Nie da się ukryć, że treść gry jest baśnią Shint?. Naładowana religijnymi i mitologicznymi elementami, umieszczona w realiach i miejscach japońskiego folkloru. To, co robimy, jest w ewidentny sposób przedstawieniem wcielenia (wwilczenia?) głównej postaci panteonu - bogini słońca Amaterasu - która broni Nippon przed zalewem Zła. Wstęp wyraźnie sugeruje konflikt z ośmiogłowym smokiem Orochi, jednym z bardziej znanych japońskich potworów, ale w trakcie gry okazuje się, że to tylko początek (no dobrze, 1/3 scenariusza). Wydarzenia biegną dalej, zataczając coraz szersze kręgi, dokładając nowe elementy i poziomy. Główni NPC rozwijają się wraz z grą, miewają wątpliwości, modyfikują własne podejście. Postacie są żywe - oczywiście, ze względu na formułę baśni istnieją ramy, wewnątrz których się poruszają, więc nie ma co się spodziewać dowolnych wolt postaw, ale nie czuje się jednowymiarowości, a jedynie logikę mitu. Spędziłem nad grą 59h, w tym znaczącą większością było realizowanie głównej linii fabularnej. Myślę, że nie zahaczyłem (nie mówiąc o realizacji) nawet o połowę dodatkowych questów. Szacuję, że podstawowa ścieżka to co najmniej 40h zabawy. Owszem, bywały momenty które nieco mi się dłużyły, ale było ich mało i być może wynikały z faktu, że przyzwyczajony jestem raczej do "dorosłych” gier, które przechodzi się maksymalnie w 20 godzin. Zagadki intuicyjne, podpowiedzi od NPC wyraźnie naprowadzające (czasem aż za bardzo, nawet dziecko nie miewa problemów). Całość, choć baśniowa, jest infantylna tylko w nielicznych miejscach.