Ubiegłej zimy, praktycznie w tym samym miesiącu, po raz pierwszy uruchomiłem Firewatch – produkcję studia Campo Santo opowiadającą o tytułowej pracy głównego bohatera Henry’ego. Przedstawioną historię charakteryzowały świetnie poprowadzone dialogi, surowa mechanika eksploracji i klimat zaszczucia. Świeżo po ukończeniu jeszcze tego nie wiedziałem, ale kilka miesięcy później stał się moim pewniakiem do zupełnie-subiektywnego-plebiscytu gry roku. Wczoraj ukończyłem NitW i możliwe, że 2017 przyniesie więcej lepszych, bardziej rozbudowanych tytułów, ale nie wiem czy chcę je zobaczyć. Przynajmniej teraz. Too bad you didn’t die at college. Mae jest dwudziestoletnią kotką. Czarną, jakby kto pytał. W czasie uczęszczania do liceum trzymała się małej grupki kumpli: krokodylicy Beatrice (częściej jako Bea), psa Gregga, niedźwiedzia Angusa i kota Casey’a. Nigdy nie była bardzo towarzyska - może z powodu paranormalnych objawów w jej głowie? Wiadomo, że sprawiała problemy w szkole, a co za tym idzie, także rodzicom. Ci mieli już od dawna plany wobec swojej córki by wysłać ją do college’u i jako jedyna ze swoich przyjaciół opuściła rodzinne Possum Springs. Przez pierwsze dwa lata dosyć sprawnie asymilowała się z otoczeniem, jednak na trzecim roku z niewyjaśnionych przyczyn dla jej znajomych oraz samej Mae zaprzestała naukę. Wróciła do powoli rozkładającego się miasteczka, prosto do swojego pokoju na poddaszu. Stwierdziła, że jak miejsce z dzieciństwa prawie się nie zmieniło, tak wśród przyjaciół… po prostu dorośli. Oprócz Gregga. Gregg rulz ok?