Będąc na głodzie po ostatnim sezonie „The Expanse”, musiałam dać sobie trochę czasu, by zaakceptować to, jakim serialem są "Zagubieni w kosmosie". A jest to, powtórzę, klasyczne kino familijne. W takim nie ma miejsca na rozciągnięte dramaty, długo trzymane urazy, wyjątkowo podstępne zdrady czy nawet przenikliwość. Tutaj szybko dochodzi do zgody, wybaczenia ("przepraszam, że przeze mnie prawie zginęliście, ale tak wyszło" - "Nie no, spoko, nie ma sprawy"), rozładowania trudnej sytuacji śmiechem oraz słowami "kocham cię i nigdy cię nie opuszczę".Przede wszystkim serial odzwierciedla moje starannie pielęgnowane jeszcze z czasów dzieciństwa marzenie o zostaniu kosmicznym pionierem, który zwiedza inne planety, poznaje faunę i florę, rozszyfrowuje języki obcych ras (nawet sobie znalazłam specjalizację – ksenolingwista). Zapewne nie umknęło wam zawarte w nazwisku rodziny nawiązanie do klasycznej postaci Robinsona Crusoe z powieści Daniela Defoe. I są oni do niego bardzo podobni – niezłomni, pomysłowi, zdyscyplinowani, ale ciekawi świata. Piętaszka w osobie przypominającego Legiona z Mass Effecta robota też nie brakuje. "Zagubieni..." idealnie balansują między zachwytem nad obcymi formami życia a strachem przed nieznanym. Nie brakuje scen, w których bohaterowie przystają na chwilę zadziwieni obcością natury, a widzowie wraz z nimi chłoną jej dziwne piękno. Każdy odcinek pokazuje inne oblicze planety, zjawiska, których na Ziemi nigdy nie było, a które ludzie muszą zrozumieć, by przetrwać.Żałuję tylko pewnego braku szaleństwa i większego naukowego zacięcia. Nawet jeśli weźmie się pod uwagę kategorię wiekową, to jednak niektóre obecne w serialu idiotyzmy i skróty myślowe drażnią, a przewidywalność zachowań wywołuje pełne znużenia westchnienie "a nie mówiłam"? Dotyczy to zwłaszcza typowej głupoty filmowych rodziców. Maureen Robinson wychowała trójkę dzieci, a jednak zaskakuje ją, jeśli te łamią zakaz brzmiący: "nie zbliżaj się do tych drzwi"? Naprawdę wystarczy wymusić na dziecku obietnicę, że coś zrobi, żeby tego faktycznie nie zrobiło?Ale może tak musi być? Może na tym polega urok tego serialu, na pewnej konwencji, o której w dobie współczesnych skomplikowanych fabuł zupełnie zapomnieliśmy? "Zagubieni w kosmosie" to w istocie serial wywołujący pewną nostalgię. Jest grzeczny, zachowawczy, poprawny i prezentuje czarno-białą moralność, do której czasami jest mi tęskno.