Jest taki moment, gdzieś po kilku godzinach rozgrywki, kiedy kończy się wysyłanie mięsa armatniego na pole walki, a zaczyna przygoda i braterstwo broni w stylu „Kompanii braci”. Kiedy z kolejnych misji nasi wojacy nie wracają już w workach, ale z bliznami i doświadczeniem na karku. Kiedy zaczynamy szukać sposobów, żeby ukryć się gdzieś na kilka dni i przeczekać aż wyleczą swoje obrażenia, bo nie wyobrażamy sobie wysyłać zespołu na misję bez tego, czy innego oficera w składzie. Gdy z kolei przychodzi smutny moment i nasz towarzysz pada trupem na polu walki, to musimy wcisnąć Pauzę żeby pogodzić się z jego stratą lub cofamy się do wcześniejszego sejwa, żeby oszukać przeznaczenie.Już w poprzedniej części więź z wojakami była jedną z największych zalet gry, dlatego oprócz dopracowania sprawdzonych rozwiązań, w XCOM 2 twórcy przygotowali też naprawdę rozbudowane narzędzie do tworzenia własnych postaci.Dostępny z poziomu menu głównego edytor daje sporą swobodę twórczą. Oferuje też opcję importowania postaci stworzonych przez innych. Jeśli więc brakuje nam czasu lub umiejętności, żeby odtworzyć Geralta lub Kylo Rena, to wystarczy poszukać ich w sieci. Miłym akcentem jest również to, że możemy zaimportować podobizny całego składu developerskiego gry! Szkoda tylko, że udostępnianie i importowanie postaci nie jest połączone z modami i Warsztatem Steam, bo wtedy cały proces byłby dużo prostszy...Esencją XCOM-a jest taktyczna rozgrywka na polu walki. To do niej prowadzą wszystkie opisane wyżej elementy gameplayu. Do tego momentu, kiedy trafiasz na planszę ze swoim oddziałem i stawiasz czoła przeważającej grupie obcych - zakradając się tuż pod ich nosy, oskrzydlając, wciągając w zasadzkę, czy po prostu dokonując frontalnego ataku. Już XCOM: Enemy Unknown osiągał pod tym względem perfekcję, dlatego XCOM 2 bardziej rozwija sprawdzoną formułę, niż wprowadza jakieś znaczące nowości.Mamy więc całą masę drobnych usprawnień, jak chociażby w działaniu osłon, czy celności - elementach które ciężko zdefiniować i podsumować inaczej niż przy pomocy zaawansowanych algorytmów lub prostego odczucia, że walka jest jeszcze bardziej wiarygodna, a przez to emocjonująca. Z jednej strony przewidywalna dla sprawnego taktyka potrafiącego trzeźwo ocenić sytuację na polu walki, z drugiej zaś wciąż nieprzewidywalna, bo na wojnie nigdy nie ma się pewności, co wydarzy się za chwilę.