Ej, a graliście w... Crash Team Racing [TEKST CZYTELNIKA]
Jako dzieciak z Polski nie miałem specjalnej styczności ze stacjonarnymi konsolami Nintendo. N64 jawiło się jako dziwaczny, opóźniony w rozwoju brat gibkiego GameBoya. Było jednak wiadomo, że grami na tą konsolę zachwyca się cały zachód. W końcu jednak nadszedł ten czas - przy okazji wizyty u mieszkających w Niemczech kuzynów w ręce włożono mi dziwacznego pada i oczom mym ukazało się Mario Kart 64. Kuzyni liczyli na to, że zemdleję z zachwytu. "Nic specjalnego”, rzekłem. Miałem już za sobą godziny przegrane w Crash Team Racing.