World of Tanks niejako wyznaczył ramy, w na których budowane są kolejne tytuły cyklu. Rdzeniem rozrywki są szybkie starcia dwóch drużyn zbudowanych ze zróżnicowanych pod względem klas maszyn. Czas pomiędzy bitwami spędzamy w bazie, w której rozwijamy drzewka technologiczne i kupujemy nowe wehikuły. Nie brakuje również personalizacji załogi czy dokupywania dodatkowego sprzętu, na przykład kamuflażu. „Statki” podobnie jak ostatnie projekty studia – nie licząc Master of Orion – są produkcją darmową z systemem premium. Nie trzeba jednak sięgać do portfela, żeby dobrze się bawić. Lwią część zawartości odblokujemy za darmo, poświęcając World of Warships odpowiednią ilość czasu. Wydając złotówki, po prostu przyśpieszamy ten proces. Za gotówkę wykupimy również dodatkowe miejsca na okręty w naszym porcie, co jest konieczne jeżeli chcemy posiadać ich większą liczbę.Założenia rozgrywki są w „Legends” podobne do reszty serii „World of ...”. Bitwy kończą się po całkowitej eliminacji jednej z drużyn, lub po dłuższej okupacji punktów strategicznych na mapie. Podczas drużynowej batalii nie ma respawnu, po zniszczeniu możemy wrócić do portu lub obserwować towarzyszy broni. Zbierane w meczach punkty doświadczenia przeznaczamy na rozwój posiadanych maszyn oraz badanie nowych. Po opracowaniu prototypu, musimy go jeszcze wykupić za zdobytą w walkach walutę. Klasyka. Tym co wyróżnia spośród WoWs od popularnych czołgów są rozmiary i „ciężar” kierowanych jednostek. W przeciwieństwie do World of Tanks, wszystkie sterowane przez nas okręty są dość ślamazarne i chwilę im zajmuje zmiana kursu. Z przyczyn sprzętowych niemożliwe jest również skręcanie w miejscu, manewrując nawet najszybszą banderą konieczne jest planowanie kursu z wyprzedzeniem. Tutejsze mapy często są upstrzone wysepkami, kolizja z nimi powoduje zatrzymanie statku i w większości przypadków niechybną śmierć.W konsolowej wersji World of Warships pod naszą kontrolę oddano trzy typy maszyn: niszczyciele krążowniki i pancerniki. Choć gameplay każdym z nich wygląda podobnie, to po wgryzieniu się w mechanikę widać, że spełniają różne role w drużynie. Pancerniki są najmocniej opancerzone, dysponują działami wielkiego kalibru o sporym zasięgu. Ze względu na czas przeładowania i prędkość trzymają dystans, zapewniając innym wsparcie. Krążowniki to odpowiednik średnich czołgów – stanowią kompromis między zwrotnością i siłą ognia. Ich celem jest utrzymać pozycję i osłaniać sąsiednie jednostki. Lżejsze odmiany mają na pokładzie wyrzutnie zabójczych torped. Niszczyciele to najzwinniejsze okręty, które lawirując między wyspami przeprowadzają aktywny zwiad. Poszukują osamotnionych wrogów, by posłać im z zaskoczenia salwę torped i błyskawicznie się oddalić, kiedy zrobi się za gorąco.Tło historyczne z którego zaczerpnięto dane to głównie druga wojna światowa. Jak nietrudno się domyśleć, w „Legends” brak powszechnych wówczas lotniskowców i łodzi podwodnych. Wprowadzenie tych pierwszych to kwestia czasu, tym bardziej że na komputerze diametralnie przemodelowano ich rozgrywkę. Z podobnego do RTS-ów zarządzania dywizjonami, teraz będąc za sterami np. amerykańskiego Rangera, po starcie samolotów, przejmujemy nad nimi kontrolę. Taki zabieg sprawił, że gameplay lotniskowcami jest teraz bardziej zręcznościowy i zbliżony do pozostałych statków.Z okazji ubiegłorocznego Halloween, w pecetowej edycji Warships Wargaming oddał w ręce graczy kooperacyjne wydarzenie. Była możliwość zabawy specjalnie przygotowanymi U-Bootami. Ciepłe przyjęcie ze strony graczy sprawiło, że firma rozważa wdrożenie tych jednostek na stałe.W bezpośrednim zestawieniu widać jeszcze sporą drogę, którą musi przebyć „Legends”, aby dorównać starszemu bratu. Pokuszę się o porównanie, iż konsolowa wersja stoi obecnie w tym samym miejscu, gdzie był komputerowy odpowiednik w momencie swojej premiery.