo że znika z niej bardzo ważna szycha (zwłoki są w szafie), a my spacerkiem wychodzimy sobie z toalety na korytarz, mijając stojącego pod drzwiami ochroniarza. Mają też strasznie krótką pamięć i talent do ignorowania całkiem jasnych sygnałów, że coś jest tu nie tak. Zamiast tego jak dzieci podążają za brzdękiem rzucanych monet. Wszyscy, nawet oligarchowie i nieprzyzwoicie wręcz bogaci mafiosi. Nie tego spodziewałem się po pierwszym Hitmanie na konsole nowej generacji. Hitmanie, czyli grze, która niejako zdefiniowała ten gatunek.Nowy Hitman nie wnosi nic nowego do formuły skradanek, eksploatując mechanizmy ze swoich poprzedników. Przylegamy do ścian, przebieramy się, zrzucamy na głowy naszych celów elementy otoczenia, pozorując nieszczęśliwe wypadki, zatruwamy im jedzenie i drinki. Wszystko to jest jednak strasznie toporne. Zrzucona tuż obok naszego celu szalupa ratunkowa nie robi na nim wrażenia. Dosypana do drinka na oczach klienta trutka na szczury też jest ignorowana przez głównego zainteresowanego. Podobnie jak fakt, że w stroju ochroniarza łazimy za nim krok w krok, choć facet pierwszy raz widzi nas na oczy. W Hitmanie rozczarowujące jest to, że czasem aż chciałoby się pokombinować, ale właściwie nie ma takiej potrzeby, a często też możliwości.