xXx

xXx

Na ten film wybraliśmy się większą grupą. Przyszedł eMGieB wsparty o Miquilis, parę misi z naprzeciwka, jakieś dresy szerzej mi nie znane. GregaP nie widziałem, może zaszył się gdzieś po ciemku i figlował. Zabrakło też Kowala, który się wykręcał, że niby tam Transparency International, akcja czyste ręce i te sprawy. Oczywiście nasz Szefuncio ściemniał. My wiemy, że on się nie myje. Wiemy też, że był z nami wirtualnie, znaczy się na ekranie kina. Wystarczy bowiem wziąć typowego Kowala, dolepić mu na gumę parę sztucznych mięśni, walnąć parę tatuaży na plecy, dogolić do łysa i już jest Xander (Van Diesel), główny bohater filmu. Ten sam niewyparzony język, ten sam prześmieszny ryj i skłonność do figli. No i ta sama skuteczność - konkurencja zostaje puszczona z torbami (znaczy się wypada na golasa). Obraz XXX Roba Cohena to taki współczesny James Bond. Ktoś określił go nawet mianem punk Bonda przyszłości i chyba miał rację. Xander bowiem jest równie nieposłuszny co chłopaki z Sex Pistols. Już na początku filmu porywa zarąbistą brykę jakiegoś senatora (co to chciał gier video zakazać) i rusza nią na most zawieszony nad olbrzymią przepaścią. Mimo asysty policji przebija się przez barierkę i leci w dół na złamanie karku. Na szczęście w ostatniej chwili puszcza kółko, staje na bagażniku i jednym ruchem swojej męskiej, silnej i całkowicie łysej dłoni otwiera spadochron. Jego kumple filmują wybuchową scenę zderzenia się Corvetty z ziemią, po czym pakują Xandera na tył swego cabrio i dają po garach, pokazując środkowy palec stojącym na moście stróżom bezprawia. Bo musicie wiedzieć, że Xander to stunt-man, gościu od amatorskich, nielegalnych filmików pokazujących, do czego zdolny jest człowiek.W USA XXX to jeden z przebojów tego lata. Z pewnością przypadnie do gustu tym, którzy nie zwracają uwagi na logikę scenariusza i nie liczą na artystyczne przeżycia rodzaju Biegnij Lola biegnij może medal dostaniesz. To nie oznacza jednak, że film jest bez wad. Razi słabiuchne aktorstwo, sporo kosmicznych nieprawdopodobieństw (Bond ma większy wdzięk), a scenariusz jest tak przewidywalny, że aż człowiek sobie 'jasnowidz' w CV wpisuje. Pojawia się też parę dłużyzn i nie pojawia się zbyt wiele ładnych dziewcząt w strojach bikini tudzież bez nich - co chwytliwy tytuł sugeruje. Wreszcie ostatnia wada: XXX rwie się na trzy części, nakręcone w zupełnie innych konwencjach.Początek jest autentycznie mocny. Nocny praski ryneczek, posuwa po nim jakiś zcieciały twardziel. Z ekranów wali szwabski metal, wiadomo, Rammstein. Gościu wchodzi do jakiejś obskurnej kamienicy, przecinając kłódkę elektroniczną piłą, otwiera drzwi i... W środku znajduje się klub. Kilkadziesiąt osób daje z siebie wszystko, na scenie wspomniany Rammstein, płomienie, gitary, balanga, ekstaza. A na podwyższeniu, za balustradką, przycupnęli bandyci. Palą jakieś ziele, sączą kolorowe drinki, wreszcie oddają jeden strzał. Twardziel wali się na głowy tłumu, gadżet z jego łapsk przechodzi w ręce bardziej właściwie. Ależ to świetnie sfilmowane! Czyżby Blade 3? Niestety, w tym momencie mamy cięcie i zaczyna się druga część XXX, część czystko komediowa. Po rozwaleniu Corvetty senatora Xander zostaje przechwycony przez gliniarzy. Tymczasem agent rządowy Gibbons (Samuel L. Jackson z malowniczą blizną na twarzy) wciela w życie plan 'parszywa jedynka'. Potrzeba mu świetnie wygimnastykowanego oprycha, który wykona w Pradze małe rządowe zlecenie. Selekcja obejmuje trzech więźniów (incl. Xander) i przynajmniej u mnie wzbudziła niesamowitą wesołość. Tyle co na tym fragmencie XXX, nie uśmiałem się tak w czasie całego Austin Powers i Złoty Członek Męski do lania zamiast fontanny. Autentyczny czad!Tyle że i element komedii w XXX dość szybko ustępuje miejsca typowej bondowskiej atrak... akcji. Xander trafia do Pragi, gdzie zajmuje się grupką anarchistów, chcących wywołać III Wojnę Światową. Rozpracowuje ich powoli, a przy okazji wdaje się w związek z anorektyczną ślicznotką Yeleną (Asia Argento, córka twórcy kultowych włoskich horrorów), wykonuje parę ekwilibrystycznych manewrów (jazda na tacy po poręczy w stylu Tony Hawka, kapitalnie nakręcona ucieczka przed lawiną), bierze udział w paru strzelaninach i jeździ zarąbistą bryką (nie, nie Corvette... coś znacznie smakowitszego). Do tego kumpel z agencji zaopatruje go w gadżety lepsze od tych, które miał James Bond. No i wszystko kończy się standardowo: Bora-Bora, wreszcie dziewczyna w bikini, pocałunek, drinol...Film jest, jak już powiedziałem, widowiskowy. Xanderowi brakuje wdzięku Bonda, ma jednak mocne pięści i młodzieżowy rys: dzieciarni przypadnie on do gustu chociażby dlatego, że nie nosi garniaka. Zważywszy zaś na częstość rozsiewania przypadkowych plemników przez wspomnianego tu już 007... ładnego sobie biedak oseska wyhodował. XXX 2 i XXX 3 już są w drodze, biedny Dia Another Day może się nie sprzedać.

Źródło artykułu:
Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ