Start wczesnego dostępu był, delikatnie mówiąc, niefortunny. Serwery nie działały, gra pełna była uniemożliwiających zabawę błędów, system progresji nie sprawdzał się, a do tego doszły jeszcze problemy z balansem i oszustami. Rozumiem, jak działa Wczesny Dostęp na Steamie i że kupuję produkt niekompletny, nad którym prace ciągle trwają. Godzę się na pewne niedogodności z tym związane, ale wydaje mi się, że takie sytuacje jak z World War 3 są niepoważne. Jest to jednak produkt i powinien on działać choćby w podstawowym zakresie.Nie ma jednak sensu ciągle tego rozdrapywać, bo po paru aktualizacjach gra się ustabilizowała i nie ma większych problemów z rozegraniem meczu. Przynajmniej od strony serwerów, bo błędy nadal się zdarzają. Kilkukrotnie stałem się jednym organizmem ze ścianą, za którą się schowałem, parę razy „utonąłem” w mapie, innym razem nie doczytało mi punktów do przejęcia, więc biegałem po mapie bez celu. Raz nawet zrespawnowałem się w bazie przeciwnika, co nie skończyło się dla mnie dobrze, choć do grobu zabrałem ze sobą ilu się dało.Takie już uroki wczesnego dostępu, przez niektórych mylnie nazywanego alphą, i na to jestem w stanie się zgodzić. Tym bardziej, że ekipa wypuszcza kolejne łatki, a poza tym – gra się naprawdę przyjemnie.Na pierwszy rzut oka World War 3 faktycznie przypomina współczesnego Battlefielda. Jest współczesny setting i pasujące do niego bronie oraz gadżety. Jedyny dostępny na razie tryb – conquest – też wygląda jak żywcem wzięty z gry DICE. Natomiast niektóre elementy map, jak plac budowy w Moskwie, przypominają fragmenty poziomów z Battlefielda 4.To jednak tylko pierwsze wrażenia, bo im dalej w grę, tym bardziej widać różnice i własną tożsamość, którą WW3 chce wykształcić. Mimo pewnych arcade’owych uproszczeń (połóż torbę medyka i w magiczny sposób ulecz wszystko), produkcja The Farm 51 dużo bardziej stawia na realizm pola walki, plasując się gdzieś między BF-em, a poważniejszymi grami typu ARMA czy Squad. Na szczęście jednak z tym nie przesadza.Najbardziej widać to w strzelaniu. Odrzut jest tutaj dużo bardziej odczuwalny nawet przy broni lekkiej. I co prawda można zamontować lunetę na karabinie szturmowym, ale możecie zapomnieć o ustrzeleniu w ten sposób kogokolwiek na większym dystansie. Podobnie jak nie postrzelacie LKM-em z biodra – trzeba się położyć i prowadzić ogień seriami, bo nawet przy dwójnogu bronią rzuca.Dłużej trwa też przeładowanie czy nawet zmiana uzbrojenia. Zapomnijcie o błyskawicznym przełączeniu się na RPG-7, kiedy dzierżycie lekki karabin maszynowy. Podobnie pojazdami, bo te również w World War 3 występują, kieruje się mniej „wyścigowo”. Czołg, jak przystało na kilkadziesiąt ton pancerza, rusza się ociężale i łatwo wpaść nim w pułapkę, jeśli zapędzi się w zamkniętą przestrzeń. Waga ma też wpływ na poruszanie się żołnierza. Każdy element wyposażenia – rodzaj broni, pancerz osobisty, gadżety, nawet instalowane na karabinach moduły – decyduje o tym, jak szybko się on porusza i jak długo może biec sprintem.Nie zapominajmy też o komunikacji, która ma olbrzymi wpływ na grę. Sami twórcy mówią, że „samotne wilki” nie mają tu czego szukać i potrzebne jest choćby minimum współpracy. Każda drużyna ma dowódcę wydającego proste rozkazy (broń punktu albo go atakuj) i aby wygrać, naprawdę trzeba tych rozkazów słuchać i działać w grupie. Tylko szkoda, że nie ma wbudowanego voice chata, który wszystko by usprawnił.No i gadżety. Gra nie wybiega za bardzo w przyszłość, bo tłem jest tutaj wyimaginowany konflikt, gdzie w 2026 roku Rosja zaatakowała Europę, ale przecież już dziś żołnierz dysponuje szerokim wachlarzem rozwiązań innych, niż strzelanie w to, co jest przed nim. Mamy tu zatem klasyczne formy wsparcia jak ostrzał artyleryjski, nalot śmigłowców czy bombowców, które są uzupełniane przez „zabawki dla dużych chłopców”, czyli wszelkiej maści drony. Szpiegowskie, zakłócające, przenoszące ładunki wybuchowe, latające, jeżdżące – do wyboru, do koloru, a każdy dodatek można niemal do woli personalizować, co zresztą dotyczy też pojazdów. W sumie dotyczy to każdego elementu gry.