Uwaga, to zabrzmi niedorzecznie. Jason, główny bohater gry, podąża za swoim zwierzakiem - żabą Fredem, w międzywymiarowy portal. Odnajduje futurystyczny pojazd, Sophię III, którym będzie przemierzał zainfekowane przez mutantów światy. W perspektywie 2D śmigamy z pomocą czołgu i mapy po dużych lokacjach - ale jest to metroidvania unikatowa, z ciekawym twistem. Nasz pojazd przyjdzie bowiem nam opuścić i pozwiedzać lokacje w zupełnie innej perspektywie - na piechotę. Najczęściej w tym trybie walczymy też z bossami.
W grze poszukujemy ulepszeń zarówno dla naszej postaci, jak i przede wszystkim: dla naszego pojazdu. W pełni rozwinięci jesteśmy nie do zatrzymania. Co dla mnie jest dużym plusem: gra nie jest przesadnie trudna, nie jest też jakoś specjalnie długa (pojedyncze przejście zajęło mi 9 godzin). Na minus zdecydowanie pierwotny tryb CO-OP, jedna osoba steruje Jasonem, druga ma swój celowniczek i wspomaga gracza pierwszego, strzelając do przeciwników (podobnie było np. w Captain Toad przed aktualizacją - strzelaliśmy rzepkami za pomocą celowniczka).Na szczęście twórcy gry, przez długi czas wspierali tytuł, aktualizując go i dodając co rusz nowe tryby zabawy (np. bardziej logiczny tryb kooperacyjny, w którym razem z partnerem / partnerką bijemy wspólnie bossów) lub postaci (można grać chociażby Hollow Knight'em lub Shantae).
Kto Switch’a kupił na premierę lub w jej okolicach, po ograniu Zeldy mógł doznać uczucia pustki. Dosłownego uczucia pustki, bo Eshop nie wyglądał tak jak dziś, nie puchnął od olbrzymiej ilości gier. Niektórzy sięgneli więc po Kamiko (o którym pisałem w tym miejscu), inni mogli właśnie sięgnąć po Blaster Master. Pytanie czy sięgneli? Sięgneliście? A Ci, którzy do pociągu Nintendo Switch wskoczyli później, odnaleźli w nieprzejrzystym Eshopie ten ambitny Remake? Odnaleźliście?
Sięgnijcie.
Odnajdźcie
PS - Kiedy tylko dorwę w swoje ręce część drugą, porządnie w nią pogram, na pewno dodam nowy wpis na ten temat. Stay tuned!