Fast Racing NEO - recenzja. Duchowy spadkobierca F-Zero i WipEouta

Strona głównaFast Racing NEO - recenzja. Duchowy spadkobierca F-Zero i WipEouta
22.12.2015 09:35
Fast Racing NEO - recenzja. Duchowy spadkobierca F-Zero i WipEouta
Paweł Olszewski
Paweł Olszewski

Choć to całkiem zrozumiałe, robi mi się szkoda na myśl o wszystkich nieświadomych tej premiery graczach. Bo na Wii U zza cyfrowego winkla wychylił się duchowy spadkobierca dwóch uśpionych futurystycznych ścigałek złotych lat gamingu: F-Zero oraz WipEouta.Ideę Fast Racing łyka się niczym poranną kawę. Dziesięć bolidów naszkicowanych na marginesie zeszytu projektanta Wipeouta; powykręcane, naginające grawitację trasy i trzy okrążenia, by odstawić konkurencję. Do kąta odeszły bronie rodem z Mario Kart, NEO dosypało do mikstury własne przyprawy. Na torze wyróżniają się jaskrawe elementy: rażąco pomarańczowe lub neonowo niebieskie pasy, okręgi czy punkty. Jasne, to po prostu dopalacze, widać z daleka. Jednak by Twój pojazd z nich skorzystał, osiągając na chwilę prędkość rodem z klasyki kina science-fiction, musi mieć dopasowaną fazę (polszczyzna wspaniale wzbogaca ten termin), czyli barwę. Zmianę umożliwia jeden przycisk, ale wykucie mapki wszystkich przyspieszaczy oraz rytmu przełączania faz (fazowania?) Twojego bolidu to już spore wyzwanie.

Zwłaszcza przy tutejszych prędkościach. Fast Racing w rzeczy samej jest bardzo, diabelsko, a może nawet demonicznie szybki. To wyniki, które dotąd osiągaliśmy bodaj tylko w wipeoutowskim trybie Zone. Rozrzucone po trasie kuleczki energii umożliwiają dopalanie według uznania za pomocą prawego triggera, najlepiej pomiędzy okazjami sponsorowanymi przez twórców. Wykręcenie niemal całego okrążenia przy fantastycznym rozmyciu ekranu, na granicy prędkości dźwięku, wyszczerzy niejedne zęby.

Ale NEO rzadko pozwala na tak ekstrawaganckie wyczyny. Szybko pojawiają się trasy, na których minimalna pomyłka rozsadzi Twój pojazd. Futurystyczne miasto co chwila wymusza gigantyczne hopki z wąskim paskiem trasy po drugiej stronie, pustynia - wielkie zakręty bez band hamujących przed wygrzmoceniem w samotną skałę, dalej spadać będą meteoryty, lawiny czy inne atrakcje z filmów katastroficznych. Kontakt z jakimkolwiek obiektem kończy się fatalnie, a punkty odrodzenia pojazdu, niestety, są tak nieprzychylne, iż przekreślają szansę na sukces. To spory problem, bowiem po kilku godzinach grania zrozumiałem, że najlepsze przejazdy zapewniło mi przypadkowe szczęście, a nie moje umiejętności.

Krótko o trasach. Jest ich szesnaście, proponują zróżnicowaną paletę wizualnych pyszności, bez popadania w typowo futurystyczny zastój. Obok wspomnianego miasta czy toru na orbicie z fragmentami pozbawionymi grawitacji Fast Racing przetransportuje nas na pustynie, górskie kotliny, do tropikalnej dżungli, przez morskie klify na zbocza wulkanu. Jest kolorowo, niemonotonnie, płynnie jak na Wii U przystało (palca uciąć sobie nie dam, ale wyczuwam mistyczne 60 fpsów), lecz przede wszystkim szybko. Wyścig trwa dwie minuty z okładem i cyrk jedzie dalej, by nikt nie zdążył ziewnąć.Wiele wspólnego z poprzednikiem ma za to system walki i głębia, jaką udało się wywiercić z banalnego w sumie pomysłu. Xenoblade pociągnął ideę Final Fantasy XII, próbując osiągnąć złoty środek pomiędzy klasycznym erpegiem akcji a połowiczne angażującym MMO. Postać walczy tutaj automatycznie, bez potrzeby ciągłego naparzania w jeden klawisz, automat kieruje również zachowaniem towarzyszy. Czyli pełny relaks? Bynajmniej. Jeżeli gracz odpuści sobie, udając się do kuchni zaparzyć herbatę, gdy jego drużyna pozbawia obcą planetę dwóch kolejnych krabów wielkości małego vana, wróci najpewniej w chwili zgonu lub ekranu ładowania po przegranej batalii. Niełatwa to gra, nawet w obliczu pomniejszych przeciwników. A propozycja obniżenia poziomu doświadczenia bossów po kilku porażkach, propozycja, na którą raz lub dwa ze wstydem przystaniesz, jeszcze mocniej utwierdza mnie w tym przekonaniu.Szkielet Fast Racing NEO to absolutny szczyt retro, któremu po równo wad oraz zalet. Główne menu rozwija przed graczem archaiczną listę opcji. Mamy podstawowy tryb Championship, na którym powinno się skupić chcąc zobaczyć całą zawartość tytułu, jest coś dla maniaków wyciskających ostatnie soki z ogrywanych pozycji - Time Trial lub „pocreditsowy” Hero Mode - oraz dwa warianty zabawy wieloosobowej, ten po kablu i ten godny ucałowania, kanapowy. Nawet do czterech osób, obsługujący szerokie spektrum kontrolerów. To miło ze strony developera, niemieckiego studia Shin'en, że pamiętał o starszym pokoleniu.

Tym niemniej szkoda, iż wzorem dla trybu mistrzostw musiały być szesnastobitowe produkcje. Cztery pucharki z czterema trasami w każdym, uda Ci się zająć miejsce na podium, to awansujesz do następnego. Później jeszcze raz to samo: cztery pucharki z czterema trasami w każdym, ale przy odczuwalnie wyższych prędkościach, i finalnie - na pewno się domyślasz - kolejna powtórka ze skokiem prędkościomierza. Na dodatek bez opcji restartu pojedynczego wyścigu. Wóz albo przewóz jak drzewiej, aż dziwne, że grę można zapisywać pomiędzy turniejami.

Wygórowany poziom trudności nie zamaskuje z pewnością ubogiej sekcji jakichkolwiek bonusów. W ciągu pierwszej godziny zobaczysz wszystkie trasy, przez kilka następnych, o ile szczęście dopisze, uporasz się z całymi mistrzostwami. Przy grze trzymać może chęć zasmakowania maksymalnego poziomu prędkości i skolekcjonowania ukrytych pojazdów (są nagrodami za postępy), jednak po dwóch wieczorach przy Fast Racing pozostanie już niewielkie grono zapaleńców. Innym tytuł służyć będzie raczej jako szpil imprezowy.

Pamiętam, jak rozbudowaną kampanię oferował ostatni stacjonarny Wipeout (też cyfrowy przecież) i unoszę ramiona w geście bezradności. Klimat retro ma swoją cenę.Nie lubię być w niezgodzie z samym sobą. Przy produkcji Shin'en bawiłem się zacnie, choć często wpadałem w ogromną frustrację z powodu trzeciej lub czwartej wtopy z rzędu. Zbyt szybko także zrezygnowałem z dalszego piłowania czasówek i wróciłem do Xenoblade'a. Nie uważam, iż Fast Racing NEO pozbawione jest potencjału, który może kogoś zniewolić, ale bogatsza zawartość wcale by nie zabolała. Ot, fajna produkcja, niemniej cyfrowa z pewnego powodu. I uprzedzając pytanie - bez soundtracku na poziomie dawnych Wipeoutów. Można wydać nań sześć dyszek?

Adam Piechota

Zagrać? Można

Platformy: Wii U Producent: Shin'en Wydawca: Nintendo Dystrybutor: Conquest Data premiery: 10.12.2015 PEGI: 3

Screeny pochodzą od wydawcy.

PEGI: 12

Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)