Właśnie, zacząłem z grubej rury, ale o co w tym BattleTechu chodzi? Nie wdając się zbytnio w fabułę (bo naprawdę nie warto), lądujemy na małym statku w grupie najemników, którym, bez jakiegoś sensownego wytłumaczenia, zaczynamy nagle przewodzić. Zadanie? Wygrzebać się z długów i zbić fortunę wykonując zlecenia dla różnych frakcji rozsianych po galaktyce. Oczywiście wszystko z "twistem", o którym wiadomo praktycznie od samego początku.Brzmi dobrze, co (poza "twistem")? Wszak BattleTech to domy szlacheckie, klany, intrygi, walka o wpływy i właśnie najemnicy. Ci potrafią być naprawdę potężną siłą, mającą realny wpływ na losy planet czy sektorów, ale naszej grupie do tego daleko i na razie musi zająć się bardziej bieżącymi sprawami. A gra boleśnie nam to uświadamia, bo przez pierwszych paręnaście godzin latamy od planety do planety, przyjmując kiepsko płatne zlecenia, byle tylko związać koniec z końcem. Bo co miesiąc trzeba opłacić ludzi, ponieść koszty utrzymania Mechów i tak dalej.Tak – czas w BattleTechu ma olbrzymie znaczenie. Naprawy Mechów kosztują i trwają od kilku do kilkudziesięciu dni. Ciężko ranny pilot jest wyłączony z akcji nawet na ponad sto dni, a same loty między planetami wymagają czasu. A comiesięczne rozliczenie nie ma litości. Na szczęście, przyjmując nawet najprostsze zlecenia, jesteśmy w stanie jakoś się utrzymać. Inna sprawa, że dość szybko pojawia się frustracja wynikająca z braku zauważalnego progresu, co dodatkowo potęguje system rozwoju pilotów, który nie daje wyczuwalnej różnicy w ich sile.Czuć za to siłę Mechów, kiedy w końcu wylądujemy na powierzchni planety i przejdziemy do mięska, czyli walki. Z jednej strony mamy tutaj taktyczną turówkę na modłę nowych XCOM-ów, a z drugiej – zupełnie inne spojrzenie na tego typu rozgrywkę.„Robot” to nie żołnierz walczący z kosmitami, tylko kilkadziesiąt ton pancerza i uzbrojenia. Nawet tymi najlżejszymi nie schowamy się za murkiem, więc trzeba kombinować z osłonami wykorzystując ukształtowanie terenu czy większe zabudowania albo lasy. Albo nie przejmować się i przyjąć obrażenia na klatę, bo te cholery potrafią wytrzymać naprawdę sporo.Do tego dochodzi fakt, że reaktory naszych maszyn lubią się przegrzewać, kiedy zbyt hojnie obdarzamy przeciwnika kolejnymi salwami. A przegrzany Mech się wyłącza, stając się w ten sposób łatwym celem. Trzeba zatem kombinować z systemami uzbrojenia, wybierać, z czego strzelamy albo próbować eliminować przeciwników jak najszybciej, odpalając co się da w precyzyjnie wymierzonej salwie. Każdy, kto grał w jakąkolwiek grę z tego uniwersum, poczuje się tu jak w domu. Autorzy zadbali też o to, by atmosfera (bądź jej brak) wpływała na generowane ciepło, teren na to, jak stabilny jest Mech czy o konieczność ciągłego poruszania się, co obrazują generowane w ten sposób punkty uników.Możemy też bawić się konfiguracjami Mechów i na przykład broń energetyczną zamienić na balistyczną, która przegrzewa się w dużo mniejszym stopniu. Integralną częścią gier z tego uniwersum jest możliwość dopasowania pojazdów do swoich preferencji i tutaj BattleTech nie zawodzi. W garażu znajdziemy szeroki wachlarz broni, zmienimy grubość pancerza, dodamy silniki skokowe czy kolejne radiatory, by z każdej maszyny wycisnąć jak najwięcej.Daje to niesamowite wręcz możliwości, jeśli chodzi o style rozgrywki. Można mieć w lancy lekkiego zwiadowcę, który będzie namierzał cele dla rozstawionych dalej Mechów artyleryjskich; można pójść w broń energetyczną i krótkodystansową, albo zrobić wyważoną drużynę, gotową na każdą ewentualność. Można też wybrać same ciężkie maszyny i po prostu miażdżyć przeciwnika skoncentrowanym ogniem.BattleTech zapewni wam kilkadziesiąt godzin naprawdę solidnej, satysfakcjonującej zabawy. Szczególnie, kiedy dacie mu szansę się rozwinąć, zaczniecie przyjmować bardziej lukratywne zlecenia, pojawią się nowe Mechy i będzie można w końcu kombinować z tymi kontraktami. Przyjąć więcej kasy kosztem reputacji i rezygnacji z części zdobyczy wojennych, czy może pozwolić sobie na niższe wynagrodzenie, ale zebrać sporo dobra z pola walki i jeszcze być lepiej postrzeganym przez zleceniodawcę, co otworzy drogę do jeszcze lepszych misji?Będziecie cholernie uradowani, kiedy dobrze wymierzony strzał rozwali głowę Mecha, przerabiając pilota na parę. Albo gdy uszkodzicie przeciwnikowi nogę i spektakularnie, niemal z gracją, wyrżnie o ziemię. Albo gdy rozdepczecie czołg, którego załoga pomyślała, że ma szansę z waszym Orionem. A pamiętacie tę scenę ze zwiastuna anulowanego MechWarriora 5? Gdzie pilot nagle zobaczył przed sobą gigantyczną sylwetkę Atlasa i w panice zaczął uciekać? Tutaj zrobicie to samo.Jednocześnie zazgrzytacie zębami na bezsensowną, zupełnie niepotrzebną fabułę, nudne rozmowy z członkami załogi i niewprowadzającego niczego opcje dialogowe. Podobnie jak część z was stwierdzi, że poświęcanie kilkunastu godzin, aż gra w końcu się rozwinie, to strata czasu.