Fast Racing NEO - recenzja. Duchowy spadkobierca F-Zero i WipEouta
Choć to całkiem zrozumiałe, robi mi się szkoda na myśl o wszystkich nieświadomych tej premiery graczach. Bo na Wii U zza cyfrowego winkla wychylił się duchowy spadkobierca dwóch uśpionych futurystycznych ścigałek złotych lat gamingu: F-Zero oraz WipEouta.Ideę Fast Racing łyka się niczym poranną kawę. Dziesięć bolidów naszkicowanych na marginesie zeszytu projektanta Wipeouta; powykręcane, naginające grawitację trasy i trzy okrążenia, by odstawić konkurencję. Do kąta odeszły bronie rodem z Mario Kart, NEO dosypało do mikstury własne przyprawy. Na torze wyróżniają się jaskrawe elementy: rażąco pomarańczowe lub neonowo niebieskie pasy, okręgi czy punkty. Jasne, to po prostu dopalacze, widać z daleka. Jednak by Twój pojazd z nich skorzystał, osiągając na chwilę prędkość rodem z klasyki kina science-fiction, musi mieć dopasowaną fazę (polszczyzna wspaniale wzbogaca ten termin), czyli barwę. Zmianę umożliwia jeden przycisk, ale wykucie mapki wszystkich przyspieszaczy oraz rytmu przełączania faz (fazowania?) Twojego bolidu to już spore wyzwanie.