Fight Night Round 4 - recenzja
Gra Bycie fanem boksu nie jest łatwym kawałkiem chleba. Od czasu Fight Night Round 3 sport ten miał jedynie dwóch, dość kiepskich reprezentantów - Don King Presents: Prizefighter oraz FaceBreakera. Możliwe, że przez małą popularność tegoż sportu dawny król tak długo trwał na tronie. Na szczęście Electronic Arts w końcu poszło za ciosem i postanowiło uderzyć graczy lewym sierpowym. Fight Night Round 4 nie skupia się na najnowszych gwiazdach, a raczej na postaciach już legendarnych, tych, które weszły do świadomości ludzi nawet nieprzyglądających się temu sportowi. W końcu któż nie wie, kim jest Muhammed Ali, czy Mike Tyson. Może boks stracił na popularności na rzecz sportów MMA, ale Fight Night Round 4 bynajmniej nie poddaje się temu trendowi. Gracz Czy to wymaga w ogóle jakiegoś komentarza? Przede wszystkim dla fanów boksu wszelkiej maści, którzy raczej nie są rozpieszczani przez duży wybór gier zajmujących się symulacją tego sportu. Co jednak ważne to fakt, że rozgrywka (o tejże poniżej) jest w miarę zrozumiała od pierwszej chwili z Fight Night Round 4, więc możecie to również traktować, jako tytuł rozrywkowy, gdy wpadną kumple. Bo przecież nic tak nie bawi, jak wzajemne obijanie się po twarzach.