Już po imprezie dowiedzieliśmy się, dlaczego. Samo tworzenie gier mobilnych na podstawie znanych marek nie jest niczym złym, bo przecież dzisiejsze smartfony stać już przecież na naprawdę dużo. Jeżeli nawet tworzenie specjalnie z myślą o komórkach drugiego GTA: San Andreas jest nierentowne, seria Go od Square pokazuje, że często wystarczy kreatywność. W momencie jednak, gdy parę miesięcy wcześniej spektakularną wpadkę związaną z grami mobilnymi zalicza sam Blizzard... cóż, trudno po czymś takim wyjść na scenę i podobnie jak sławniejsi koledzy ogłosić, że tak po prawdzie żadna duża kontynuacja nie powstaje, ale hej „przecież wszyscy macie telefony” i „przygotowujemy doświadczenie Isolation na smartfony”.Blackout, szczęście w nieszczęściu, okazuje się pasować do Izolacji przynajmniej pod kątem modelu biznesowego. Kosztuje 24 złote, a opłata startowa okazuje się jedynym momentem, kiedy w ogóle da się sięgnąć do portfela (nie ma żadnych mikropłatności ani reklam). W grze nie ma też grindu i nabijania poziomów, w celu odblokowania kolejnej zabawki. To tytuł, który odpala się by po prostu przejść po kolei parę poziomów i poznać fabułę. Rzekłbym nawet, że jest to jednorazówka – w przypadku gry na dużą platformę byłby to smutny wniosek, ale tu? Na samą myśl o niekończących się lochach w Immortalu, aż czuje człowiek ulgę.Pod względem rozgrywki nie ma też oczywiście co liczyć na rzecz równie rozbudowaną, co oryginał. Blackout wychodzi jednak z tego obronną ręką. A to dzięki kreatywności twórców, którzy opracowali formułę być może nieszczególnie nowatorską. W pewien sposób nawiązującą jednak do oryginału, a zarazem możliwą przy tym do zrealizowania w ramach mniejszego budżetu i na ekranie dotykowym.Podczas zabawy wcielamy się w Amandę, która tym razem przesiaduje głównie w centrum dowodzenia, dyrygując nadstawiającymi za nią karku członkami załogi. Naszym zadaniem jest prowadzenie naszych podopiecznych pomiędzy celami misji i sprawienie, by wyrobili się z każdym etapem w ciągu 8 minut. Po tym czasie kończy się zasilanie i nie pomogą nam nawet mocno akcentowane w filmach rozum i wola przetrwania. Misji jest tylko siedem, więc całość da się teoretycznie skończyć w niecałą godzinę. W praktyce jednak będzie to trudne. Utrata załogi oznacza bowiem restart poziomu – a nie zawsze wszystko zależy wyłącznie od naszych umiejętności.Zadanie utrudnia nam krążący cały czas po mapie Ksenomorf, a wpływ gracza na rozgrywkę jest w niektórych aspektach mocno ograniczony. Co początkowo uznałem za sporą wadę, ale później doszedłem do wniosku, że przecież niepewność tego, co nas czeka świetnie pasuje do tego uniwersum. Poważnie, jak tylko wybaczycie twórcom jawną zdradę ideałów i pozwolicie się wciągnąć, Blackout potrafi wywołać dreszczyk emocji i uczucie niepewności...