W trakcie spaceru po kolejnych pomieszczeniach, co jakiś czas przystajemy przy miejscu poświęconym pamięci jednego z domowników. Najczęściej w jego pokoju. Wtedy kończy się symulator spacerowicza, a zaczyna... coś, co wielokrotnie odbierało mi mowę. Coś, czego nie chciałbym nikomu popsuć nawet prostą wyliczanką.Różnorodność sposobów, w jakie The Giant Sparrow potrafi opowiadać o kolejnych zgonach to coś, czego jeszcze w grach nie było. Dlatego umówmy się - jeśli czujesz, że to gra dla Ciebie, wpisz ją na listę zakupów. Może na "za jakiś czas", bo te 84 zł na PS Store to sporo jak za 2-3 godzinki oderwania od świata. I odpuść sobie następny akapit. Choć i tak postaram się nie zdradzać zbyt wiele.Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak autorzy What Remains of Edith Finch "oswoili" rozmaite oblicza śmierci. Śmierci starych, młodych i jeszcze młodszych. Śmierci tragicznych, przypadkowych i takich, z których po latach Finchowie śmialiby się na rodzinnym zjeździe. Gdyby miał kto się na nim pojawić, rzecz jasna. Te interaktywne pożegnania przyjmują tu rozmaite formy. Może to być album przenoszący nas w czasie do miejsca, w którym powstawały jego zdjęcia i każący pstrykać je osobiście. Albo galopujący, ostatni sen, w którym przejmiemy kontrolę nad kolejnymi wcieleniami bohaterki. Tani, haloweenowy komiks z kadrami czekającymi na nasze akcje? Proszę bardzo.Interaktywna recytacja wiersza była moją faworytką, dopóki nie przypomniałem sobie historii małego Gregory'ego. Tragicznej, spisanej na pozwie o rozwód. Nikt nigdy nie chciałby być w skórze jego rodziców. Ale opowiedzianej i oddanej nam do zagrania tak pięknie, że aż korci mnie, by zaryzykować stwierdzenie, że mogłaby przynieść komuś po podobnych przejściach ulgę. A nie był to jedyny moment, gdy szepnąłem sobie cicho "genialne". Pomysłowość i wykonanie tych momentów zaskakuje tym bardziej, że przecież czytaliście gdzieś, że to kolejny "spacerowiec". Oj, nie. Opowieść Edith jest krótka, ale bogata.