Wiedźmin (pierwszy sezon) – recenzja. Przeznaczenie rozpisane na trzy wątki

Strona głównaWiedźmin (pierwszy sezon) – recenzja. Przeznaczenie rozpisane na trzy wątki
31.12.2019 19:03
Wiedźmin (pierwszy sezon) – recenzja. Przeznaczenie rozpisane na trzy wątki
Bartosz Witoszka
Bartosz Witoszka
bDgMadgC

“Hmmm…”

bDgMadfV

Kiedy kilka dni po premierze serialu zaczęły ukazywać się wywiady z jego showrunnerką, Lauren Schmidt Hissrich, w których tłumaczy ona czemu zdecydowano się na rozproszenie się historii na trzy postacie, gdzie każda z nich osadzona jest w innym miejscu na osi czasu, dawało to jasny obraz, jak ważną kwestią było to dla widzów. Z jednej strony pozwoliło to twórcom na lepsze zarysowanie przeszłości Ciri i Yennefer, które w opowiadaniach autorstwa Andrzeja Sapkowskiego dostały tak naprawdę niewiele miejsce. Z drugiej jednak serial stał się nieczytelny dla osób, które nie znają zarówno gier, jak i książek.Okej, może to głupi argument – ja i moi koledzy – ale coś chyba musi być na rzeczy, bo z wielu rozmów odbytych po seansie wynika, że część osób nie nadążyła za tempem narzuconym przez twórców; tak bardzo zależało im na upchnięciu w jednym, 8-odcinkowym sezonie dwóch pierwszych tomów wiedźmińskiej sagi i przedstawienie pełnej przemiany Yennefer oraz tułaczki Ciri po upadku Cintry, że na inne rzeczy zabrakło już miejsca. Wszyscy powtarzali jednak jedno: to się dobrze oglądało.I ja się z tym całkowicie zgadzam, bo pomijając już to nieszczęsne skakanie pomiędzy wątkami, które były trochę niepotrzebnym zabiegiem, sam serial jest jak najbardziej godny polecenia. Zwłaszcza, że w kwestii wysokobudżetowego, głównonurtowego fantasy nie dzieje się ostatnio zbyt wiele, a dla większości ostatnim takim dziełem był ósmy sezon Gry o Tron, który podzielił fanów. Właśnie, skoro już przy produkcji HBO jesteśmy – Wiedźmin od Netfliksa nie jest “nową Grą o Tron”. Uderza w całkowicie inne tony, porusza zupełnie inne kwestie i jest przede wszystkim bardziej kameralny i, wbrew zapowiedziom, nie ma aż tak rozbuchanych ambicji. Choć czasem o tym zapomina i nie brakuje tego, czego w książkach Sapkowskiego było pełno – polityki oraz Loży Czarodziejek, które swoimi wpływami próbują objąć wszystkie królestwa Północy i Nilfgaard.Na to jednak przyjdzie jeszcze pora w kolejnych sezonach (na razie wiemy tylko o drugim, który pojawi się najprawdopodobniej w 2021 roku), choć to, co zostało zaprezentowane, pozytywnie nastraja na przyszłość. Niestety ucierpiała na tym końcówka i ostatni odcinek kończy się wyjątkowo paskudnym zawieszeniem akcji. Wyraźnie czuć, że pierwszy sezon (w dodatku niepełny!) to tylko pierwszy sezon i nie jest zamkniętą całością, co – mam wrażenie – zostało po prostu lepiej przedstawione w opowiadaniach i wyraźniej oddzielone od pozostałych tomów. Z drugiej strony najwidoczniej spełniło to swoją rolę, bo po prostu miałem ochotę na więcej i czułem lekki niedosyt. Może to stąd ten masowy powrót (dla niektórych pierwszy kontakt) do wszystkiego, co wiedźmińskie?Wspomniałem wcześniej o tym, że na niektóre rzeczy w Wiedźminie od Netfliksa zabrakło miejsca. Głównie zatracił się sens opowiadań i tego, że były parafrazą popularnych bajek – trzon fabularny części z nich został przeniesiony do poszczególnych odcinków, ale to wszystko. Najbardziej było to odczuwalne podczas pobytu w Brokilonie, gdzie cały wątek driad, scoiaʼtael i walki starszych ras o przetrwanie został spłycony do absolutnego minimum.I znów, nie byłoby to aż tak odczuwalne, gdyby nie przesadnie rozciągnięty wątek Ciri i Yennefer, gdzie sceny z tą pierwszą postacią był dodawane z doskoku, co nie było specjalnie ciekawe. Ot, chodzenie po lesie, uciekanie i jeszcze więcej przemierzania leśnych polan. W przypadku Yennefer mamy wyłożoną od początku do końca historię jej przemiany i tego, co sprawiło, że w pewnym momencie stała się rozgoryczoną czarodziejką, która mimo swoich mocy nigdy nie będzie matką. To trochę tak, jak z drugą trylogią Gwiezdnych Wojen, która w oczach fanów (wiadomo, Gwiezdne Wojny skończyły się na Kill ’Em All) była niepotrzebnym dodatkiem; w zupełności wystarczało im samo wspomnienie Republiki.Sapkowski bardzo zręcznie operował na niedopowiedzeniach, dzięki czemu czytelnik musiał często domyślić się wielu rzeczy lub pełny obraz danej sytuacji uzyskiwał znacznie później. Ta konfrontacja – wyobrażenia odbiorcy z późniejszą wizja autora – była czymś, co wyróżniało ten cykl na tle innych opowieści fantasy. Zyskuje na tym jednak jeden element, czyli przedstawienie Bitwy o Wzgórze Sodden, które było jednym z lepszych momentów Netfliksowego Wiedźmina. Patrząc na cały serial, nie ma w nim za wiele walk, ale jeśli już są, to zrealizowane po mistrzowsku i mimo, że wcześniej znałem ich przebieg czy wynik, to każdą oglądałem z dużą przyjemnością. Zwłaszcza pierwszą, tą w Blaviken.Jak widzicie, do każdej rzeczy, do której mam jakieś zarzuty, znajduje jakiś element, który to równoważy. Słowem średniak. To po prostu fajny serial fantasy z potencjałem, który – mam nadzieję – zostanie wykorzystany w następnym sezonie. Ale jednej rzeczy nie da się niczym uzasadnić – umniejszania roli Jaskra i tego, że jest przedstawiany jako piąte koło u wozu. Pamiętam, że przy okazji premiery zbioru opowiadań “Szpony i Kły”, do którego trafiły prace przygotowane przez fanów, rozmawiałem o tym z Asią (pozdrawiam!) i to właśnie ona zwróciła moją uwagę, jak wiele osób lekceważąco podchodzi do barda. To on tak naprawdę dba o Geralta i przez długi czas jest jego jedynym przyjacielem. Nie sądziłem, że Hissrich ukaże tę postać tak powierzchownie.Przy okazji, nie wiem, jak showrunnerka wybrnie z przedstawienia Cahira, jako fanatyka, który dla swojego Cesarza zrobi wszystko (na przykład wymorduje całą karczmą; i to Geralta nazywają rzeźnikiem…). Może w serialu będzie kimś zupełnie inny? Jestem ciekaw tej postaci, ale mam nadzieję, że nie skończy się to nagłą przemianą na początku drugiego sezonu, tak by pasowało do kolejnych tomów.Szczerze powiedziawszy, to nie spodziewałem się, że Netfliksowy Wiedźmin spodoba mi się aż tak bardzo. Brakuje starego dobrego fantasy z mieczami, magią, smokami i balladami (“Toss a Coin to Your Witcher” przeżarło już pewnie niejeden mózg), a tutaj naprawdę czuć potencjał i umiejętności ekipy odpowiedzialnej za serial. Na pewno nie jest to żadne arcydzieło, ale średniak, który przyjemnie się ogląda. I mi to w zupełności wystarczy.

bDgMadgT