Czas na nowe oblicze remaków: ultrawierne oryginalnym, kultowym pozycjom, niemal jeden do jednego, ale z oprawą godną drugiej dekady dwudziestego pierwszego wieku. Patent, który zapoczątkował Microsoft ze swoimi (z braku lepszego słowa) maskotkami, Halo czy Gears of War, w rękach Activision (oraz Sony, na razie) staje się ostateczną bronią w walce o starszego konsumenta. Czy PlayStation ma coś bardziej uniwersalnego w swoim nostalgicznym portfolio od Crasha? Czy zmartwychwstaniem którejkolwiek marki z Szaraczka moglibyśmy zajarać się mocniej? To pytania retoryczne, bo odnoszące się do ogółu. Rudzielec wychował przynajmniej jedno pokolenie graczy. Moje pokolenie.Stąd pewna dwubiegunowość całej przygody z N. Sane Trilogy. Coś tam już kiedyś pisałem, że seria Naughty Dog jest symbolem mojego dzieciństwa. Tak po prostu. Zanim przyszło zainteresowanie gatunkami, zanim rozpocząłem naukę języka angielskiego, nim zaczęło się myślenie o giereczkach poważnie - istniał Crash. Jasne, jeszcze wcześniej polskie wcielenie ery ośmiu bitów w postaci Pegasusa, ale to Crash rozpoczął prawdziwe "granie konsolowe" redaktora Piechoty, wtedy pilnego ucznia szkoły podstawowej. Mam te różowe okulary cały czas trzymać na nosie? Czy wręcz przeciwnie, ściągnąć je i odgrywać profesjonalistę, który przez dwadzieścia lat nie próżnował, a o tamtej dekadzie wie kilkakrotnie już więcej? Bo zdrowy balans, uwierzcie, trudno zachować.Vicarious Visions, ekipa odpowiedzialna za to "uderzenie z przeszłości", odwaliło tutaj kawał bardzo żmudnej roboty. W N. Sane Trilogy odbudowali trzy pozycje od fundamentów. Należało odwzorować fizykę głównego bohatera (odrobinę inną dla każdej odsłony, przypominam), przerysować poziomy, skrzynka po skrzynce, pingwinek po pingwinku, wyrzeźbić ponownie identyczne starcia z bossami, zawrzeć skrywane głęboko w naszej podświadomości sekrety, zadbać o klasycznych aktorów głosowych lub ich wiarygodnych zastępców. No i hej - zrobić wszystko dokładnie tak, jak zostało w naszej pamięci, co znaczy piękniejszym niż w rzeczywistości. Bo wspomnienia drastycznie upiększają tytuły z początków trzeciego wymiaru. Jako naczelny retroświr Polygamii wiem o tym zbyt dobrze.Patryk Fijałkowski: Chciałem tylko dodać, że Vicarious Visions należą się brawa za różne małe dodatki, które wprowadzili do tych klasyków. Nowa animacja bezczynności dla Crasha (wyłoniona w konkursie), zmień na uroczo podrasowane liczenie przegapionych pudełek czy choćby sposób, w jaki jamraj może wyciągnąć diament to nowe akcenty, które pokazują, jak dobrze studio rozumie klimat trylogii, to, kim jest "lisek". Smaczki N. Sane Trilogy sprawiają, że byłbym w stanie zaufać Vicarious Visions, gdyby mieli stworzyć nową część Bandicoota.