Doki Doki Literature Club - diabeł straszniejszy niż go malują
Wyobraźcie sobie iż siadacie spokojnie wieczorem do komputera chcecie zagrać w jakąś spokojną gierkę i wasz wzrok trafia na Doki Doki Literature Club. Okładka różowa z uczennicami wyglądającymi jak wyciągnięte prosto z anime. Gra randkowa. Może być. Instalujecie. Włączacie. Visual novel'a. Idealnie. Wystarczy już tylko przewijać tekst, nawet nie trzeba się za bardzo zastanawiać co robicie. Siedzicie już drugą godzinę nad tą grą, już macie kończyć. Już tylko pogadam z tą przyjaciółką z dzieciństwa. Wasza postać puka do drzwi. Cisza. Wchodzicie. Pusto. Idziecie na piętro. Pukacie do drzwi swojej przyjaciółki. Nikt nie odpowiada. Delikatnie otwieracie drzwi. Waszym oczom ukazuje się widok, którego na pewno się nie spodziewaliście, nie w tej grze. Ale co tu się dzieje. Czemu ta gra przestaje działać? Czemu cofnęło was do ekranu startowego? Ale coś dziwnego was uderza. Sayori, wasza przyjaciółka z dzieciństwa zniknęła, nie wyświetla się tam gdzie powinna. Z drżącym sercem zaczynacie nową grę, bo wszystkie wasze zapisy zostały usunięte. Nie wierzycie własnym oczom ale ta gra robi się coraz dziwniejsza. Kończycie ten tytuł po 2 kolejnych godzinach i wiecie iż tej gry już nie zapomnicie.