Chyba że - ubiegam pytania w komentarzach - do tej pory długo zwlekaliście i nadal nie macie pojęcia, jak tę Yakuzę w ogóle ugryźć. Wtedy stop. Kolejność u pecetowej braci jest akurat banalnie prosta. Zaczynacie od Yakuzy 0 (85 zł), prequela całej sagi a przy okazji tak wyśmienitej gry, że pozbawiła mnie prawie 80 godzin życia. Potem pierwsze Kiwami (85 zł), bez którego wydarzenia „dwójki” stracą sporo swego kiczowatego uroku. Na tym etapie trudno nie oczekiwać Kiwami 3, 4, a może i 5, więc po numerku „dwa” zrobicie sobie dłuższą przerwę. Za Wami będzie już spora część jednej z najlepszych japońszczyzn, jakie podsuwa się zachodnim graczom.
Ach, no tak - potem pewnie Judgment, detektywistyczny spin-off, którego zrecenzujemy w drugiej połowie czerwca. Sega nie odpuści już chyba naszej części globu oraz popularnych u nas platform, zatem prędzej czy później wykarmi wszystkich. Nowe odsłony przeplatać będą wznowienia czy odświeżenia starszych. Przy ilości troski, jaka idzie w każdy scenariusz tej serii, łatwo zapomnieć, że tak naprawdę to gry trzaskane rok w rok, niczym w jakimś Activision czy EA. Hajs musi płynąć.
PS: nie żartuję z tymi tygrysami. „Dwójka” ma wiele świetnych bossów, ale rozpłaszczenie pysku tygrysa to wciąż jej kreatywny szczyt. Jestem dumny z bycia fanem, niczego nie żałuję.