Czyli co, we wszystkich grach świata irytuje nas zjadanie własnego ogona, jednak Linka bronimy niczym polityk urzędu, nawet jeśli doskonale wiemy, czego możemy się po jego kolejnej wizycie spodziewać? Po części to prawda, chwilowo opuszczam gardę. Niestety, większość zjawiska określanego euforycznie „magią Nintendo” jest poszanowaniem i kontynuowaniem ustalonej dawno temu tradycji. Z gracją, jakiej Activision, EA czy Ubisoft nie zrozumie nigdy, nawet gdyby przeskoczyli całkowicie na scenę niezależną po przypadkowym otarciu się o bankructwo. I której przeniesienie na linijki kodu potrafi wzruszyć. Im częściej bowiem wracasz do ich serii, tym głębiej wpadasz w potrzask bez wyjścia.Królestwo Hyrule chyba nawet lubuje się w tego typu wyzwaniach - jak zrobić coś znajomego na każdym kroku, żeby zachowało wyjątkową atmosferę. Mój ulubiony przykład to Majora's Mask oczywiście. Wystarczy zagrać w Ocarinę i Majorę ciągiem, by zauważyć pośpiech, jaki towarzyszył twórcom - użyli tych samych przeciwników, modeli NPC, tekstur, większości przedmiotów, melodii na okarynie. Ale dodali trzydniowy limit czasowy, a całość podkreślili przybijającą, fatalistyczną atmosferą, nad którą góruje demoniczny księżyc. Majora's Mask to zaskakująco głęboki tytuł. Powstały rewelacyjne interpretacje, porównujące grę do procesu godzenia się ze śmiercią ukochanej osoby. Po co zatem wypominać recykling obiektów z Ocarina of Time?Podejrzanych bliźniaków było jeszcze więcej na kartach historii serii. Duet Oracle of Ages i Oracle of Seasons na Game Boyu Colorze idzie szlakiem Pokemonów, proponując dwie identyczne na pierwszy rzut oka gry. W przeciwieństwie jednak do szajki Pikachu, dopiero zaliczenie obu pozycji daje pełny obraz całości, bo dopiero wtedy staniemy do walki z prawdziwym głównym bossem dylogii. Phantom Hourglass na DS-a okradł Wind Wakera z oprawy graficznej, łotrzykowskiego klimatu i motywu żeglowania. To w końcu bezpośredni sequel, stąpający po niebezpiecznie podobnym gruncie. A jednak zmiana konsoli wymusiła roszady w gameplayu. Wystarczające, by nikt nie kiwnął palcem, a świat krzyknął: „mamy nową Zeldę!”.Nie wyliczam tego, żeby umniejszyć legendzie Legendy. To raczej dowód jej siły. Nieokreślony pierwiastek sprawia, że każda powtórka smakuje tutaj nieco lepiej. Świadome autocytaty z A Link to the Past w A Link Between Worlds, grze, która jest jedną z najlepszych produkcji na 3DS-ie, udowadniają jeszcze jedno. Jeżeli stworzysz coś fantastycznego, świat sam poprosi o kalkę. Daj mu tylko kilka lat.Ale tę tendencję zauważamy także gdzie indziej, wystarczy przypomnieć sobie reakcje po ogłoszeniu remake'u Final Fantasy VII. Że później było i jest z nimi coraz gorzej - to zupełnie inna kwestia. Warto jednak zobaczyć kompilację reakcji na show Sony z zeszłorocznego E3. Zobaczycie tam szczery płacz na sam dźwięk nostalgicznej nuty.The Legend of Zelda, w przeciwieństwie do wielu nieumarłych, niczego nie knoci po drodze. Od lat proponuje podobną mechanikę, powraca do starszych tytułów, kreśli mapy nawiązań, by wprowadzać nadal w zachwyt. Pamiętacie reklamę z Robinem Williamsem i jego córką Zeldą? Są już pokolenia wychowane na tej serii, to oczywiste. Odgrzewanie starszych tytułów w niepojętej jak na Nintendo skali służy najpewniej wychowywaniu następnych. I zauważcie, że Ocarina czy Majora są na wskroś archaicznymi tytułami, lecz świeżakom w ogóle to nie przeszkadza. Rację mieli recenzenci osiemnaście lat temu twierdząc, że Okaryna Czasu jest wyjątkowa. Ciekawe, czy spodziewali się, że będzie nieśmiertelna?Takie urodziny, więc pozwolę sobie na wspomnienie. Nie jestem fanem od tak dawna, jak mógłbym i obecnie chciał. Sytuacja Nintendo w Polsce za czasów N64 była fatalna, a to wtedy formował się mój kręgosłup gracza. Zaległości zacząłem nadrabiać wiele lat później. Istnieje w Sieci teoria, że pierwsza prawdziwa Zelda, którą ograsz od początku do końca, będzie twoją ulubioną. I wiecie co? To chyba prawda. Choć kilka pierwszych godzin z Majorą sprawiło mieszane wrażenie, gdy oglądałem napisy końcowe, nie miałem już wątpliwości. Była to jedna z najważniejszych gier mojego życia. Nawet jeśli ograna tak bardzo po czasie.Trzydzieści świeczek ze skaczącymi ognikami. Tort z lukrową Eponą. Wełniany sweterek z napisem „It's dangerous to go alone”. Kameralnie, ale sielsko. Pozostaje tylko czekać na solenizanta. Serio, Nintendo, co się dzieje? Czy chcecie pożegnać Wii U jako jedyną konsolę, która nie otrzymała własnej Zeldy? Amerykańska rocznica wypada w sierpniu. Nie zawalcie tego, proszę.