Jestem tym w pewien sposób onieśmielony; wycieram dokładnie buty, nie wiem, gdzie usiąść i czy w ogóle usiąść, a słysząc podczas gry wesołe rozmowy między rodzicami a Joelem, do oczu napływają mi łzy. Ten chłopiec, którego słyszę, nie jest zmyśleniem - myślę. Ten chłopiec żył naprawdę. Naprawdę jak nic na świecie kochał psy i naleśniki, naprawdę na tatę mówił "dah-dah", naprawdę wył z bólu tak, że zaczynał walić głową o barierki swojego dziecięcego łóżka, sprawiając, że jego wycieńczony pełną krzyków nocą ojciec modlił się do Boga już nie o to, by jego syn przeżył walkę z rakiem, ale żeby chociaż zasnął.W That Dragon, Cancer absolutnie nie gra się z przyjemnością i właściwie niewiele gra się w klasycznym rozumieniu tego słowa. Mamy do czynienia z serią mini-gierek sprowadzających się najczęściej do klikania na różne elementy otoczenia. Działania, których się podejmujemy, niekiedy są bardzo przyziemne - możemy bujać Joela na huśtawce czy spacerować po parku - ale często przyjmują też formę niekonwencjonalnej metafory. W jednej z nich Joel ma założony na uszach stetoskop, a my wędrujemy głowicą urządzenia po ciele siedzącego obok psa - w zależności od tego, gdzie najedziemy, słyszymy nie organizm zwierzęcia, a różne fragmenty zarejestrowanych rozmów z życia rodziny Greenów, zupełnie jakby dla chłopca ukochany psiak magazynował wszystko co w życiu dobre, warte zapamiętania. Prosty, poetycki zabieg sprawił, że wyłapywanie zalążków śmiechu Joela i jego rodziców stało się parokrotnie silniejszym przeżyciem.Takich pełnych niezwykłej atmosfery momentów, ujmujących fragmenty codzienności w ramy przenośni, dodatkowo osnutych doskonałą, emocjonalną ścieżką dźwiękową, znajdziemy mnóstwo. Jednocześnie nie są to wydumane komunikaty - Joel w kosmosie na pęku balonów ze szpitalnych rękawiczek lawirujący między smolistymi grudami nowotworu to obraz czytelny i fascynujący zarazem. Duże znaczenie ma tutaj również interaktywny aspekt doświadczenia - mamy kontrolę nad frunącym Joelem, ale nieważne jak dobrym graczem jesteśmy, jak zręcznym, nie możemy uratować chłopca. Zgubnych grud jest coraz więcej; mimo naszych starań przebijają kolejne balony, aż Joel spada.