Uczucie towarzyszące pierwszym tygodniom domowego konsolowania na PSX-ie to materiał na lirykę. Pamiętam zaledwie kluczowe impresje: mieszkanie (żyliśmy wtedy u dziadków), jego wygląd, jego zapach, odgłos szurania kapci dziadka, gdy budził się z kurami i trzeba było wyciszyć telewizor, żeby nikt nie nakrył mnie grającego od czwartej rano, smak bułki wrocławskiej z masłem, koślawe komiksy z moim "liskiem", lokalizację telewizora, twardy dywan, siedzenie po turecku, słodzoną herbatę miętową, łakocie od rozpieszczających mnie dziadków, drogę do szkoły, codziennie opowieści o grach z wypiekami na policzkach, okładki numerów "Ekstrima" i "PlayStation Plus" (no i "Kaczora Donalda").Całkiem zrozumiałe, że trylogia Crasha (okej, dylogia, oryginał zaczął grzać mnie dopiero lata później) stała się najważniejszą częścią mojego nowego życia. Stanowiła dla mnie brakujące ogniwo między światem Pegazusa, jego stuprocentowych gier, a pierwszymi tytułami, które poruszyły na poziomie emocjonalnym, rozpoczynając długi Bildungsroman Adama Piechoty. Ten krótki okres mojego życia, gdy seria Naughty Dog oznaczała perfekcję, był prawdopodobnie ostatnim etapem prawdziwego, niewinnego dzieciństwa.I rządziła w nim bezwzględnie "trójka". Zabawa - wymieńmy pięć najfajniejszych poziomów w Warped, z uwzględnieniem bossów. Niełatwe, prawda? Mur Chiński, ucieczka przed triceratopsem, walka z Dingodilem, średniowiecze, Tiny Tiger na rzymskiej arenie. Fantastyczne. Ale skłamałem, bo napisałem tylko pierwsze pięć, jakie przyszły mi na myśl. Najfajniejsze... były wszystkie. Prawie wszystkie, no. Nie przepadam do dzisiaj za "okładkowym" motocyklem. Poza nim ta gra to najbardziej złote złoto ze złot wszelakich.Zajęło mi to wiele miesięcy, niemniej Warped było pierwszą grą, którą wycalakowałem. Trudno mi to porównać do dzisiejszych platyn/calaków, nigdy więcej nie wyciągnąłem tam 105%. Przypominam, że to były czasy bez Internetu, więc plotka o tym, że gdy zrobisz wszystkie czasówki w grze, Coco w warp roomie wręczy Ci ostatniego gema, była wyłącznie... no właśnie, plotką. Akapitem w "Kąciku Szperacza". Każdy marzył, żeby to sprawdzić. I w swoim growym ekosystemie, gdzie PSX nadal był sprzętem hi-endowym, o jakim marzyły podwórka, miałem zaszczyt być pierwszym, który to sprawdził. W momencie zapisania stanu ze 105% coś się skończyło. Nie rozumiałem tego uczucia jeszcze wtedy. Dziś wiem. To było jedno z tych bolesnych zamknięć, zacementowań konkretnego, pięknego wspomnienia.Potrzebowałem to wszystko napisać, żeby uruchomić Was. Włączyć porównania, przypomnieć Wam o Waszych własnych skojarzeniach z tą serią. Bo jestem pewny, że gdyby za chwilę ogłosić konkurs, w którym musielibyście napisać własne wspomnienia, a najlepsze zostałyby nagrodzone, stworzylibyśmy tutaj najpiękniejszą laurkę dla Crasha w polskiej sieci. Nagród nie przewidujemy, niestety, więc lenistwo większości z Was weźmie górę. Cóż, no trudno. Niemniej na tym nie koniec.Pomysł na tekst okolicznościowy pojawił się jeszcze na początku lipca. Zaproponowałem Pawłowi, żeby spróbować czegoś innego. Miałem jasną ideę - zamiast tylko sobie to wszystko przypomnieć, zrobić prawdziwą symulację grania na konsoli te osiemnaście lat temu. Spędzałem wakacje w rodzinnym mieście, więc nie było to niemożliwe.Salon gier nie istnieje od kilkunastu lat. Mimo tego, że przenosił się co najmniej trzykrotnie, policja w końcu rozwaliła ten biznes. Nastały wszak czasy, w których piractwo wytykamy palcem. Zgubiłem trop tego magicznego miejsca, gdy standardem stało się PlayStation 2, a ja po bezpośrednim kontakcie z wymiarem sprawiedliwości przeskoczyłem nareszcie na oryginałki i poczułem fenomen kolekcjonowania. O smutnym finale salonu dowiedziałem się od lokalnych graczy. W miejscu, gdzie lokal prężnie funkcjonował, gdy ja po raz pierwszy zasmakowałem magii Sony oraz Crasha, gdzie po raz pierwszy widziałem po zmroku Resident Evil 2 (scenka przerywnikowa z Lickerem wracała w koszmarach, serio), gdzie widziałem niewydane przecież Thrill Kill (obiecując, że nie wspomnę o tym rodzicom) lub zrównałem z ziemią Vegas w Vigillante 8 - w tym miejscu jest teraz kiosk oraz - oddzielony nową ścianą - salon, ale fryzjerski.