Właśnie, może słówko o bohaterach. Chris, jako lider grupy, ma szybko odnawiający się pasek wytrzymałości i walczy za pomocą kija bejsbolowego. Jako jedyny potrafi się wspinać i skakać (żegnaj, logiko...). Matt, młody naukowiec z wielkimi pinglami jak na nerda przystało, przewyższa inteligencją swojego szkolnego nauczyciela. Zbudował sobie odrzutowe buty, którymi jest w stanie pokonywać większe odległości niż pozostali, posiada też spluwę strzelającą kulami energii. Big Joe to silny chłopiec, który potrafi mocno przywalić. Najdłuższy pasek zdrowia pozwala mu przetrwać największy łomot, wykorzystacie go też przy przesuwaniu ciężkich skrzynek. Charlie, jako jedyna panna (czemu zawsze musi być tylko jedna laska?), jest szybka i zwinna. Potrafi mocno strzelić z lassa. I na koniec zostaje Kevin – młodszy brat Chrisa pełni funkcję lekko irytującego żartownisia i dla odmiany nie wyposażono go w żadne umiejętności. Ciekawe i nieoczywiste rozwiązanie.Przełączacie się między nimi w dowolnej chwili, wykorzystując konkretne postaci do pokonywania skrojonych pod nie wyzwań. Przemierzacie pikselowy świat pełen zróżnicowanych miejscówek, naszpikowanych większymi i mniejszymi przeszkodami. Walczycie z potworami, duchami, robotami, pokonujecie w pocie czoła (lub nie) coraz trudniejszych bossów, i szeroko się uśmiechacie do gameplayowych urozmaiceń typu arcade’owy wyścig czy rowerowa ucieczka. Widać, że strukturę gry porządnie przemyślano i wyważono.Lepiej nie próbujcie przechodzić Crossing Souls bez pada. Pojawiająca się na początku gry informacja, że dla pełnej imersji najlepiej grać na kontrolerze, to eufemizm. U mnie był ten problem, że pada zdobyłam dopiero wtedy, gdy powoli zaczynałam się zbliżać do końca (PS4 powędrowało akurat do brata, który złamał nogę) i w rezultacie niemal całą grę przemęczyłam na klawiaturze. Mocno tego odradzam.Crossing Souls bywa trudne. Dla mnie na tyle trudne, że miałam ochotę rwać sobie włosy z głowy. Bo skoro sekcja zręcznościowa nie wyszła za dwudziestym razem, to czemu miałaby wyjść za dwudziestym pierwszym? Jeśli chodzi o zręcznościówki, reprezentuję poziom przeciętny, a od mniej więcej połowy co i raz doświadczałam drogi przez mękę.Inna sprawa to to, że poziom trudności zdaje się nie wzrastać stopniowo. Raz punktów zapisu pojawia się sporo, kiedy indziej jak na lekarstwo, i to nie jest zależne od skali wyzwania danego poziomu. A im bliżej końca, tym wiadomo – długość sekwencji zręcznościowych się wydłuża.Bluzgi leciały, bo moje porażki nie zawsze wynikały z nieuwagi czy niewystarczających zdolności motorycznych, ale i często po prostu z gry. Kilka razy bohater „magicznie” teleportował się z jednego miejsca w drugie, wprost do lawy, mimo wylądowania w bezpiecznym punkcie po skoku. Zdarzyło się, że gra się zacięła, gdy leczenie zastosowałam zbyt późno, by przeżyć, ale... zbyt szybko, by zginąć? I w efekcie postać utykała między życiem a śmiercią, i nic już nie dało się zrobić. Krawędzie platform są często nieintuicyjne, ciężko wycyrklować odbicie się od powierzchni. Po wielu solidnych godzinach gry ten problem nie powinien się pojawiać. Czasem gubiłam się też w poczuciu głębi mapy – jakaś platforma zdawała się być centralnie na wprost, była na skos.Inna sprawa to sterowanie; nawet na padzie mało responsywne. Brak płynności wiąże się moim zdaniem z tym, że jest ułamek sekundy opóźnienia reakcji przycisków. Nie rozumiem też na przykład tego – po co, no po co do takiego leczenia, bomby czy ogłuszania, przypisanych do d-pada, jeszcze dołożono zatwierdzenie drugim przyciskiem? To utrudnia sterowanie i jest zupełnie niepotrzebne w przypadku jedynie trzech elementów. Niepotrzebne i wkurzające. Zwłaszcza w chwilach, gdy każdy ułamek sekundy się liczy i jak najszybciej trzeba się uleczyć. W dodatku w trakcie walki leczenie nie zawsze załapie, nie wiadomo czemu.Zginiecie też na przykład od światła monitorującego reflektora, ale już nie od upadku poza platformę – ten zdejmie pasek zdrowia do ostatniej połówki życia. Zniszczalne przedmioty na naszej drodze wyrzucą lecznicze serduszka, ale tylko wtedy, gdy bohater nie ma zbyt wiele punktów zdrowia. Trochę tak, jakby twórcy chcieli powiedzieć: „tu ci trochę ułatwimy, tutaj już nie. A tutaj dowalimy w opór”.