Indywidualny odbiór tego wszystkiego oczywiście w znacznym stopniu zależy od osobistej wrażliwości. Mogę (bazując na własnym przeczuciu, czyli absolutnie niczym) podejrzewać, że do graczy on trafia. Do mnie trafił. Ale i zapoznanie się z wykładami Alana Wattsa nie jest trudne. Na YouTube’ie można znaleźć ich całe godziny. Everything stanowić ma z kolei coś w rodzaju ich ilustracji i interpretacji.Z czysto technicznego punktu widzenia jest to jakieś osiągnięcie. Za Everything odpowiedzialny jest niewielki, kilkuosobowy zespół, na którego czele stał David O’Reilly. Ten brytyjski artysta dał się już wcześniej poznać graczom za sprawą Mountain - również gry-niegry, sztuki, eksperymentu, performance’u. Było się tam górą. W Everything postawił sobie poprzeczkę znacznie wyżej i pozwala graczowi być wszystkim. Z tygrysa przeskoczyć można do biedronki, z tej do unoszącego się w powietrzu pyłku i niżej, do poziomu bakterii albo wyżej, do całych galaktyk. I wszystko porusza się podobnie, i tańczy, bo wszechświat to jeden wielki jazz, jak mówi w tle Alan Watts.To, że wszystko to jakoś działa, może robić wrażenie. Chociaż jeżeli na chwile wyłączyć tryb podziwu dla „niewielkiego zespołu i niewielkich środków”, to trzeba obiektywnie zauważyć, że nie działa zbyt dobrze. Przejścia między poszczególnymi poziomami przybliżenia rwane są przez długie momenty wczytywania danych, łatwo tu też natrafić na błędy. Zapętlenie się w nieskończoność irytującego dźwięku czy całkowite zawieszenie się gry jest tu na porządku dziennym.Za dużo się za to mówi o tych niedorobionych animacjach zwierząt. Za dużo emocji one wywołują. Owszem, zwraca to uwagę. Pewnie, że jest takie z powodów budżetowych. Ale nietrudno też przypisać mu sens. Bo przecież chodzi tu również o umowność wszystkiego, co widzimy, co wydaje nam się naturalne i oczywiste. Dla nas naturalne jest jedno, zmienimy perspektywę - naturalne jest coś zupełnie innego. I takie jest całe Everything. Interpretuje i ilustruje myśli Wattsa.Przez kilka godzin nawet to fascynuje, do momentu aż zdamy sobie sprawę, że nie kryje się za tym nic więcej. Sam O’Reilly nie ma tu wiele dodania. To na osiągnięciach Wattsa, na jego przemyśleniach stoi cała ta gra. Bez nich jest pusta. Ba, można nawet odnieść wrażenie, że ta ilustracja upraszcza i trywializuje przekaz filozofa. Do muszek i robaczków, tygrysów i pingwinów, i pyłków na wietrze.