Niestety, swoboda maleje przy rozgrywkach sieciowych z obcymi graczami - tam nie doszukałem się możliwości stworzenia dowolnego scenariusza. Wszelkie dziwy dostępne są tylko w meczu prywatnym, publicznie jesteśmy ograniczeni do trzech wariantów przeznaczonych dla początkujących, średnio zaawansowanych i zaawansowanych. Możemy grać niezobowiązująco lub w meczach rankingowych 1v1. Zabawa przez sieć z nieznajomymi również jest przednia, choć daje się we znaki, że raczej niewiele osób zdaje sobie sprawę z istnienia tej gry. Nie udało mi się znaleźć pięciu graczy chętnych do wielkiej rozwałki. Sprawne dobieranie miało miejsce tylko w przypadku bitew 1v1, a i to nie zawsze. To smutne, że serwery tak fenomenalnego tytułu wieją pustkami. Graczy odstraszała też ponoć cena, ale 99 zł na PS4 i 79,99 zł na Xboksie One to naprawdę malutko jak za taką grę. Na Steamie za W.M.D zapłacimy natomiast 30 euro.Worms W.M.D, jak każda część serii, jest tytułem przeznaczonym przede wszystkim do gry z żywymi ludźmi. Mimo to jeśli znajomi akurat nie mają czasu wpaść, UPC ma czkawkę albo po prostu nie macie ochoty na kontakt z jakąkolwiek żywą istotą z pomocą śpieszą aktywności solo. Dostajemy 30 misji, w których albo musimy pokonać wszystkie robale, albo zabić/ochronić jednego konkretnego, albo zdobyć specjalną skrzynkę. Do tego dochodzą zawsze trzy cele poboczne powiększające nasze ego i pulę zdobytych punktów doświadczenia. A to nie możemy używać broni pancernej, a to dostajemy polecenie utopienia dwóch robali, a to misję należy skończyć wewnątrz budynku... Wprowadza to do gry dodatkowy stopień trudności. Poszczególne scenariusze nie są ze sobą połączone fabularnie, w ogóle niewiele tu fabuły, ale przed niektórymi planszami dostajemy w prezencie zabawną animację w zwariowanym świecie Wormsów. Wiecie, jak za dawnych czasów.Za wszystkie powyższe aktywności i misje treningowe otrzymujemy punkty doświadczenia. Z kolejnymi poziomami dostajemy natomiast nowe nakrycia głowy, hymny zwycięstwa, nagrobki czy gesty, które robale wykonują, gdy się nudzą. Podstawowa pula tych modyfikacji i tak jest spora, a możliwość zdobycia nowych odjechanych elementów udziwaczniających naszą wesołą kompanię braci to świetna motywacja do wykonywania misji. Moje robale z dumą chodzą z taco na głowie, a po śmierci zamieniają się w kriogeniczne kapsuły. Po zwycięskiej bitwie przygrywa nam natomiast disco dżingiel żywcem wyrwany z "Gorączki sobotniej nocy".Reprymenda należy się natomiast za upiornie współczesny model biznesowy, w którym wszyscy składających zamówienia przedpremierowe otrzymywali DLC All-Stars. Na paczkę składało się kilka nowych misji, trochę fajnych broni (w tym trzy klasyczne - Waza Ming, Kamikaze i Wyrzutnia Owiec) oraz dodatkowy pojazd będący bryką z Rocket League. Bardzo niezgrabna praktyka, która odarła doskonałą podstawkę z paru smakowitych elementów.